Nie musisz być ciągle produktywna. O sztuce robienia niczego i dlaczego jest Ci to potrzebne

W świecie, w którym „działanie” stało się walutą prestiżu, a „nie mam czasu” brzmi jak odznaka sukcesu, zapomnieliśmy, że wartością samą w sobie jest… odpoczynek. Ale nie ten zaplanowany w aplikacji do zarządzania zadaniami. Tylko prawdziwy, świadomy, leniwy, niespieszny. Taki, w którym pozwalasz sobie po prostu być.

Nie musisz być ciągle produktywna. O sztuce robienia niczego i dlaczego jest Ci potrzebna

Czy naprawdę trzeba robić coś cały czas?

Dla kobiet prowadzących biznesy, zarządzających zespołami, odpowiadających za dom i rodzinę, robienie „nic” może brzmieć jak grzech. Bo przecież zawsze jest coś do zrobienia. Tymczasem – jak pokazują badania i praktyka – największa kreatywność, refleksja i spokój rodzą się właśnie w tych momentach… kiedy pozwalamy sobie na bezczynność.

Dlaczego robienie niczego jest tak trudne?

Bo nikt nas tego nie nauczył. Od małego uczono nas „bycia grzeczną”, „pomocną”, „aktywną”. Jako dorosłe kobiety mierzymy się z mitem „superwoman” – mamy ogarniać wszystko: firmę, dzieci, relacje, zdrowie, rozwój osobisty i jeszcze mieć świeże kwiaty na stole. Nic więc dziwnego, że kiedy siadasz na chwilę z kawą i patrzysz w okno – pojawia się lęk. Lęk, że coś Ci ucieka. Że powinnaś robić coś bardziej użytecznego.

A przecież „nicnierobienie” to nie brak działania, to inny rodzaj aktywności – skierowanej do wewnątrz. To moment resetu systemu, naładowania baterii, spojrzenia z dystansem. I to nie tylko po to, by potem „znowu działać lepiej”. Ale po to, by żyć pełniej.

Robienie niczego jest produktywne – tylko w inny sposób

Oto co zyskujesz, kiedy praktykujesz sztukę nicnierobienia:

  • spokój psychiczny – spada poziom kortyzolu, ciało i umysł zaczynają odpuszczać;
  • jasność myślenia – pozwalasz myślom swobodnie płynąć, bez przymusu rozwiązania czegokolwiek;
  • większą uważność – zaczynasz słyszeć siebie, nie tylko świat zewnętrzny;
  • głębszy kontakt z intuicją – nie zagłuszasz jej nadmiarem bodźców;
  • więcej obecności w relacjach – nie odhaczając zadań, możesz po prostu być z kimś.

Jak praktykować nicnierobienie – 5 pomysłów na start

  1. Usiądź z herbatą i nie rób nic przez 10 minut. Nie scrolluj, nie planuj, nie słuchaj podcastu. Patrz. Oddychaj. Bądź.
  2. Wyjdź na spacer bez celu. Bez słuchawek, bez kroków do zaliczenia. Daj się ponieść.
  3. Zostaw wolną godzinę w kalendarzu. I nie wypełniaj jej niczym. To Twoja godzina „na nic”.
  4. Wyłącz powiadomienia. Nie musisz wiedzieć wszystkiego od razu. To, co ważne, i tak Cię znajdzie.
  5. Zacznij od jednej soboty w miesiącu. Bez zakupów, spotkań, kursów. Tylko Ty i to, co przyjdzie.

Dla kogo jest ten artykuł?

Dla każdej kobiety, która choć raz poczuła, że nawet jej odpoczynek stał się zadaniem. Dla właścicielek firm, które zasypiają z myślą o Excelu. Dla managerek i ekspertek, które tęsknią za ciszą. Dla każdej z nas – która potrzebuje przypomnienia, że nie jesteśmy stworzone do wiecznego działania.

I jeszcze jedno na koniec

Nie trzeba wyjeżdżać do lasu, nie trzeba rzucać pracy i kupować hamaka. Wystarczy zacząć od 10 minut. Codziennie. Z szacunkiem dla siebie. Bo robienie niczego… też jest decyzją. I być może najodważniejszą, jaką podejmiesz w tym tygodniu.

Co, jeśli świat się nie zawali?

Zadaj sobie to pytanie, zanim znów wpadniesz w wir działania. Co się stanie, jeśli na chwilę odpuścisz? Jeśli nie odpowiesz natychmiast? Jeśli usiądziesz w ciszy i pozwolisz sobie nic nie planować? Świat będzie toczył się dalej. Może wolniej. Może łagodniej. A Ty – zamiast wypalona – poczujesz, że jesteś w kontakcie. Z sobą. I z tym, co naprawdę ważne.


Udostępnij