Macierzyństwo zmienia tempo, ale nie musi unieważniać marzeń. Katarzyna Polkowska o tym czy można być czułą mamą i ambitną kobietą jednocześnie

Najtrudniejsze bywa odzyskanie zaufania do siebie. Bo przerwa, nawet krótka, potrafi uruchomić pytania: czy nadal potrafię? czy jestem potrzebna? czy ktoś mnie potraktuje poważnie? A jeśli dochodzi do tego utrata pozycji zawodowej, miejsca w firmie albo poczucia sprawczości, to ten powrót wymaga jeszcze większej odwagi. Ja oprócz samego powrotu po przerwie musiałam zmierzyć się z poszukiwaniem nowego miejsca pracy. To było bardzo dużym wyzwaniem, szczególnie że przez wiele lat byłam "na swoim". To wyzwalało jeszcze większe emocje i pytania. Czy ktoś pozytywnie oceni moje dotychczasowe osiągnięcia? Czy mój dorobek coś znaczy?

Katarzyna Polkowska

Emilia Bartosiewicz Brożyna: Wiem, że miałaś wielkie marzenie – być mamą. Wiem, że to marzenie miało się nigdy nie spełnić, ale jednak stał się cud i dzisiaj jesteś mamą. Czy macierzyństwo zamknęło jakiś etap, czy raczej otworzyło nowy?

Katarzyna Polkowska: Macierzyństwo zdecydowanie otworzyło nowy etap. Nie zamknęło mnie w jednej roli, tylko bardzo mocno mnie przebudowało. Długo czekałam na dziecko i być może właśnie dlatego dziś wiem, że macierzyństwo nie jest czymś oczywistym. To nie jest punkt w życiowym harmonogramie, który po prostu się realizuje. Dla mnie to było marzenie, które przez długi czas wydawało się niemożliwe.
Kiedy zostałam mamą, poczułam ogromną wdzięczność, ale też odpowiedzialność. Z jednej strony pojawiła się wielka czułość, a z drugiej pytanie: kim teraz jestem jako kobieta, przedsiębiorczyni, partnerka, córka, przyjaciółka? Macierzyństwo nie wymazało poprzedniej mnie. Ono sprawiło, że musiałam na nowo poukładać swoje priorytety i zobaczyć, co naprawdę jest moje.

Czy kobieta może jednocześnie być czułą mamą i ambitną kobietą?

Może. I myślę, że najwyższy czas przestać przeciwstawiać sobie te dwie rzeczy. Czułość nie odbiera ambicji, a ambicja nie odbiera kobiecie serca. Przez lata kobietom wmawiano, że muszą wybrać: dom albo kariera, dziecko albo rozwój, łagodność albo siła. Dziś wiem, że to fałszywy wybór.
Czuła mama może być ambitną kobietą, tylko jej ambicja często dojrzewa. Przestaje być wyścigiem, udowadnianiem czegoś światu, ciągłym „muszę więcej”. Zaczyna być bardziej świadoma. Dla mnie ambicja po urodzeniu dziecka oznacza nie tylko sukces zawodowy, ale też tworzenie życia, w którym jest miejsce na sens, bezpieczeństwo, relacje i rozwój. Nie chcę, żeby moje dziecko widziało mamę, która zrezygnowała z siebie. Chcę, żeby widziało kobietę, która kocha, jest obecna, ale ma też swoje pasje, odpowiedzialność i odwagę, by iść dalej.

Jak nie zatracić swoich marzeń, kiedy całe życie zaczyna kręcić się wokół dziecka? Czy w macierzyństwie łatwo zgubić siebie?

Bardzo łatwo. Zwłaszcza na początku, kiedy dziecko naprawdę staje się centrum świata. I to jest naturalne. Tyle że gdzieś pomiędzy karmieniem, niewyspaniem, organizacją dnia i ciągłą gotowością można nagle odkryć, że nie pamięta się już, czego chciało się dla siebie.
Myślę, że kluczowe jest to, żeby nie czekać z powrotem do siebie na „idealny moment”. On może nigdy nie przyjść. Trzeba łapać małe fragmenty siebie: rozmowę z kimś dorosłym, książkę, spacer, spotkanie, powrót do projektu, zapisanie pomysłu, nawet jeśli na jego realizację przyjdzie czas później.
Macierzyństwo zmienia tempo, ale nie musi unieważniać marzeń. Czasem one po prostu potrzebują nowej formy. Dziś uczę się tego, że mogę być bardzo zaangażowaną mamą i jednocześnie nie muszę przepraszać za to, że nadal chcę się rozwijać.

Czy dziś czujesz, że bardziej doceniasz codzienność i zwykłe momenty?

Tak. I chyba to jest jedna z największych zmian. Kiedy długo czeka się na coś bardzo ważnego, później zwykłe momenty przestają być zwykłe. Uśmiech dziecka, spokojny poranek, mała rączka chwytająca palec, wspólna drzemka, pierwszy śmiech. To są rzeczy, których nie da się wpisać w żaden biznesplan, a które mają ogromną wartość.
Wcześniej byłam bardzo nastawiona na działanie, cele, odpowiedzialność. Przez lata zarządzałam firmą, ludźmi, procesami. Byłam w trybie zadaniowym. Macierzyństwo zatrzymało mnie w miejscach, w których wcześniej prawdopodobnie bym się nie zatrzymała. Nie idealizuję codzienności, bo bywają dni trudne, chaotyczne i bardzo wymagające. Ale nawet w nich jest coś prawdziwego. Dzisiaj częściej widzę, że życie dzieje się nie tylko w wielkich przełomach, ale właśnie w tych drobnych, cichych momentach.

O czym nikt nie mówi kobietom, które długo czekają na dziecko?

Nikt nie mówi, jak bardzo to oczekiwanie potrafi być samotne. Ludzie często próbują pocieszać, mówią: „będzie dobrze”, „nie myśl o tym”, „odpuść”. Czasem robią to z troski, czasem z braku świadomości, ale dla kobiety, która nosi w sobie wielkie pragnienie macierzyństwa, takie słowa bywają bardzo trudne.
Nikt też nie mówi, że kiedy dziecko w końcu się pojawia, radość może mieszać się z lękiem. Bo jeśli długo czekałaś, jeśli wcześniej słyszałaś, że może się nie udać, to potem trudno od razu zaufać szczęściu. Pojawia się wdzięczność, ale też ogromna czujność. Był moment w którym nie pozwalałam sobie na uczucie zmęczenia, złości czy frustracji – bo przecież tak bardzo chciałam, to teraz nie mam prawa marudzić. To była ślepa uliczka. Dlatego kobietom, które długo czekają na dziecko, powiedziałabym: masz prawo czuć wszystko. Nadzieję, zmęczenie, zazdrość, smutek, złość, wiarę, zwątpienie. To nie czyni cię słabą ani niewdzięczną. To znaczy, że bardzo kochasz coś, czego jeszcze nie możesz przytulić.

Jak wraca się na rynek pracy po przerwie związanej z macierzyństwem albo po utracie swojej pozycji zawodowej?

Wraca się inaczej niż wcześniej. Nie da się po prostu wejść w stare buty, bo często okazuje się, że one już nie pasują. Po macierzyństwie zmienia się perspektywa, energia, granice, ale też potrzeby. Kobieta wraca z nową wrażliwością, ale nie z mniejszymi kompetencjami.
Najtrudniejsze bywa odzyskanie zaufania do siebie. Bo przerwa, nawet krótka, potrafi uruchomić pytania: czy nadal potrafię? czy jestem potrzebna? czy ktoś mnie potraktuje poważnie? A jeśli dochodzi do tego utrata pozycji zawodowej, miejsca w firmie albo poczucia sprawczości, to ten powrót wymaga jeszcze większej odwagi. Ja oprócz samego powrotu po przerwie musiałam zmierzyć się z poszukiwaniem nowego miejsca pracy. To było bardzo dużym wyzwaniem, szczególnie że przez wiele lat byłam “na swoim”. To wyzwalało jeszcze większe emocje i pytania. Czy ktoś pozytywnie oceni moje dotychczasowe osiągnięcia? Czy mój dorobek coś znaczy? Dzisiaj też wiem, że kobieta wracająca na rynek pracy nie zaczyna od zera. Ona wraca z całym swoim doświadczeniem. Czasem trzeba je tylko nazwać na nowo, uporządkować i przestać umniejszać. Macierzyństwo nie kasuje kompetencji. Często dodaje nowe: odporność, organizację, decyzyjność, cierpliwość i umiejętność działania w warunkach totalnej nieprzewidywalności.

Bardzo często kobieta buduje firmę lub wspiera biznes partnera, a później życie nagle wszystko zmienia. Czy miałaś moment, kiedy poczułaś zawodową niepewność?

Tak, miałam taki moment. I myślę, że wiele kobiet go przeżywa, choć często nie mówi o tym głośno. Bardzo często kobieta przez lata realnie współtworzy firmę: pracuje, wspiera, organizuje, pilnuje ludzi, procesów, klientów, finansów, atmosfery, a jednocześnie formalnie pozostaje gdzieś w cieniu. Marka jest „na męża”, firma jest „męża”, decyzje formalnie należą do niego, a jej praca traktowana jest trochę jak naturalne przedłużenie roli żony czy partnerki. Dopóki wszystko się układa, taki model może wydawać się wygodny i bezpieczny. Jest zaufanie, wspólny dom, wspólne plany, poczucie, że „przecież budujemy to razem”. Ale życie bywa nieprzewidywalne. Co w sytuacji, gdy mąż nagle umiera, ma wypadek, choruje, na długo wypada z pracy? Co, jeśli dochodzi do kryzysu w związku, zdrady, odejścia albo rozwodu? Wtedy bardzo często okazuje się, że kobieta, która przez lata budowała firmę, nie ma realnego prawa do tego, co współtworzyła. To jest niezwykle trudne doświadczenie, bo uderza nie tylko w finanse, ale też w poczucie sprawiedliwości i własnej wartości. Nagle kobieta widzi, że pracowała na czyjąś markę, czyjąś pozycję, czyjś majątek – a sama nie zadbała o swoje zabezpieczenie.
Dlatego dziś bardzo mocno wierzę w świadomość. Kobiety powinny rozmawiać o własności, udziałach, wynagrodzeniu, umowach, zabezpieczeniu na wypadek śmierci, choroby, długotrwałej nieobecności partnera czy rozpadu relacji. To nie jest brak miłości ani brak zaufania. To jest dojrzałość i odpowiedzialność. Bo dopóki jest dobrze, wszystko wydaje się proste. Prawdziwe pytanie brzmi: co stanie się wtedy, gdy sytuacja nieoczekiwanie się zmieni? Kobieta nie powinna budzić się po latach z poczuciem, że była ważna dla firmy, ale niewidzialna w dokumentach. Powinna mieć swoje miejsce, swoje prawa i swoje bezpieczeństwo.

Co dzieje się z kobietą, kiedy nagle zostaje bez pracy, bez własnych dochodów albo bez miejsca w firmie, którą współtworzyła?

Najpierw często przychodzi szok. Nawet jeśli gdzieś podskórnie czuła, że coś jest nie tak, moment utraty bezpieczeństwa uderza bardzo mocno. Pojawia się lęk, wstyd, poczucie niesprawiedliwości, czasem złość, czasem paraliż i ta gonitwa myśli i pytań – co teraz?
Ja, która przez lata była silna, sprawcza i odpowiedzialna, nagle poczułam się jak ktoś, kto stracił grunt pod nogami. Ale później, dostałam wsparcie i sama znalazłam w sobie siłę, by zacząć się odbudowywać. Często odbudowa nie polega na powrocie do tego, co było. Polega na zbudowaniu siebie bardziej świadomie. Już nie tylko przez pryzmat relacji, stanowiska czy firmy, ale przez pytanie: jakie mam zasoby, doświadczenia, talenty i czego naprawdę chcę?
To jest bolesny proces, ale też bardzo uwalniający. Bo kiedy kobieta odkrywa, że może zacząć od nowa, przestaje być zakładniczką jednej historii.

Dlaczego tak wiele kobiet pomaga rozwijać firmę partnera, ale nie myśli o swoim bezpieczeństwie na wypadek kryzysu, rozwodu czy choroby? Jakie rozmowy o finansach, własności czy przyszłości powinny odbywać się dużo wcześniej w związku?

Myślę, że wiele kobiet wchodzi w takie sytuacje z miłości, lojalności i zaufania. Kiedy jesteśmy w relacji, nie chcemy myśleć scenariuszami kryzysowymi. Rozmowy o udziałach, własności, pieniądzach, zabezpieczeniu czy podziale odpowiedzialności wydają się mało romantyczne. Czasem wręcz budzą poczucie winy: „czy to znaczy, że nie ufam?”. A prawda jest taka, że dojrzałe rozmowy o bezpieczeństwie nie są brakiem zaufania. Są wyrazem odpowiedzialności. Tak jak ubezpieczamy dom nie dlatego, że zakładamy pożar, tylko dlatego, że wiemy, iż życie bywa nieprzewidywalne.
Takie rozmowy powinny dotyczyć bardzo konkretnych rzeczy: kto formalnie jest właścicielem firmy, jak wynagradzana jest praca kobiety, co stanie się w razie rozstania, choroby, śmierci, kryzysu finansowego, sprzedaży biznesu. Czy kobieta ma własne dochody, oszczędności, udziały, umowę, zabezpieczenie emerytalne? To nie są łatwe tematy, ale im wcześniej się je poruszy, tym mniej dramatyczne stają się później.

Co powiedziałabyś kobietom, które dziś boją się, że „wypadły z obiegu”?

Powiedziałabym: nie wypadłaś z obiegu. Być może jesteś w przejściu. Być może twoje życie przez jakiś czas wymagało od ciebie skupienia na innych sprawach: dziecku, rodzinie, zdrowiu, kryzysie, relacji, domu. Ale to nie znaczy, że twoja wartość zawodowa zniknęła.
Rynek pracy zmienia się szybko, to prawda. Można czuć dystans, niepewność, lęk przed technologią, nowymi narzędziami, językiem biznesu. Ale kompetencje, których kobiety nabywają przez lata, nie tracą znaczenia. Organizacja, odpowiedzialność, komunikacja, zarządzanie kryzysem, empatia, decyzyjność – to są realne zasoby.
Nie trzeba wracać od razu wielkim gestem. Czasem wystarczy pierwszy krok: rozmowa, kurs, aktualizacja CV, spotkanie z kimś życzliwym, przyjrzenie się swoim kompetencjom. Obieg nie jest zamkniętym klubem. Można do niego wrócić, a czasem można stworzyć własny.

Czy miałaś moment, kiedy czułaś presję, że dobra mama powinna zrezygnować z własnych ambicji?

Tak, bo ta presja jest bardzo mocno wpisana w nasze społeczne wyobrażenia. Dobra mama ma być zawsze dostępna, spokojna, uważna, cierpliwa, najlepiej jeszcze spełniona wyłącznie macierzyństwem. Jeśli mówi o ambicjach, pracy, projektach, pieniądzach czy rozwoju, szybko może pojawić się cień oceny: czy na pewno dziecko na tym nie traci?
Tylko że ja nie wierzę w macierzyństwo oparte na całkowitym zniknięciu kobiety. Dziecko potrzebuje miłości, bezpieczeństwa i obecności, ale nie potrzebuje matki, która rezygnuje z własnej tożsamości.
Dla mnie ważne jest, żeby ambicja nie była ucieczką od domu, ale też żeby dom nie był rezygnacją z siebie. To delikatna równowaga. Uczę się jej każdego dnia. Czasem z sukcesem, czasem z poczuciem chaosu. Ale nie chcę wybierać między byciem dobrą mamą a byciem kobietą, która ma swoje plany.

Jak znaleźć równowagę między byciem mamą a pozostaniem kobietą, partnerką, przedsiębiorczynią?

Myślę, że najpierw trzeba zaakceptować, że równowaga nie jest stałym stanem. To nie jest idealny wykres, na którym wszystko ma po równo. Są dni, kiedy wygrywa dziecko. Są dni, kiedy trzeba mocniej wejść w pracę. Są momenty, kiedy relacja potrzebuje uwagi. I są takie, kiedy kobieta musi po prostu pobyć sama ze sobą.
Dla mnie równowaga to bardziej uważność niż perfekcja. To zadawanie sobie pytań: czego teraz naprawdę potrzebuję? co jest pilne, a co ważne? gdzie przekroczyłam swoje granice? czy proszę o pomoc, czy udaję, że wszystko uniosę sama?
Kobiety bardzo często próbują zasłużyć na prawo do odpoczynku. Najpierw wszystko zrobię, wszystkim pomogę, wszystkich zabezpieczę, a potem może ja. Tylko że to „potem” często nie przychodzi. Dlatego równowaga zaczyna się od decyzji, że ja też jestem ważna.

Czy kobieta po urodzeniu dziecka potrzebuje bardziej domu i spokoju czy właśnie ludzi, rozmów i społeczności?

Myślę, że potrzebuje jednego i drugiego, tylko w różnych momentach. Po urodzeniu dziecka dom staje się centrum świata. Jest potrzeba bezpieczeństwa, ciszy, rytmu, bliskości. Ale jeśli kobieta zostaje tylko w tej przestrzeni, bez rozmów, bez kontaktu z innymi dorosłymi, bez wymiany myśli, może bardzo szybko poczuć samotność.
Społeczność jest niezwykle ważna. Nie taka, która ocenia i daje złote rady, ale taka, która przyjmuje kobietę z jej zmęczeniem, ambicją, chaosem, radością i wątpliwościami. Potrzebujemy innych kobiet, które powiedzą: ja też tak miałam, rozumiem, nie jesteś sama.
Dla mnie rozmowy z ludźmi, powrót do środowiska zawodowego, kontakt z kobietami, które również są w drodze, są bardzo wzmacniające. Dom daje korzenie, ale ludzie często przypominają nam, że mamy też skrzydła.

Co najbardziej pomogło Ci odnaleźć się w nowej rzeczywistości?

Pomogło mi nazwanie tego, że jestem w zmianie. Nie próbowałam udawać, że wszystko jest takie samo jak wcześniej. Nie jest. Pojawiło się dziecko, zmieniły się priorytety, zmieniło się ciało, energia, rytm dnia, sposób myślenia o pracy i przyszłości.
Bardzo pomogło mi też wrócenie do działania, ale na własnych zasadach. Nie od razu w pełnym biegu, nie po to, żeby komukolwiek coś udowodnić, ale po to, żeby poczuć sprawczość. Zaczęłam układać nowe projekty, nową wizję pracy, nowe zawodowe miejsce dla siebie.
I chyba najważniejsze: pomogło mi uznanie, że nie muszę być dawną sobą. Mogę być nową sobą. Z większą czułością, większą świadomością, może czasem z mniejszą dostępnością, ale też z głębszym poczuciem sensu.

Co chciałabyś powiedzieć kobietom, które dziś stoją na życiowym zakręcie: zawodowym, osobistym albo emocjonalnym?

Powiedziałabym: zakręt nie oznacza końca drogi. Czasem oznacza, że droga, którą szłaś, już nie prowadzi tam, gdzie naprawdę chcesz dojść. To może boleć. Może budzić lęk. Może zabrać poczucie kontroli. Ale zakręt potrafi też pokazać nowe możliwości, których wcześniej nie widziałaś.
Nie musisz od razu mieć planu na całe życie. Wystarczy, że zrobisz pierwszy uczciwy krok. Nazwiesz, co się dzieje. Poprosisz o pomoc. Sprawdzisz swoje prawa, finanse, zasoby. Porozmawiasz z kimś, kto nie będzie cię oceniał. Przestaniesz udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest.

Kobiety często są silniejsze, niż same o sobie myślą. Ale siła nie zawsze wygląda jak walka. Czasem wygląda jak decyzja, że nie będę już znikać z własnego życia. Że chcę odzyskać siebie — spokojnie, krok po kroku, ale naprawdę.

Z Katarzyną Polkowską rozmawiała redaktor naczelna Ladybusiness.pl Emilia Bartosiewicz Brożyna.

Katarzyna Polkowska: Prezes IRKL Sp. z o.o., prawniczka z wykształcenia, podróżnik z zamiłowania. Od 13 lat zarządza firmą z branży transportu i logistyki. Łączy doświadczenie biznesowe z doradztwem, rekrutacją, HR i realizacją projektów rozwojowych. Więcej o Katarzynie >>>TUTAJ


Udostępnij