Kobiety, które łączą macierzyństwo, biznes i codzienność. Poznajcie bohaterki naszej kampanii

Co roku 26 maja w całej Polsce dzieje się to samo. Telefony rozgrzewają się od życzeń, na stołach lądują kwiaty, a w przedszkolach drżą głosiki recytujące wierszyki, których uczono się tygodniami. Dzień Mamy to jedno z tych świąt, które znamy od zawsze, a mało kto zatrzymuje się, żeby zapytać: skąd się ono właściwie wzięło i dlaczego akurat tego dnia?

Kobiety, które łączą macierzyństwo, biznes i codzienność. Poznajcie bohaterki naszej kampanii

W tym roku świętujemy je inaczej. Z okazji Dnia Matki ogłosiłyśmy kampanię „Szukamy niezwykłych Mam”, w której poprosiłyśmy Was o opowiedzenie historii kobiet łączących dom z własnym biznesem. Zgłoszeń przyszło naprawdę dużo, a każda historia była inna, poruszająca i pełna siły. Zanim przedstawimy Wam trzy kobiety, których opowieści zabrały nasze serca, cofnijmy się o ponad sto lat i sprawdźmy, komu zawdzięczamy to święto.

Korzenie sięgają starożytności

Choć Dzień Matki w obecnej formie jest świętem stosunkowo młodym, sama idea czczenia macierzyństwa jest stara jak cywilizacja. Już w starożytnym Egipcie szczególną czcią otaczano Izydę, patronkę rodzin, ogniska domowego i macierzyństwa. W starożytnej Grecji hołd oddawano Rei, uważanej za matkę bogów, a jej rzymską odpowiedniczką była Ops, bogini płodności i urodzaju. W Rzymie szczególnym kultem otaczano też Kybele jako Magna Mater, czyli Wielką Matkę.

Te wiosenne obrzędy, podczas których składano ofiary i ucztowano ku czci bogiń-matek, były symbolicznym uznaniem płodności, urodzaju i opieki. Wiele wieków później, w XVII-wiecznej Anglii, pojawiła się tradycja „matczynej niedzieli”, obchodzonej w czwartą niedzielę Wielkiego Postu. Wszystkie te zwyczaje łączy jedno: potrzeba, żeby raz w roku zatrzymać się i powiedzieć matkom „dziękuję”.

Kobieta, która stworzyła nowoczesne święto, i jej gorzki finał

Współczesny Dzień Matki narodził się w Stanach Zjednoczonych, a jego twórczynią była Anna Jarvis. To historia, która wzrusza i daje do myślenia jednocześnie.

Matka Anny, Ann Reeves Jarvis, była społeczniczką. W trudnych latach wokół wojny secesyjnej organizowała w Appalachach kluby matek, które walczyły o lepszą higienę i niższą śmiertelność niemowląt, a po wojnie współtworzyła spotkania pojednania między dawnymi wrogami. Marzyła o dniu, który uhonorowałby niewidzialną pracę matek na całym świecie.

Kiedy Ann zmarła w 1905 roku, jej córka postanowiła to marzenie spełnić. Pierwsze oficjalne nabożeństwo z okazji Dnia Matki odbyło się 10 maja 1908 roku w kościele metodystów w Grafton w Wirginii Zachodniej, gdzie matka Anny przez ponad dwie dekady uczyła w szkółce niedzielnej. Sama Anna nie pojawiła się tego dnia w Grafton, była w Filadelfii, ale wysłała na uroczystość 500 białych goździków, ulubionych kwiatów swojej mamy. Goździk na trwałe związał się z tym świętem.

Anna prowadziła ogromną kampanię listową, pisząc do polityków, dziennikarzy i przedsiębiorców. Jej upór przyniósł skutek: w 1914 roku prezydent Woodrow Wilson ustanowił Dzień Matki świętem narodowym, nazywając je publicznym wyrazem miłości i szacunku dla matek.

Tu zaczyna się część gorzka. Anna Jarvis chciała, żeby było to święto osobiste i serdeczne, a z przerażeniem patrzyła, jak szybko zamienia się ono w okazję do zarabiania pieniędzy na kartkach, kwiatach i słodyczach. Resztę życia spędziła, walcząc o przywrócenie świętu pierwotnego sensu, a pod koniec życia próbowała nawet doprowadzić do jego zniesienia. Zmarła w 1948 roku, sama, bez dzieci, kobieta, której zawdzięczamy jedno z najpiękniejszych świąt na świecie. Jej historia jest cichym przypomnieniem, że w tym dniu chodzi o uczucie, a nie o cenę bukietu.

Dlaczego w Polsce świętujemy 26 maja?

Tu Polska jest wyjątkowa. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, w którym Dzień Matki przypada zawsze na ten sam dzień: 26 maja. W większości państw, między innymi w USA, Niemczech i we Włoszech, święto to jest ruchome i wypada w drugą niedzielę maja. W Wielkiej Brytanii i Irlandii obchodzi się je w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, w krajach arabskich często 21 marca, a w niektórych państwach łączy się je z Dniem Kobiet 8 marca.

Do Polski święto trafiło w 1914 roku, a pierwsze obchody odbyły się właśnie 26 maja w Krakowie. Przez kolejne lata data bywała ruchoma, ale po II wojnie światowej powrócono do tej pierwotnej i 26 maja zakorzeniło się w naszej tradycji tak mocno, że trwa do dziś. Co ważne, choć Dzień Matki nie jest u nas dniem wolnym od pracy, ma wymiar czysto rodzinny i serdeczny, a coraz częściej obejmuje nie tylko mamy biologiczne, ale też macochy, mamy zastępcze i babcie, które na co dzień pełnią rolę opiekunek.

Nasze niezwykłe Mamy: trzy historie, które opublikujemy

Idea Anny Jarvis była prosta: docenić to, co w pracy matek najczęściej pozostaje niewidzialne. Dokładnie to przyświecało nam, gdy ogłaszałyśmy naszą kampanię. Wybór był naprawdę trudny, bo każde zgłoszenie niosło kawałek czyjegoś życia. Ostatecznie wybrałyśmy trzy kobiety, a z każdą z nich opublikujemy osobny, pełny wywiad.

Joanna Rułkowska to prawniczka i mama czterech synów, twórczyni marki Prawo Mamy. Przeszła przez wypalenie w wieku dwudziestu dwóch lat i stratę córeczki w 32. tygodniu ciąży, a mimo to zbudowała markę, która zmienia życie tysięcy kobiet: produkty cyfrowe, nagrodzoną książkę, pierwszą w Polsce Konferencję Małego Biznesu i tytuł Liderki Równości województwa podlaskiego. Pokazuje, że wielodzietność i ambicja zawodowa mogą iść w parze, a marzenia da się realizować z lekkością.

Michaela Fuchs jest mamą szóstki dzieci, dwoje straciła. Od dziewięciu lat łączy macierzyństwo z pracą jako copywriterka SEO, a od 2024 roku buduje od podstaw portal parentingowy e-dzieciaki.pl. Po dwóch poronieniach zdecydowała się mówić głośno o stracie, o której wiele kobiet milczy w pojedynkę. Jej historia znalazła się w finale konkursu Prawo Kobiet 2025, a wiadomości od kobiet, które dzięki niej po raz pierwszy znalazły słowa na własny ból, utwierdziły ją, że ten temat wymaga zaopiekowania.

Iwona to prawniczka, której historię zgłosiła pełna dumy córka. Przez wiele lat była przede wszystkim dla rodziny, a jej zawodowa droga zeszła na drugi plan. W okolicach pięćdziesiątego roku życia zaczęła od nowa: kurs mediatora, własna działalność w małym mieście, a potem decyzja, którą wielu uznałoby za zbyt późną, czyli aplikacja radcowska, na którą zdała egzamin z bardzo dobrym wynikiem. Dziś łączy etat, aplikację i mediacje, udowadniając, że nigdy nie jest za późno, by pójść za głosem serca.

Każda z tych kobiet na swój sposób kontynuuje to, o czym marzyła matka Anny Jarvis: pokazuje, że praca matki, ta w domu i ta zawodowa, zasługuje na to, by ją widzieć i o niej mówić.

Zapraszamy Was do śledzenia kolejnych publikacji, w których oddamy głos Joannie, Michaeli i Iwonie. A wszystkim Mamom, tym cichym i tym odważnym, życzymy, żeby ten 26 maja był dniem, w którym poczują się naprawdę docenione.

Materiał przygotowała Agnieszka Marzęda


Udostępnij