Polka za granicą: Justyna Symanowski z Niemiec

"Nigdy nie ma doskonałego i idealnego miejsca, żeby zacząć. Ważne jak bardzo tego pragniemy" - mówi Justyna Symanowski, Polka, która od 2 lat prowadzi własny biznes w Niemczech - w wywiadzie z redaktor naczelną portalu ladybusiness.pl - Emilią Bartosiewicz

Emilia Bartosiewicz: Wiele osób marzy o pracy za granicą, inni rozczarowani wracają do Polski. Jak to się stało, że dzisiaj pracuje Pani w Niemczech?

Justyna Symanowski: Po ukończeniu szkoły technicznej i jednorocznych studiach policealnych na kierunku psychologii w Jeleniej Górze, w poszukiwaniu tzw. „lepszych perspektyw na przyszłość“ zdecydowałam się na wyjazd za granicę (wybrałam Niemcy). Początek nie był łatwy, ale nie zakładałam z góry, że będzie łatwo – bo nigdy nie jest – jeśli nie znasz za bardzo języka, albo nie masz wsparcia finasowego od rodziców, rodziny lub przyjacioł. Ja go nie miałam, i z czego powiem szczerze, w sumie jestem dumna, ponieważ to uświadomiło mi, że coś muszę.

Większość z nas poddaje się kiedy jest pod górkę, szczególnie w przypadku osobistych porażek, które również przeżyłam (rozwód po 6 latach małżeństwa) oraz finansowych. W takich momentach zawsze myślę, żeby nie uciekać tylko iść dalej. To tylko wzmacniło i uświadomiło mi, że to nie były porażki tylko motywacje do wytrwania, w tym, czego tak na prawdę chcę.

EB: Jaka była historia powstania firmy i skąd pomysł aby działać na własny rachunek?

JS: Po ukończeniu kursu językowego miałam możliwość podjęcia „lepszej“ pracy (lepszej mam na myśli od prac dorywczych, pracy w hotelu jako pokojówka) pracowałam najpierw na pół etatu w sklepie z bielizną dla kobiet Triumph. W ciągu 1,5 roku pracy w tej korporacji miałam możliwości rozwoju osobistego i socjalnego co przyczyniło się do podniesienia poziomu mojego języka niemieckiego. Nie bałam się również tego, aby zapytać jakie są dalsze możliwości mojego rozwoju w firmie. Nie, nie dostałam podwyżki. To było coś bardziej interesującego – a mianowicie – dostałam stanowisko na Storemanager boutique w Speyer, a później, po dalszym pół roku doszedl jeszcze jeden – w Ludwigshafen. Dla wielu osób może wydawać się czymś banalnym, ale nie dla mnie było czymś więcej.

Pewnego dnia poczułam wręcz niesamowitą siłę kiedy klientka (po operacji i amputacji piersi), obca mi osoba, po kupieniu nowego stanika poczuła się tak kobieco jak nigdy wcześniej. Kontakt i wczucie się w różne, życiowe sytuacje klientek to jest satysfakcjonujace uczucie. Radość z tego, że pobudziłam czyjeś emocje i dałam stu procentową satysfakcję obsługi. Miedzy innymi takie momenty dodawały mi niesamowitej energii i moje myśli poszły w kierunku doradztwa. I tak w 2015 roku postanowiłam założyć własną działalność i działać na własny rachunek.

EB: Z jakimi problemami borykała się Pani przy założeniu firmy, a co utrudnia działalność teraz?

JS: Po założeniu firmy pojawiły się pierwsze problemy. Główny to w jaki sposób dotrzeć do klientek, w momencie kiedy już nie pracujesz dla korporacji. Świadomość jak opłacić rachunki, kiedy nie ma zamówień. Sposobów było kilka: wrócić i pracować w korporacji (tego nie chciałam) albo zatrudnić się (na pół etatu) w innej korporacji odzieżowej. Wybrałam drugą opcję co pomogło mi w dalszym rozwoju osobistym. Następnie współpraca z prywatną firmą z branży urody, wellnes i spa oraz marketing szeptany były kluczowe. Praca na pół etatu pozwoliła mi na dalszy rozwój firmy – zawsze trzeba mieć plan B.

EB: W czym tkwi sukces prowadzenia i rozwijania własnej firmy w Pani przypadku? Co jest najważniejsze?

JS: Żyjemy w czasach gdzie każdy, bez względu na to jakie usługi ofiaruje, na jakim stanowisku pracuje, może zajmować się tym czym chce. Ryzyko zawsze istnieje. Doradców od kolorów czy stylu ubierania sie jest wielu (co 3 salon fryzjerski w Mannheim oferuje takie usługi). Osobowość, wytrwałość, kwestia nastawienia do danej sytuacji klienta, współpraca, życzliwość, obserwowanie konkurencji, wyciąganie wniosków z porażek, wdzięczność – to kilka cech, które mogłyby mnie opisać i wyróżniają spośród konkurencji. Może również to, że nie obawiam się tego co będzie, tylko działam – mały krok dzisiaj jest dalszym krokiem dnia jutrzejszego. Nie jestem doskonała, ale bardzo krytyczna dla samej siebie i to właśnie, jak mówią o mnie, odróżnia Justynę Symanowski od innych stylistek.Wierzę, że spotykam na swojej drodze życiowej i biznesowej niesamowicie interesujących ludzi, którzy są dla mnie inspiracją do dalszych działań.

EB: Jak się odnajduje przedsiębiorcza Polka w świecie biznesu poza granicami kraju?

JS: Działalność poza granicami kraju – no właśnie ja sobie nigdy nie zadawałam takiego pytania. Nigdy nie ma doskonałego i idealnego miejsca, żeby zacząć. Ważne jak bardzo tego pragniemy.

EB: Proszę dokończyć zdanie: „Własny biznes to…..”

JS: Własny biznes to to, co nie stawia ci granic. To satysfakcja z tego to robisz i wytrwałość, kiedy już sądzisz, że odpuściłeś.

EB: Pani motto życiowe, które motywuje Panią do działania?

JS: Tutaj mogłabym się rozpisać, ale czasem krótkie przesłanie posiada większą moc i zostaje dłużej w głowie: “Nie staraj się być idealnym, to rzadkość i piękna cecha być nieidealnym”.

Oraz cytat znanego, angielskiego pisarza Charles’a Dickensa “Otwarcie ciężkich drzwi wymagało jedynie niewielkiego klucza”. Nie ważne jak wielkie przeszkody trzeba pokonać, ważne, żeby spróbować je pokonać.

Justyna Symanowski – osobista stylistka i personal shopper. Od 7 lat mieszka a od 2 lat prowadzi własną firmę w Niemczech. Urodziła się w  Lunaniu, małym mieście między Zgorzelcem a Bolesławcem. Kocha języki – mówi po niemiecku, hiszpańsku, angielsku i po polsku. Uwielbia tanie, który jest nieodkrytą duszą w każdej kobiecie – czasem potrzeba tylko dobrego partnera, żeby to wydobyć. 


Udostępnij