Polki za granicą: Małgorzata Schneider

Założyła własny biznes po 40 - tce, z perspektywy czasu zastanawia się dlaczego tak późno. Mieszka i pracuje w Szwajcarii. Uważa, że własny biznes to wybór, jakiego sami dokonujemy - gdy jesteśmy na to gotowi. Emilia Bartosiewicz rozmawia z Małgorzatą Schneider - właścicielką firmy Speed Coach.

Emilia Bartosiewicz: Jaka była historia powstania firmy i czym się obecnie zajmuje?

Małgorzata Schneider: Na powstanie naszej rodzinnej firmy miało wpływ parę faktorów. Oboje z mężem byliśmy po 40-tce, mieliśmy na koncie po kilkanaście lat przepracowanych w różnych firmach i na różnych stanowiskach, głowy pełne pomysłów i przeświadczenie, że albo teraz albo nigdy. Nasza firma, zajmujaca sie doradztwem finansowym i life coachingiem, od samego początku zaczęła bardzo dobrze prosperować. Nie przechodziliśmy przez fazę zaczynania w przysłowiowym garażu. To nas tylko utwierdziło w przekonaniu, że dokonaliśmy właściwego wyboru. Żałując po trochu, że nie zdecydowaliśmy się na ten krok kilka lat wcześniej.

EB: Dlaczego zdecydowała się Pani na założenie własnej firmy, a nie na pracę na etacie? Czy pracowała Pani kiedyś na etacie?

MS: Moje życie zawodowe to lata doświadczeń w Polsce, Anglii i Szwajcarii. Pracowałam na pełnym i niepełnym etacie, miałam tez już własną jednoosobową firmę. Praca dla siebie i na własny rachunek bardziej mi odpowiada, też i ze względu na moją rodzinną sytuację. Z mężem, dwójką dzieci i psem mogę sobie ułożyć plan dnia według własnych potrzeb. Gdy pracowałam w firmach na etacie, każda wizyta u lekarza, wywiadówka, weterynarz, itp. były dla mnie dodatkowym stresem i z upływem czasu miałam już dość tej logistycznej żonglerki.

EB: Z jakimi problemami borykała się Pani przy założeniu firmy, a co utrudnia działalność teraz?

MS: Nasza rodzinna firma jest zarejestrowana w Szwajcarii i działa na lokalnym rynku. Mój mąż jest Szwajcarem, wiec zna świetnie przepisy i wymagania tutejszego rynku. Nie mieliśmy wiec żadnych problemów przy zakładaniu firmy i nie mamy też żadnych utrudnień w prowadzeniu naszej działalności. Pozyskiwanie nowych klientów sprawia, że obydwoje z mężem musimy robić skuteczny networking, wyszukiwać miejsca i okazje, gdzie możemy spotkać potencjalnych klientów. W budowaniu własnej marki to bardzo istotny czynnik. Niekiedy jednak właśnie ten punkt posiadania własnej firmy męczy mnie najbardziej.

EB: Jak wygląda konkurencja na rynku na którym Pani działa? Czy są jakieś skuteczne metody “walki” z nią?

MS: Konkurencja na rynku szwajcarskim jest bardzo duża. Generalnie, osobom spoza tego rynku i obcokrajowcom, jest bardzo trudno się przebić. Są takie wyjątki, owszem, ale te osoby zapracowały na swój sukces latami ciężkiej i sumiennej pracy.

EB: Ilu pracowników zatrudniała Pani na początku a ile obecnie?

MS: Nasza firma składa się z dwóch osób, mojego męża i mnie. Obydwoje świadczymy usługi, więc nie potrzebny nam personel.

EB: Co jest najważniejsze w prowadzeniu firmy? W czym tkwi jej sukces?

MS: Sukces zależy od wielu czynników. W naszym przypadku pomogła nam znajomość rynku i wieloletnie doświadczenie w robieniu tego, czym się obecnie zajmujemy, jak również szerokie kontakty z innymi profesjonalistami.

EB: Jakie ma Pani plany na przyszłość w związku z firmą?

MS: Chcielibyśmy, by nasza firma dalej tak dobrze prosperowała i może w przyszłości, by nasze bliźniaki dołączyły do rodzinnego interesu. Moi synowie maja dopiero po 14 lat, wiec to daleka przyszłość, ale już dziś mogę sobie wyobrazić, że mogłoby to być bardzo ciekawe doświadczenie.

EB: Jak się odnajduje kobieta biznesu – Polka w świecie biznesu poza granicami kraju?

Polki – kobiety biznesu za granicą to bardzo szeroki temat. Z mojego doświadczenia w Szwajcarii, mogę tylko powiedzieć, że nie ma jednoznacznego profilu takiej osoby. Niektóre kobiety biznesu są sympatyczne i skore do współpracy i pomocy, inne zaś aroganckie i zadufane w sobie, często nie przyznają się nawet, że są z Polski. Jedne i drugie jednak ciężko zapracowały na swój sukces.

EB: Wiele kobiet marzy o własnym biznesie, choć nie do końca wiedzą jak to wygląda „w praktyce”. Jak wygląda Pani typowy dzień pracy?

MS: Każdy dzień zaczynam od długiego spaceru z psem, potem zajmuję się sprawami dotyczącymi domu i rodziny. O 12:00 moi synowie przychodzą do domu na lunch, jemy go razem, a po ich wyjściu zasiadam do komputera i zaczynam pracować dla naszej firmy. Bardzo sobie cenię fakt, że mam na wszystko czas i nie wyobrażam sobie, na dzień dzisiejszy, powrotu do pracy dla kogoś.

EB: Proszę dokończyć zdanie: „Własny biznes to…..”

MS: Wybór, jakiego sami dokonujemy. Gdy jesteśmy na to gotowi.

EB: Pani motto (cytat, przesłanie) życiowe / biznesowe?

MS: Nigdy nie miałam i nie kierowałam się żadnymi przeslaniami. Zawsze kieruje się własną intuicją.

Malgorzata Schneider – absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Edgware College w Londynie. Jej doświadczenie zawodowe składa się z ponad 20 lat przepracowanych na różnych stanowiskach i w różnych firmach w Polsce, Anglii i Szwajcarii. Obecnie Małgorzata mieszka w Szwajcarii, gdzie prowadzi wraz z mężem rodzinną firmę. Jej mąż zajmuje się doradztwem finansowym, ona life coachingiem. Obydwoje mają nadzieje, że ich dorastajacy synowie dołączą w przyszłości do rodzinnej firmy rozszerzając tym samym asortyment jej usług.

Kontakt: www.speedcoach.me


Udostępnij