Nie chciała już milczeć. Michaela Fuchs z e-dzieciaki.pl o poronieniu, wsparciu i kobiecej solidarności

Macierzyństwo bardzo często pokazuje się dziś w dwóch skrajnych wersjach: albo jako idealny obrazek, albo jako historię przemilczanego cierpienia. Michaela Fuchs postanowiła nie wpisywać się w żadną z tych narracji. SEO copywriterka, mama szóstki dzieci, twórczyni portalu e-dzieciaki.pl i finalistka konkursu Prawo Kobiet 2025 od lat mówi głośno o tym, o czym wiele kobiet wciąż boi się mówić nawet najbliższym.

kobieta biznesu lady business

Po doświadczeniu poronień zaczęła pisać o stracie, samotności i braku wsparcia, z jakim mierzą się kobiety po utracie ciąży. Jej publikacje stały się przestrzenią rozmowy dla osób, które wcześniej nie miały odwagi nazwać własnych emocji i doświadczeń. Dziś Michaela łączy macierzyństwo, pracę zawodową i rozwój własnego portalu parentingowego, pokazując, że rozmowa o trudnych doświadczeniach nie odbiera siły, lecz często pozwala ją odzyskać.

W rozmowie opowiada o przełamywaniu tabu, o kobiecej solidarności i o tym, dlaczego cisza wokół poronienia nadal jest jednym z największych problemów, z jakimi mierzy się wiele kobiet.

Agnieszka Marzęda: Michaelo, jesteś mamą szóstki dzieci, choć dwoje z nich jest dziś „w niebie”, jak sama mówisz. Czy sposób, w jaki opowiadasz o swoim macierzyństwie i swojej rodzinie, zmieniał się przez lata?

Michaela Fuchs: Tak, mój sposób mówienia się zmienił. Jeszcze dwa lata temu, gdy przychodziłam na kobiecy networking, mówiłam, że jestem mamą czwórki dzieci, choć tak naprawdę było inaczej. Gdy zaczęłam pisać artykuły o poronieniu i nagrywać materiały do social mediów, moja komunikacja się zmieniła. Nie ukrywam już przed światem moich dzieci. Wcześniej mówiłam, że je straciłam, a teraz podkreślam, że są obok nas, ale nie z nami.

Uznanie utraconego dziecka jest bardzo ważne. Pozwala nam przeżyć żałobę i związane z tym emocje, a następnie pójść dalej. U mnie uznanie utraconego dziecka było czymś naturalnym. Zrobiłam to bardzo szybko. Po publikacji krótkiego video na TikToku o tym, że należy uznać nienarodzone dziecko, kobiety dziękowały mi za to, że to usłyszały. Jedna napisała nawet, że partner i rodzina nie dali jej na to przyzwolenia.

To, jak patrzę na macierzyństwo zmieniło się po poronieniu. Zwracam uwagę i doceniam rzeczy, które wcześniej mi umykały. Mam w sobie dużo empatii oraz wrażliwości. Interesuję się psychologią i to pozwoliło mi wiele rzeczy zrozumieć. Świadomość różnych mechanizmów pozwala mi lepiej rozumieć różne zachowania oraz wypowiadane słowa. To przekłada się też na mój sposób komunikacji. Na portalu inspiruję i wspieram rodziców, a nie oceniam.

AM: Po pierwszym poronieniu pojawiła się w Tobie potrzeba, żeby mówić o stracie głośno. Co sprawiło, że zamiast zamknąć ten temat wyłącznie w sobie, postanowiłaś zacząć o nim pisać?

MF: Po pierwszej stracie przyszła do mnie myśl, że problem poronienia dotyczy wielu kobiet, ale tak naprawdę jest zamiatany pod dywan. Odkryłam w sobie siłę, żeby o tym rozmawiać. Odłożyłam to pragnienie na bok, bo nie wiedziałam, jak to zrobić.

Po pierwszym poronieniu rozmawiałam z kilkoma starszymi kobietami. Te rozmowy otworzyły mi oczy. Zrozumiałam, że przez lata same niosły ten ciężar. Przyglądając się im i ich rodzinom, dostrzegłam, że nieprzepracowana trauma bardzo rani je oraz ich bliskich.

Kolejnym impulsem było to, że kobiety po poronieniu zostają same z diagnozą. Tak naprawdę wiele rzeczy nie rozumieją i nie są świadome tego, co dalej może się dziać. Ja też tak miałam przy poronieniu chybionym. Nie miałam pojęcia, z czym się to wiąże, a lekarze wcale ze mną o tym nie porozmawiali. Medykalizacja języka jest dużym problemem w takiej chwili.

Gdy zaczęłam tworzyć e-dzieciaki, zrozumiałam, że mam teraz przestrzeń do tego, żeby mówić o poronieniu. Tak naprawdę chcę pójść z tym tematem dalej w świat, bo jest on bardzo ważny. Jestem otwarta na różne współprace.

AM: Wiele kobiet nadal przeżywa poronienie w samotności i ciszy. Dlaczego Twoim zdaniem ten temat wciąż jest w Polsce tak trudny do oswojenia — zarówno społecznie, jak i emocjonalnie?

MF: Poronienie jest traumatycznym doświadczeniem. Potrzeba czasu, by nauczyć się o tym rozmawiać. Wielu z nas nie daje sobie pozwolenia na to, żeby przeżywać swoje emocje. Od dziecka słyszymy: nie rób nikomu kłopotu, chłopaki nie płaczą, musisz być silna, a potem z tymi programami idziemy w świat. W obliczu straty zamykamy się w sobie, bo nie wypada mówić o tym, co czujemy i przeżywamy. Przecież i tak nikt tego nie zrozumie, a poza tym, po co komuś zawracać głowę swoimi problemami.

Temat poronienia jest trudny, daleki od życia, które kreujemy w mediach społecznościowych. Sama próbowałam pójść z tym tematem w świat. Kontaktowałam się z lokalnymi mediami, gdy brałam w tamtym roku udział w konkursie Prawo Kobiet 2025, do którego zgłosiłam moją historię o poronieniu. I wiesz, nikt mi nawet nie odpisał. Było mi przykro, bo bardzo liczyłam na to, że ktoś podejmie rękawice. Redakcje i fundacje, do których pisałam zwyczajnie mnie zignorowały. Moje publikacje na TikToku pokazały mi, że ten temat zasługuje na zaopiekowanie i oswojenie. Straty doświadcza wiele kobiet. Przez tę traumę przechodzą kobiety, które naturalnie zaszły w ciążę oraz te, które zdecydowały się na in vitro.

AM: Twoja historia znalazła się w finale konkursu Prawo Kobiet 2025. Jakie znaczenie miały dla Ciebie wiadomości od kobiet, które dzięki Twoim publikacjom pierwszy raz odważyły się opowiedzieć o własnej stracie?

MF: Otrzymałam wiele prywatnych wiadomości. Pod moją historią pojawiły się też komentarze kobiet, które przyznały, że też doświadczyły poronienia. To, co najbardziej mnie w tym wszystkim zatrzymało to to, że otrzymałam wiele podziękowań za to, że nie boję się mówić o stracie. Wiele kobiet nie ma na to odwagi. To pokazało mi, że w pewnym sensie jestem ich głosem w tej debacie.

AM: Wspominasz, że mimo zmian prawnych nadal brakuje odpowiedniego wsparcia dla kobiet po poronieniu. Czego najbardziej brakuje dziś w praktyce – w szpitalach, miejscach pracy i codziennych reakcjach otoczenia?

MF: Myślę, że brakuje edukacji, świadomości i empatii. Gdy słyszysz od lekarza diagnozę: serce przestało bić, a następnie widzisz w swojej dokumentacji oznaczenie poronienia, tak naprawdę nie wiesz nic. Wiele kobiet szuka informacji w internecie na ten temat, ale jak wiemy, nie wszystkie są rzetelne. Wiele artykułów jest bezpiecznych, tzn. trochę tłumaczy zagadnienie, ale nie do końca. Brakuje w nich doświadczenia osób, które tego doświadczyły. Ja po poronieniu zatrzymanym dostałam w pewnym momencie potężnych krwotoków, ale bałam się pójść do szpitala, bo lekarz nie oswoił mojego lęku. Te krwotoki tak naprawdę zagrażały mojemu życiu.

Mam wrażenie, że wiele osób nie jest świadomych, dlaczego dochodzi do poronienia i obwiniają za to kobietę. Sama usłyszałam od bliskiej mi osoby, że to moja wina. Na szczęście byłam na tyle silna, że pozwoliłam sobie tego wmówić i postawiłam granicę. W wielu moich publikacjach podkreślam, że poronienie nie jest winą kobiety, jeśli nic w tym kierunku nie robi. Piszę, żeby nie dały sobie tego wmówić.

Kolejnym problemem jest brak empatii. Przy pierwszym poronieniu trafiłam na personel, dla którego byłam kolejnym przypadkiem medycznym. Traktowano mnie bardzo oschle i czułam się tam bardzo samotna. Na sali byłam ze starszymi kobietami, które miały problemy ginekologiczne. Jedyną osobą, która mnie wtedy wsparła była sala. Na szczęście teraz weszły procedury, które mają gwarantować pacjentkom osobną salę.

Jeśli chodzi o miejsce pracy, ludzie nie wiedzą, jak się mają zachować. Nie udają, że nic się nie stało, ale na początku atmosfera jest dziwna. Mam wrażenie, że poronienie nie jest przez wiele osób postrzegane w kontekście żałoby i śmierci, dlatego powoduje różne reakcje.

AM: Od dziewięciu lat łączysz macierzyństwo z pracą jako SEO copywriterka. Jak wyglądała Twoja zawodowa codzienność na początku, a jak wygląda dziś, kiedy rozwijasz własny portal i współpracujesz z wieloma klientami?

MF: Przez wiele lat pracowałam na etacie w jednej firmie. Gdy zredukowano mi etat do połowy, zaczęłam budować swoją markę. Od momentu kiedy w naszej rodzinie pojawiły się dzieci, stały się one częścią mojej pracy. To wymaga ode mnie innej organizacji. Pracuję w ściśle określonych blokach godzinowych. Mam ograniczone możliwości, jeśli chodzi o wyjazdy, więc tak naprawdę moje życie zawodowe toczy się online. Tu buduję relacje i bardzo mi w tym pomaga LinkedIn.

Aktualnie w mojej pracy towarzyszy mi mój dwuletni syn. Cieszę się, że są dzisiaj takie możliwości, żeby łączyć macierzyństwo z pracą. Dzięki temu zdobyłam kolejne lata doświadczenia zawodowego. Bez internetu byłoby to chyba niemożliwe, bo w mojej okolicy nie ma dla mnie pracy.

Godzenie obowiązków mamy i przedsiębiorczymi wymaga ode mnie elastyczności oraz asertywności. Długo musiałam tłumaczyć w naszym domu, że praca online to też praca. Tak samo jak mojego męża, który codziennie idzie do biura.

Michela Fuchs

AM: Od września 2024 tworzysz portal e-dzieciaki.pl. Co było impulsem do stworzenia własnej przestrzeni w internecie po latach pracy dla innych?

MF: Tak naprawdę własną przestrzeń zaczęłam tworzyć w 2020 roku jako copywriterka. Na początku e-dzieciaki miały być dodatkowym projektem, który miał zarabiać na artykułach sponsorowanych. W 2023 wzięłam udział w konkursie na LinkedIn i wygrałam kurs WordPress u Oli Gościniak.

Postanowiłam wykorzystać nagrodę i zrobić stronę internetową. Wybrałam domenę, której tematyka jest mi bliska. Z racji tego, że w styczniu 2024 urodziłam najmłodszego syna, musiałam poczekać, aż znajdę przestrzeń na WordPressa.

Gdy zaczęłam robić stronę, doszłam do wniosku, że pierwszy zamysł nie do końca mnie satysfakcjonuje. Stwierdziłam, że dzięki stronie będę mogła w końcu realizować misję, która się we mnie narodziła po pierwszym poronieniu. I tak małymi krokami rozwijam portal i siebie, by inspirować i wspierać rodziców oraz oswajać trudne tematy.

AM: Na swoim portalu poruszasz zarówno temat rodzicielstwa i pracy, jak i medycyny naturalnej czy tematów tabu. Jak decydujesz, które historie i tematy są dziś najważniejsze do opowiedzenia?

MF: Wyznaczyłam sobie 4 filary komunikacji, które wymieniłaś wyżej. Na początku tworzyłam różnorodne treści, które pasowały do poszczególnych kategorii. W tym roku stworzyłam sobie strategię treści, którą wdrażam sama.

Oprócz tego na portalu są publikowane artykuły przygotowane przez osoby, z którymi rozpoczęłam współprace. Niektóre publikacje wynikają też z potrzeby patronatów medialnych, które obejmuję czy wiadomości osób, które do mnie piszą. Na przykład w tamtym roku po publikacji wywiadu z wolontariuszką, która pomaga alienowanym rodzicom, zgłosili się do mnie ojcowie z kampanii Bezpieczne Tatowanie. Napisałam o tym artykuł i potem razem działaliśmy w social mediach.

Na portalu publikuję też anonimowo lub imiennie historie rodziców. Chcę pokazać, że rodzicielstwo składa się z różnych odcieni szarości. Nie ma jednej słusznej drogi. Każdy z nas musi znaleźć swoją ścieżkę i rozwiązania dopasowane do swoich potrzeb.

AM: Wiele kobiet pisze do Ciebie, że dzięki Tobie poczuły się mniej samotne. Czy bycie głosem w tak trudnym temacie bywa czasem emocjonalnie obciążające?

MF: Nie czułam się nigdy emocjonalnie tym obciążona. Lubię pomagać ludziom. Moim pierwszym talentem w teści Gallupa jest pryncypalność. Wysoko mam też empatię, odpowiedzialność i współzależność. Cieszę się, że mogę komuś pomóc np. przez to, że wysłucham czy porozmawiam.

Robię to jednak z głową. Wiem, kiedy postawić granicę. Nie jestem na każde zawołanie. Najpierw muszę zadbać o siebie i moją rodzinę. Być może w przyszłości będę mogła to sobie inaczej poukładać.

AM: Łączysz macierzyństwo, własny portal, pracę copywriterki i codzienne życie rodzinne. Jak nauczyłaś się rozpoznawać moment, w którym trzeba powiedzieć sobie: „na dziś wystarczy”?

MF: Słucham mojego organizmu. Nie pracuję w weekendy ani wieczorami. Pracę zaczynam między 7:00 a 7:30 a kończę najpóźniej o 14:00. Kiedy jestem zmęczona mówię o tym otwarcie. Dużo w zrozumieniu siebie oraz poukładaniu obowiązków pomógł mi Human Design.

AM: Jak chciałabyś, żeby bliscy, lekarze czy znajomi reagowali wobec kobiety po stracie ciąży? Jakie słowa naprawdę pomagają, a jakie potrafią zranić nawet wypowiedziane „w dobrej wierze”?

MF: Każda kobieta jest inna, inaczej reaguje i w danej chwili potrzebuje czegoś innego. Na pewno potrzebna jest w takich momentach empatia. Myślę, że lekarze powinni być z jednej strony bardzo delikatni, a z drugiej więcej edukować pacjentki. Mówić do nich prostym językiem.

W takich chwilach bardzo ranią oceniające komunikaty. Nikt z nas nie lubi być oceniany na co dzień, a co dopiero w momencie żałoby. W dodatku w organizmie kobiety szaleją w tym momencie hormony, bo organizm musi wrócić do stanu sprzed ciąży. To powoduje wiele skrajnych emocji i różne, czasem nieracjonalne zachowania.

Moim zdaniem ważna jest obecność, uważność i aktywne słuchanie. Warto zapytać, czego tak naprawdę potrzebuje w danej chwili kobieta. Nie udawajmy, że wiemy lepiej.

AM: Gdyby ten wywiad przeczytała kobieta, która właśnie przeżywa stratę i nadal boi się o tym mówić, co chciałabyś jej powiedzieć jako pierwsze?

MF: Domyślam się, co w tej chwili czujesz. Wiem, że jest ci trudno. Daj sobie czas i pozwól sobie przeżyć emocje oraz żałobę. Uznaj twoje utracone dziecko. Jeśli chciałabyś porozmawiać, zapraszam, napisz do mnie.

Na koniec chciałabym zauważyć, że doświadczenie poronienia nie dotyczy tylko kobiet, ale również mężczyzn. Nasi partnerzy w większości nie zostali nauczeni tego, by rozmawiać o emocjach. Dla nich to też jest trudne. Wiele par nie rozmawia o tym, co się wydarzyło. Sama niedawno powiedziałam mężowi, że w sumie nigdy nie rozmawialiśmy o tym, co on wtedy czuł.

Dowiedziałam się, że bardzo się o mnie bał, gdy dostawałam krwotoków, bo one trwały długo. Wiem też, że to nie wszystko. Wiele rzeczy jest przemilczanych. Myślę, że umiejętność rozmowy na takie tematy w związku przenosi relację na wyższy poziom. W debacie o poronieniu należy też pamiętać o mężczyznach.

 

Rozmowa z Michaelą Fuchs doskonale pokazuje, że Dzień Matki to nie tylko opowieść o idealnych obrazkach i łatwych emocjach, ale także o doświadczeniach, o których wciąż mówi się zbyt rzadko. Macierzyństwo ma wiele odcieni, a jednym z nich jest również strata, samotność i potrzeba wsparcia, którego wiele kobiet nadal nie otrzymuje. Tym bardziej ważne są głosy osób, które mają odwagę przerwać ciszę i stworzyć przestrzeń do rozmowy dla innych.

Finał konkursu Prawo Kobiet 2025 stał się dla Michaeli nie tylko osobistym doświadczeniem, ale także początkiem ważnej społecznej dyskusji. Jej działalność pokazuje, że czasem jedno opowiedziane głośno doświadczenie może sprawić, że ktoś po drugiej stronie po raz pierwszy poczuje się zrozumiany i mniej samotny.

W imieniu LadyBusiness Club dziękujemy Michaeli Fuchs za szczerość, wrażliwość i gotowość do podejmowania tematów, które dla wielu kobiet nadal pozostają bardzo trudne. Dziękujemy również za tę rozmowę z okazji Dnia Matki – rozmowę ważną, potrzebną i dającą przestrzeń na prawdziwe emocje.

Z Michaelą Fuchs rozmawiała Agnieszka Marzęda.

Więcej informacji o Michaeli znajdziesz na stronach:

Jeśli chcesz, by historia Twojej marki, pasji i drogi znalazła się na łamach LadyBusiness.pl – tak jak ta rozmowa – napisz do nas na adres: pr@ladybusiness.pl. Z przyjemnością poznamy Twoją opowieść.


Udostępnij