Przestrzeń spotkań sztuki i człowieka – wywiad z Anną Szmajdą-Geck, współtwórczynią bARDzo

Zamienili mieszkanie w galerię. A galerię - w przestrzeń spotkań sztuki i człowieka. Anna Szmajda-Geck, współtwórczyni marki bARDzo, udowadnia, że sztuka nie musi być odległa, chłodna i zarezerwowana wyłącznie dla znawców. Wraz z mężem Dariuszem stworzyli we Wrocławiu przestrzeń, w której obrazy mają własne światło, a spotkania – własną duszę. bARDzo to nie tylko galeria, ale doświadczenie, w którym każdy może zobaczyć siebie – i swoje emocje.

Anna Szmajda-Geck, marka bARDzo

Anna łączy wieloletnie doświadczenie w branży HR z pasją do relacji i komunikacji – dziś przekłada to na świat artystyczny. Jako dyrektorka kreatywna i promotorka idei dostępnej sztuki, tworzy wokół bARDzo unikalny świat, w którym relacje są ważniejsze niż definicje, a emocje są fundamentem każdej historii.

W rozmowie z LadyBusiness.pl opowiada o tym, jak się buduje markę pełną energii, dlaczego sztuka jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek – i co może się wydarzyć, gdy popatrzymy głębiej, poza ramę obrazu,

AM: bARDzo to coś więcej niż galeria. Jak narodził się ten pomysł i co było pierwsze: obrazy, przestrzeń czy wizja doświadczenia?

Pomysł na bARDzo narodził się z potrzeby dzielenia się z ludźmi dobrymi energiami. Wszystko zaczęło się od obrazów Dariusza – jego twórczość jest tak pełna światła, emocji i głębi, a autorska technika tak unikatowa, że poczułam, że nie możemy jej zamknąć w klasycznej galerii. Nasze mieszkanie stało się naturalnym przedłużeniem tej wizji – miejscem, gdzie sztuka spotyka się z codziennością, a ludzie mogą poczuć się swobodnie, bez presji, bez dystansu. W bARDzo nie musisz znać się na sztuce. Nie musisz wiedzieć, czym jest ekspresjonizm, nie musisz rozumieć wszystkiego. Sztuka nie jest testem – sztuka jest doświadczeniem. Wystarczy się otworzyć – i czuć.

Jak powstała nazwa Waszego twórczego projektu bARDzo i co dla Was znaczy?

Szukaliśmy nazwy, która będzie nasza – nie tylko brzmieniem, ale i znaczeniem. I wtedy, niespodziewanie, podczas wieczornego prysznica, przyszło do mnie: „bARDzo”. Zawiera nasze inicjały, ale też coś głębszego – „ARD” to zapis „art” widziany oczami Dariusza, który jako dyslektyk postrzega świat w unikalny sposób. A „bardzo”? To słowo doskonale oddaje naszą synergię. Bo u nas wszystko jest bARDzo: bARDzo autentyczne, bARDzo blisko emocji, bARDzo wielowymiarowe.

Na stronie piszesz o tym, że sztuka w bARDzo jest dostępna, emocjonalna i osobista. Co dla Ciebie oznacza „sztuka blisko człowieka”?

Dla mnie to sztuka, która nie pyta o dyplomy, znajomość kierunków artystycznych, ale o emocje. Sztuka blisko człowieka to taka, która pozwala się zatrzymać, odetchnąć, poczuć. Która nie onieśmiela, ale zaprasza do rozmowy. To obrazy, które żyją i zmieniają się razem z nami – w zależności od światła, nastroju, chwili. W bARDzo chcemy, by każdy mógł poczuć, że sztuka jest dla niego – że może być lustrem, opowieścią, impulsem czy oknem, przez które patrząc możesz odnaleźć swoją historię.

W bARDzo tworzymy coś więcej niż tylko przestrzeń – budujemy relacje. To miejsce, które nie przynależy do żadnej konkretnej grupy społecznej, ideowej czy zawodowej. Wręcz przeciwnie – łączy je wszystkie, tworząc wspólne pole, w którym każdy może po prostu być. Jedną z metafor, która najlepiej oddaje naszą ideę, są bańki. W dzisiejszym świecie żyjemy w takich bańkach – zamkniętych środowiskach ludzi o podobnych poglądach, stylu życia i wartościach. Dają nam poczucie bezpieczeństwa, ale często odcinają nas od tego, co inne, nieznane. bARDzo powstało jako przestrzeń pomiędzy tymi bańkami. Nie zamiast nich – ale pomiędzy. To miejsce, w którym przestaje mieć znaczenie skąd pochodzisz, jak się definiujesz czy do jakiej grupy należysz. Tu nie chodzi o etykiety, role czy oczekiwania. Chodzi o autentyczność bycia sobą.

Dariusz stworzył autorską technikę, dzięki której jego obrazy zmieniają się w ciemności lub po wpływem światła UV. Często przypominają bardziej trójwymiarowe instalacje niż tradycyjne obrazy. Czy możesz opowiedzieć więcej o tym procesie twórczym – jak powstają te prace i co je wyróżnia na tle innych form malarstwa?

To, co tworzy Dariusz, wykracza poza tradycyjne rozumienie malarstwa – to artystyczny eksperyment z materią, światłem i emocją. Jego prace powstają z nieoczywistych materiałów takich jak tworzywa sztuczne (woreczki plastikowe, okładki), pióra, które poddaje laminowaniu i twórczemu upcyklingowi, a także ze struktur akrylowych. Poprzez rysunek i warstwowe budowanie kompozycji Dariusz uzyskuje niezwykłe efekty wizualne. Część obrazów – dzięki fluorescencyjnym elementom – świeci w ciemności, odsłaniając zupełnie nowe oblicze po zmroku. Ale nawet te, które nie świecą, potrafią zaskakiwać, zmieniając się w zależności od światła i kąta patrzenia. Niektóre powstały na klasycznym płótnie, inne – bez żadnej tradycyjnej bazy – przypominają raczej przestrzenne instalacje. To sztuka, która żyje z Tobą – codziennie odsłaniając coś nowego.

Czy możesz opowiedzieć więcej o drodze artystycznej Dariusza?

Dariusz od ponad 30 lat konsekwentnie rozwija własny język artystyczny, nieustannie eksperymentując i przekraczając granice konwencji. Jego prace były prezentowane na wielu międzynarodowych wystawach, a stypendium artystyczne Lufthansy zaowocowało indywidualną ekspozycją w Niemczech. Jego obrazy znajdują się w prywatnych kolekcjach w Szwajcarii, USA, Austrii czy Korei, a projekty artystyczne wnętrz zrealizował m.in. dla koncernu Henkel, Kliniki Uniwersyteckiej im. J.W. Goethego we Frankfurcie nad Menem oraz dla sieci Fitness Company w Dreźnie, Monachium, Hamburgu, Lipsku i Wiesbaden.

Dariusz od zawsze chciał dzielić się swoją twórczością na własnych zasadach – bez zadęcia, bez dystansu, w sposób bliski człowiekowi. W kulturze często traktujemy sztukę jak coś wzniosłego, niedostępnego, wręcz elitarnego. Tymczasem Dariusz chciał pokazać, że może być ona czymś zupełnie innym – żywym, autentycznym towarzyszem codzienności. Projekt „bARDzo” to realizacja tego marzenia. Od 2021 roku mamy przyjemność prezentować twórczość Dariusza w naszej kreatywnej przestrzeni, w której zorganizowaliśmy już 4 wystawy. Każda z nich składała się z 8 kameralnych spotkań – podczas każdego zaprosiliśmy 20 osób na dwugodzinną podróż po świecie obrazów i opowieści, które się za nimi kryją. Goście mogą nie tylko zobaczyć nowe prace, ale również wejść w dialog z ich historią i twórcą.

Kontynuujmy wątek obrazów, które dosłownie świecą – zmieniają się w zależności od pory dnia. Jak ludzie reagują na taką „żywą” sztukę?

Zachwytem. Czasem wzruszeniem. Zaskoczeniem, że obraz może się zmieniać i może zupełnie inaczej wyglądać w świetle dziennym i w nocy, czy w świetle UV. Osoby, które mają obrazy Dariusza, mówią, że te obrazy żyją razem z nimi. Że rano są inne niż wieczorem. Że w nocy dają spokój, a w dzień – energię.  Dla wielu osób to codzienny rytuał, moment zatrzymania, źródło inspiracji i radości. Obraz staje się częścią ich przestrzeni, ale też ich historii. I to dla nas największy komplement – że sztuka naprawdę żyje z człowiekiem. Nie jako statyczny przedmiot, ale jako towarzysz codzienności.

Wystawy w bARDzo często mają wymowne, metaforyczne tytuły, np. „Cogito ergo WOW” czy „Zaangażowane wycofanie”. Skąd bierzecie inspiracje do tych narracji?

Z rozmów, z obserwacji, z naszych własnych procesów samorozwoju. Tytuły są jak klucze – otwierają drzwi do głębszego sensu. Czasem są przewrotne, czasem poetyckie, ale zawsze wynikają z potrzeby opowiedzenia czegoś ważnego. Na przykład „Zaangażowane wycofanie”, tytuł serii inspirowanej szeroko pojętą kulturą i sztuką Japonii, to refleksja nad potrzebą bycia bliżej siebie – bez presji działania i porównywania się z innymi. To wycofanie nie oznacza bierności, lecz świadome zanurzenie się w proces samopoznania, regeneracji i odnalezienia własnego, autentycznego głosu.

 

Jak łączysz swoje wcześniejsze doświadczenie zawodowe w HR z obecnym światem artystycznym? Co przeniosłaś z jednej roli do drugiej?

Zawsze pracowałam z ludźmi – słuchałam, wspierałam, budowałam relacje. Dziś te umiejętności przekładam na świat sztuki – tworzę przestrzeń dialogu, opowieści. Obrazy pomagają ludziom dotknąć emocji, które czasem trudno nazwać. Moje doświadczenie w HR nauczyło mnie uważności – i tę uważność przenoszę do bARDzo. Każde spotkanie, każda rozmowa, każda wystawa – to relacja. W bARDzo relacja z odbiorcą jest kluczowa – nie chodzi tylko o obraz. Chodzi przede wszystkim o Ciebie i co obraz w Tobie porusza.

Czym różni się praca z prywatnym klientem od tworzenia wystaw otwartych – i jak dobieracie obrazy do wnętrz, emocji, sytuacji?

W pracy z prywatnym klientem najważniejsza jest rozmowa – poznanie jego historii, potrzeb, marzeń i emocji, które chce wprowadzić do swojej przestrzeni. Obraz staje się wtedy oknem, przez które odbiorca widzi siebie, swoje doświadczenia i emocje. Wystawy otwarte są zaproszeniem do świata bARDzo, do wspólnego przeżywania, do refleksji. Tam narracja jest szersza, ale również oparta na emocjach, opowieściach i symbolach. W obu przypadkach chodzi o to samo – by sztuka była blisko człowieka.

Często podkreślacie, że sztuka w bARDzo ma inspirować i poprawiać samopoczucie. Jakie historie od Waszych odbiorców szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Każda historia, którą dzielą się z nami klienci, jest wyjątkowa. I choć różnią się między sobą, wszystkie mają wspólny mianownik – pokazują, że obrazy Dariusza nie są tylko ozdobą na ścianie. Stają się częścią codzienności, czymś osobistym, zmieniającym się razem z człowiekiem.  Jedna z naszych klientek, Agnieszka, powiedziała, że obraz stał się jej częścią, że pisze swoją historię z tym obrazem. To zdanie idealnie oddaje, czym dla wielu osób jest obcowanie ze sztuką Dariusza – to nie tylko patrzenie, ale współtworzenie, kontynuacja myśli autora. Z kolei Kasia miała inne, ale równie poruszające doświadczenie. Dla niej obraz nie jest czymś stałym – wręcz przeciwnie. Zmienia się, zaskakuje, żyje własnym życiem. Mówi o tym, że codziennie odkrywa w nim coś nowego, jakby patrzyła na roślinę, która właśnie wypuszcza kolejny listek. To właśnie te chwile – kiedy ktoś mówi, że obraz żyje, że się komunikuje, że potrafi zaskoczyć – są dla nas najcenniejsze. Bo wtedy wiemy, że to, co tworzy Dariusz, porusza nie tylko wzrok, ale też serce i wyobraźnię.

Jak wygląda Wasza codzienność jako duet kreatywny? Czy każdy ma swoją przestrzeń, czy wszystko robicie razem?

To bardzo dynamiczna relacja – czasem działamy razem, czasem osobno. Dariusz potrzebuje skupienia, by tworzyć – jego proces jest bardzo intensywny i wymagający. Przez cały rok przygotowuje nową kolekcję. Ma swoją przestrzeń twórczą – tam dzieje się magia. Ja jestem tą, która tę magię opowiada światu. Często jesteśmy dla siebie pierwszymi recenzentami, inspiracją, wsparciem. Nie jest to zawsze łatwa współpraca, ale mamy poczucie, że się uzupełniamy – jak ying i yang.

Z jakimi wyzwaniami spotkaliście się, tworząc artystyczną markę poza dużym systemem galerii czy instytucji?

Wyzwaniem jest bycie niezależnym – ale jednocześnie jest to nasza siła. Nie idziemy na kompromisy. Nie tworzymy „pod rynek” – działamy po swojemu. To wymaga odwagi, cierpliwości i wiary w to, co robimy. Ale dzięki temu bARDzo jest naszą synergią. Jest autentyczne. I przyciąga ludzi, którzy tego właśnie szukają.

Jako creative director i osoba stojąca za komunikacją bARDzo, jak budujesz relację z odbiorcą? Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym dialogu?

Autentyczność. Nie chcę tworzyć dystansu – chcę zapraszać do rozmowy, dzielić się emocjami, opowieściami. Nasza komunikacja jest bliska, osobista. Wierzę, że ludzie czują, kiedy coś jest prawdziwe – i to ich przyciąga. Dla mnie najważniejsze jest, by odbiorca poczuł się zauważony, zrozumiany, zaproszony.

Jakie plany ma bARDzo na najbliższe miesiące – wystawy, nowe przestrzenie, projekty?

Kolejną wystawę planujemy na marzec 2026 – jak zawsze, będzie to nowa kolekcja, nad którą Dariusz pracuje przez cały rok. Poza tym chcę, by bARDzo mocniej zaistniało online – pokazać nasze unikatowe i nowoczesne obrazy szerszej publiczności, ale wciąż w duchu bliskości i autentyczności. Może pojawią się też nowe formy spotkań – bardziej kameralne, bardziej osobiste.

Czy dziś – w czasach algorytmów i ekranów – sztuka z duszą nadal przyciąga? Jak przywracacie jej miejsce w codzienności ludzi?

Zdecydowanie tak – może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Często jesteśmy przebodźcowani, zmęczeni, oderwani od siebie. Również w świecie cyfrowym – który jest szybki i często powierzchowny – coraz częściej szukamy czegoś prawdziwego, namacalnego, co porusza nas głębiej. Sztuka z duszą – taka, która niesie emocje, opowieść, symbol – staje się dla wielu formą zatrzymania, inspiracji czy refleksji. W bARDzo staramy się przywracać sztuce jej naturalne miejsce – nie jako czegoś odległego, zarezerwowanego dla znawców, ale jako towarzyszki codzienności. Obrazy Dariusza nie są tylko do oglądania – one żyją z człowiekiem, zmieniają się razem z nim, reagują na światło, porę dnia, nastrój.

Co najbardziej się w Tobie zmieniło, odkąd tworzysz bARDzo – jako kobiecie, liderce, partnerce?

Nauczyłam się ufać sobie. Staram się odpuszczać perfekcjonizm (choć nie zawsze mi się to udaje). Zyskałam odwagę, by mówić własnym głosem. Jako kobieta – czuję się silniejsza. Jako liderka – mniej kontrolująca. Jako partnerka – bardziej zauważająca siłę, którą dają mi różnice między nami.

Czy masz swój ulubiony obraz Dariusza, z którym czujesz szczególną więź?

To pytanie zawsze mnie zatrzymuje – bo trudno wybrać jeden. Każda kolekcja Dariusza to osobna opowieść, inny puls emocji, inne światło. Każda ma swój charakter, swoje przesłanie, swoją energię. Dlatego nie mam jednego ulubionego obrazu. W każdej kolekcji są takie, które poruszają mnie szczególnie – czasem przez kolor, czasem przez symbol, czasem przez to, co we mnie uruchamiają. W tej chwili, myśląc o serii „32 000 lat później”, mam przed oczami monumentalne „Kosmogonie” – obraz, który świeci w nocy i daje wrażenie, jakbyś był wśród gwiazd, zanurzony w kosmosie. Jego skala (160 × 240 cm) potęguje to doświadczenie. Z kolei w kolekcji „Zaangażowane wycofanie” szczególnie bliskie są mi tryptyki „Deszcz nad mostem Nihonbashi” i „Ceramika miękka” – delikatne, a jednocześnie pełne siły i harmonii. Uwielbiam też nawiązanie do japońskiej filozofii kintsugi w tryptyku „Parasolki”. A „Martwa natura z Barbie” z serii „Cogito ergo WOW” jest we mnie zawsze – przypomina o kruchości, przemijalności, o tym, co ulotne, ale znaczące. W Art Garden zachwycają mnie m.in. „Drzewo szekspirowskie” i kolorowe „Ogrody” – pełne życia, koloru i lekkości. A z najnowszej kolekcji „Snuwidzenia” szczególne miejsce w moim sercu zajmuje „Tezeusz”, którzy przypomina mi o odwadze, by mierzyć się z lękami i wychodzić z nich silniejszą. Jest też dla mnie symbolicznym uczynieniem jungowskiego cienia swoim źródłem mocy. Do tego uwielbiam dynamiczne ujęcie Tezeusza w ruchu i feerię barw w świetle UV.

Gdybyś mogła podarować kobietom jedno doświadczenie z bARDzo – nie obraz, ale emocję – co by to było?

Dałabym im zatrzymanie. Takie prawdziwe, głębokie. Chwilę, w której można odetchnąć, poczuć siebie bez masek, bez powinności. Chciałabym, żeby każda kobieta mogła doświadczyć tego, że jest wystarczająca – taka, jaka jest. Że ma prawo do piękna, do ciszy, do zachwytu. Że może patrzeć na obraz i widzieć w nim nie tylko sztukę, ale też swoje emocje, wspomnienia, marzenia. To byłby mój prezent – przestrzeń, w której można po prostu być.

Dziękujemy Ci za tę rozmowę – pełną światła, emocji i znaczeń.
Opowieść o bARDzo to nie tylko historia przestrzeni artystycznej, ale też przypomnienie, że sztuka może być bliska, dostępna i głęboko ludzka. Że może nas nie tylko zatrzymać, ale też otworzyć na siebie nawzajem.
Dziękujemy za zaufanie, za szczerość i za to, że pokazujesz, jak tworzyć rzeczy ważne – po swojemu, z odwagą, bez kompromisów.

Wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda

Więcej o Anna Szmajda-Geck znajdziesz na jej profilu.
Link do galerii >>>TUTAJ<<<

Jeśli chcesz, by historia Twojej marki, pasji i drogi znalazła się na łamach LadyBusiness.pl – tak jak ta rozmowa – napisz do nas na adres: pr@ladybusiness.pl. Z przyjemnością poznamy Twoją opowieść. 


Udostępnij