Garderoba kapsułowa dla bizneswoman. Trzydzieści sztuk, zero porannych dramatów

Siódma piętnaście rano. Za dwie godziny masz spotkanie, na którym podejmiesz decyzję wartą kilkudziesięciu tysięcy. Stoisz przed otwartą szafą pełną ubrań i robisz coś, co kosztuje Cię znacznie więcej, niż myślisz. Zastanawiasz się, co na siebie włożyć. Przymierzasz marynarkę, zdejmujesz ją, bo „nie ten dzień". Sięgasz po sukienkę, odkładasz, bo gniecie. Bluzka jest świetna, ale do niej nie pasują żadne spodnie, które są akurat czyste. Mija dwanaście minut. Wychodzisz z domu lekko spięta, w zestawie, który i tak Cię nie zachwyca, i wieziesz tę drobną irytację na spotkanie, na którym potrzebujesz pełni jasności umysłu.

Garderoba

Ta scena powtarza się każdego ranka w tysiącach domów kobiet, które prowadzą firmy, zarządzają zespołami i podejmują dziesiątki ważnych decyzji dziennie. I prawie żadna z nich nie łączy porannego stania przed szafą z gorszą koncentracją na spotkaniu o jedenastej. A związek jest realny i dobrze opisany.

Ten tekst jest o garderobie kapsułowej, ale nie w wersji z Pinteresta, gdzie wszystko jest beżowe i nikt nigdy się nie poci. To wersja dla kobiety, która traktuje swój poranek jak zasób, a swoją energię umysłową jak walutę, której nie chce wydawać na decyzję, jaka bluzka pasuje do jakich spodni.

Najpierw biznesowy argument, bo bez niego to tylko moda

Zacznijmy od tego, co odróżnia ten tekst od kolejnego poradnika o minimalizmie. Garderoba kapsułowa to nie jest estetyka. To narzędzie do oszczędzania energii umysłowej, a tę energię masz w skończonej ilości każdego dnia.

Zjawisko nazywa się zmęczeniem decyzyjnym i nie jest ezoteryką. Pojęcie to po raz pierwszy zbadał psycholog społeczny Roy F. Baumeister, którego badania pokazały, że nasze zasoby umysłowe, podobnie jak mięsień, wyczerpują się po dłuższym używaniu, a im więcej decyzji podejmujemy, tym mniej energii zostaje nam na trafne wybory później. To znaczy, że każda decyzja, nawet ta najbardziej błaha, pobiera opłatę z tego samego konta, z którego potem chcesz finansować ważne wybory zawodowe. Konto jest wspólne. Bluzka i negocjacje płacą z tej samej karty.

I to nie jest wiedza zarezerwowana dla psychologów. Ludzie, którzy podejmują najwięcej ważnych decyzji na świecie, stosują to świadomie od lat. Barack Obama, Steve Jobs i Mark Zuckerberg byli znani z ograniczania codziennego ubioru do jednego czy dwóch zestawów, żeby zmniejszyć liczbę decyzji podejmowanych w ciągu dnia. Obama wyłożył to wprost w rozmowie z magazynem Vanity Fair w dwa tysiące dwunastym roku. Wyjaśnił, że nosi tylko szare albo niebieskie garnitury, bo próbuje ograniczyć liczbę decyzji, nie chce decydować o tym, co je albo co wkłada, ponieważ ma do podjęcia zbyt wiele innych decyzji. Dodał, że trzeba skupić swoją energię decyzyjną i wprowadzić w życie rutynę, bo nie można przechodzić przez dzień rozpraszanym przez drobiazgi. 2

Tu warto być uczciwą, bo wokół tego tematu narosło sporo przesady. Nie chodzi o to, żebyś nosiła jeden zestaw przez resztę życia jak mundur, i nie ma twardego dowodu, że wybór spośród własnych, lubianych ubrań wyczerpuje Cię tak samo jak trudne decyzje życiowe. Chodzi o coś rozsądniejszego. Jeżeli chcesz usprawnić poranne wybieranie stroju, zacznij od uproszczenia szafy i usunięcia rzeczy, których nie nosiłaś od ponad dwóch lat, co nie znaczy, że masz codziennie wkładać ten sam zestaw, tylko że masz dopasować liczbę opcji do swoich obecnych potrzeb. I dokładnie o to chodzi w garderobie kapsułowej. Nie o jeden zestaw, ale o tak przemyślany zestaw, że każda decyzja jest łatwa, bo wszystko pasuje do wszystkiego.

Skąd w ogóle wziął się ten pomysł, bo to nie wymysł influencerek

Garderoba kapsułowa brzmi jak hasło z ostatnich pięciu lat, a w rzeczywistości ma korzenie w latach siedemdziesiątych i, co ważne, od początku była pomyślana właśnie dla pracujących kobiet.

Termin „garderoba kapsułowa” ukuła w latach siedemdziesiątych Susie Faux, która od młodości była otoczona wysokiej jakości modą, bo jej rodzice i dziadkowie byli krawcami damskimi. W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym trzecim roku otworzyła w londyńskim West Endzie butik o nazwie Wardrobe, a jej głównym celem było pomaganie kobietom w budowaniu stylu i pewności siebie. Sama koncepcja powstała z myślą konkretnie o kobiecie robiącej karierę i dawała plan, jak ubierać się bez wysiłku, wyglądając przy tym profesjonalnie i schludnie.

Istotny jest powód, dla którego Faux to wymyśliła, bo on brzmi zaskakująco aktualnie. Wpadła na ten pomysł w odpowiedzi na zmieniający się przemysł odzieżowy, który odchodził od wysokiej jakości rzeczy traktowanych jak inwestycja w stronę tanich produktów niskiej jakości, co jej zdaniem było niepraktyczne i sprawiało, że ludzie wydawali zbyt dużo pieniędzy na rzeczy źle dopasowane, kiepsko wykonane i wychodzące z mody w kolejnym sezonie. Innymi słowy, garderoba kapsułowa narodziła się jako bunt wobec szybkiej mody, na długo zanim ktokolwiek użył tego określenia.

Pomysł szybko trafił na najwyższy poziom mody. Amerykańska projektantka Donna Karan spopularyzowała tę ideę, kiedy w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym piątym roku wypuściła wpływową kolekcję kapsułową złożoną z siedmiu wymiennych elementów na każdą okazję. Te słynne „Siedem łatwych elementów” obejmowało body, spódnicę, dopasowaną marynarkę, sukienkę, coś skórzanego, białą koszulę i kaszmirowy sweter, a zestaw miał prowadzić kobietę od dnia do wieczora, z biura na przyjęcie.

Co do liczby sztuk panuje pewien chaos i warto to wiedzieć, zanim ktoś narzuci Ci „jedyną słuszną” liczbę. Liczba elementów składających się na garderobę kapsułową jest szeroko dyskutowana, niektórzy sugerują tylko dwanaście, co było pierwotną liczbą Susie Faux, podczas gdy inni twierdzą, że można uwzględnić pięćdziesiąt albo więcej sztuk. Dziś za sprawą blogów takich jak Unfancy czy Project 333 popularne stało się posiadanie mniej więcej trzydziestu trzech do trzydziestu siedmiu rzeczy w garderobie kapsułowej. Dla bizneswoman ten przedział, trzydzieści parę sztuk na sezon, jest najsensowniejszy. Daje swobodę i jednocześnie trzyma liczbę porannych opcji w ryzach.

Sama zasada, czyli dlaczego to w ogóle działa

Mechanizm jest banalnie prosty, a w tym tkwi jego siła. Wybierasz ograniczoną liczbę elementów w spójnej palecie kolorów, tak dobranych, że niemal każdy z nich pasuje do niemal każdego. Dzięki temu z trzydziestu rzeczy układasz kilkadziesiąt różnych zestawów, a żaden poranek nie wymaga myślenia, bo cokolwiek wyjmiesz, będzie pasować do reszty.

Susie Faux definiowała garderobę kapsułową jako ograniczoną liczbę podstawowych elementów, które można nosić przez wiele sezonów, a idea polegała na uproszczonej szafie złożonej z wysokiej jakości ubrań w komponujących się kolorach, które można nosić wymiennie i których nie trzeba ciągle wymieniać. To są dwa filary, na których wszystko stoi. Jakość zamiast ilości i wspólna paleta, dzięki której nic nie gryzie się z niczym.

Trzydzieści sztuk, które robią całą robotę

Przejdźmy do konkretu, bo po to tu jesteś. Poniżej propozycja garderoby kapsułowej na jeden sezon, skrojona pod kobietę, która chodzi na spotkania, ale nie zawsze w pełnym formalu. To punkt wyjścia, nie sztywna lista. Dostosuj proporcje do swojej branży.

  • Wierzchy, czyli góra zestawu. Trzy bluzki albo koszule w kolorach bazowych, biała, w odcieniu nude i granatowa lub czarna. Dwa swetry, jeden cienki pod marynarkę, jeden grubszy na chłodniejsze dni. Dwa proste topy albo body, które ładnie układają się pod żakiet. Jedna bluzka „z charakterem”, w której czujesz się świetnie, w kolorze, który lubisz najbardziej.
  • Doły. Dwie pary spodni w tonacji neutralnej, na przykład granatowe i w kolorze taupe lub szarym. Jedna spódnica ołówkowa. Jedna para dobrze skrojonych ciemnych dżinsów na dni mniej oficjalne.
  • Warstwy wierzchnie, czyli serce kapsuły. Dwie marynarki, jedna klasyczna granatowa lub czarna, jedna w odcieniu, który ożywia całość. Jeden płaszcz na sezon. To są elementy, w które warto zainwestować najwięcej, bo to one robią z zestawu „strój”, a nie „ubranie”.
  • Sukienki. Dwie. Jedna prosta, w której wyglądasz dobrze zawsze, niezależnie od dnia. Jedna trochę bardziej wyrazista, na spotkania o wyższej stawce albo wieczorne wyjścia.
  • Buty. Trzy pary wystarczą. Jedne klasyczne czółenka na obcasie, jedne wygodne płaskie na całe dnie w biegu, jedne eleganckie sneakersy albo loafersy na dni casualowe. Każda para w kolorze, który pasuje do całej palety, czyli zwykle czerń, granat albo beż.
  • Dodatki, które zmieniają wszystko. Dwie torebki, jedna duża na laptop i dokumenty, jedna mniejsza na wieczór i krótkie wyjścia. Kilka elementów biżuterii i jeden albo dwa jedwabne apaszki lub szale. To one sprawiają, że ten sam granatowy zestaw raz wygląda surowo i biznesowo, a raz miękko i osobiście.

Policz. To około trzydziestu rzeczy, a liczba kombinacji idzie w dziesiątki. Każdego ranka cokolwiek wyjmiesz, będzie pasować. To jest właśnie ten moment, w którym odzyskujesz te dwanaście minut i tę odrobinę spokoju.

Zasady, które trzymają to w całości

Sama lista nie wystarczy. Garderoba kapsułowa działa dzięki kilku zasadom, które warto potraktować poważnie.

Wybierz dwa, najwyżej trzy kolory bazowe i trzymaj się ich żelazną ręką. Granat, czerń, beż, szarość, biel, dowolny zestaw, byle spójny. To jest sekret, dzięki któremu wszystko pasuje do wszystkiego. Jeden lub dwa kolory akcentowe dorzucasz przez dodatki, nie przez kolejne marynarki.

Inwestuj w to, co nosisz najczęściej i co najbardziej widać. Marynarka, płaszcz, buty i torebka są warte więcej wydanych pieniędzy niż piąta bluzka. Filozofia Susie Faux była odwrotna do panującego trendu, bo nie skupiała się na ilości, tylko na funkcjonalności i dopasowaniu, gdzie każdy element służył jakiemuś celowi, a każdy szew był inwestycją w jakość.

Dopasowanie jest ważniejsze niż metka. Idealnie skrojona rzecz ze średniej półki bije źle leżącą rzecz z górnej. Krawiec albo dobra krawcowa to często najlepiej wydane pieniądze w całej tej układance.

Raz na sezon robisz przegląd. Co wyjmujesz, bo nie nosiłaś, co dokładasz, co wymaga naprawy. To dziesięć minut raz na trzy miesiące zamiast dwunastu minut każdego ranka. Matematyka jest bezlitośnie po Twojej stronie.

I zostaw miejsce na radość, bo to nie zakład karny. Dobrze dobrana garderoba może być źródłem inspiracji i radości, a posiadanie rzeczy, które uwielbiasz nosić, potrafi pozytywnie wpłynąć na pewność siebie i dodać blasku codzienności. Garderoba kapsułowa nie polega na rezygnacji z przyjemności ubierania się. Polega na tym, żeby każda rzecz w szafie była tą, którą lubisz, a nie jedną z trzydziestu, które tolerujesz.

Najczęstszy błąd, czyli kupowanie kapsuły od zera

Na koniec ostrzeżenie, bo tu najwięcej kobiet się potyka. Garderoba kapsułowa nie polega na wyrzuceniu wszystkiego i kupieniu trzydziestu nowych rzeczy w jeden weekend. To jest dokładne przeciwieństwo idei.

Sens tego ćwiczenia polega na ograniczeniu tego, co już masz, i nie ma potrzeby wyrzucania całej szafy, żeby zacząć od zera. Zacznij od wyciągnięcia wszystkiego, co naprawdę lubisz i często nosisz. To prawdopodobnie już jest zalążek Twojej kapsuły. Potem zobacz, czego brakuje, żeby te rzeczy łączyły się ze sobą w więcej zestawów, i dokup wyłącznie te brakujące elementy. Najczęściej okazuje się, że potrzebujesz dwóch albo trzech rzeczy, a nie trzydziestu.

Najważniejsze, na koniec

Wróćmy do tej siódmej piętnaście rano i do otwartej szafy. Wyobraź sobie ten sam poranek za miesiąc, kiedy Twoja szafa jest już kapsułą. Wyjmujesz spodnie, marynarkę i bluzkę, nie myśląc, bo wiesz, że będą pasować. Wkładasz buty, które pasują do wszystkiego. Dorzucasz apaszkę, jeśli masz ochotę poczuć się trochę bardziej sobą. Cały proces trwa trzy minuty, a Ty wychodzisz z domu z pełnym kontem energii umysłowej, której nie wydałaś na nic błahego. Na spotkanie o jedenastej przychodzisz świeża, skupiona i ubrana w coś, w czym czujesz się dobrze.

To nie jest kwestia mody ani próżności. To kwestia tego, na co chcesz wydawać swoją ograniczoną dzienną pulę decyzji. Możesz ją wydać na trzysta sześćdziesiąt pięć porannych rozważań rocznie albo zachować na decyzje, które naprawdę zmieniają Twoją firmę. Najbardziej zajęci ludzie świata wybrali to drugie i nie zrobili tego przez przypadek.

Garderoba kapsułowa to po prostu sposób, żeby ubranie przestało być jednym z problemów, które rozwiązujesz, zanim w ogóle wyjdziesz z domu. A im mniej takich problemów na starcie dnia, tym więcej Ciebie zostaje na to, po co naprawdę wstałaś.

Materiał przygotowała Agnieszka Marzęda


Udostępnij