To nie był zamknięty rozdział. Iwona Jóźwiak o powrocie do marzeń po latach.

Przez wiele lat była przede wszystkim dla innych: dla rodziny, codzienności i spraw, które zawsze wydawały się ważniejsze niż własne zawodowe marzenia. Choć ukończyła prawo, jej droga na długi czas potoczyła się inaczej. Dopiero po latach, mając niemal pięćdziesiąt lat, zdecydowała się wrócić do świata, który kiedyś odłożyła na bok. Zaczęła od kursu mediatora, później krok po kroku budowała własną działalność, zdobywała kolejne specjalizacje i zaczęła pomagać ludziom w miejscu, które stworzyła od podstaw.

Iwona Jozwiak

Mediacje stały się dla Iwony Jóźwiak czymś więcej niż pracą. Dały jej poczucie sprawczości, sensu i odwagi do sięgnięcia po marzenie, które przez lata wydawało się zamkniętym rozdziałem. Po wielu latach od ukończenia studiów podjęła decyzję o zdawaniu na aplikację radcowską. Uczyła się niemal codziennie, łącząc pracę, prowadzenie mediacji i życie rodzinne. Egzamin zdała z bardzo dobrym wynikiem.

Dziś łączy etat, aplikację radcowską i prowadzenie mediacji prywatnych oraz sądowych. W rozmowie opowiada o zaczynaniu od nowa, odwadze do zmiany życia po latach i o tym, dlaczego czasem największą przeszkodą nie jest wiek, lecz przekonanie, że na marzenia jest już za późno.

Agnieszka Marzęda: Iwono, przez wiele lat życie zawodowe zeszło u Ciebie na drugi plan. Co sprawiło, że po latach pojawiła się potrzeba, żeby wrócić do pracy z ludźmi i do świata prawa?

Iwona Jóźwiak: Po ukończeniu studiów obiecałam sobie, że przerwa od prawa będzie tylko na chwilę. Dałam sobie rok na porządne przygotowanie do egzaminu na aplikację, a z tego roku zrobiło się 25 lat. Dwójka dzieci, praca na etat pochłonęły mnie tak bardzo, że odsunęłam na bok marzenia. Z roku na rok było trudniej z decyzją. Miałam poczucie, że upłynęło już za dużo czasu, by podjąć wyzwanie i stanąć do tak trudnego egzaminu. Marzenie, by pracować w ukochanym zawodzie było jednak tak silne, że postanowiłam spróbować. Nie mogę tu nie wspomnieć o jednej osobie Pawle Kunachowiczu, a właściwie o trzech osobach: o nim, o Beacie Sadowskiej i Aidzie Kosojan – Przybysz. To z nimi pojechałam na Bali, na wyjazd „Trójkąt Mocy”, gdzie oprócz zwiedzania wyspy spotykaliśmy się i rozmawialiśmy m. in. o celach, uważności na to co nasze w środku, marzeniach. Paweł opowiedział własną historię o sobie, prawniku z ogromnym dorobkiem, z wyśmienicie prosperującą kancelarią prawną, który w pewnym momencie życia zapytał siebie czy jest szczęśliwy i czego tak naprawdę chce. Ten moment uważności spowodował, że w następnych krokach zamknął biznes i dziś jest najszczęśliwszym w świecie przewodnikiem wysokogórskim mieszkającym w Chamonix (powstała nawet na ten temat fantastyczna książka) i zachęcił nas do zadania sobie tego pytania. Czego chcesz? Czego pragniesz? Dlaczego tego nie robisz? Na co dzień ciągle za czymś gonimy, nie mamy czasu, ale też odwagi, by usiąść w spokoju i się nad tym zastanowić. Tam pojawiła się taka przestrzeń. Ale tak naprawdę spotkanie z Pawłem było kropką nad „i”. Nie ukrywam, że dużo pracuję nad sobą. Poza tym mam obok siebie najwspanialsze na świecie dzieci i bliskich, którzy codziennie dmuchają mi w skrzydła i mówią „sky is the limit Iwona!”, no i kliknęło J Usiadłam do nauki i przez 10 miesięcy odświeżałam sobie całą wiedzę nabytą na studiach, prawie codziennie, bez przymusu, a z wielką ochotą, by spełnić swoje największe marzenie, pracować w ukochanym zawodzie.

AM: Pierwszym krokiem był kurs mediatora. Jak dziś, z perspektywy czasu, patrzysz na decyzję, żeby zacząć właśnie od mediacji, a nie od razu od aplikacji?

IJ: Chyba tak musiało być. Przez mediację w naturalny sposób ponownie zbliżyłam się do tego środowiska. Mediator na co dzień pracuje z sądami, adwokatami, radcami prawnymi. To jego chleb powszedni. Apetyt na więcej dzięki tym kontaktom mocno urósł.

AM: Mediacja stała się dla Ciebie przestrzenią, w której odnalazłaś sens, sprawczość i satysfakcję. Co w tej pracy daje największe poczucie, że jesteś we właściwym miejscu?

IJ: Chęć pomocy innym miałam w sobie od zawsze. Mediację kocham, bo daje ona przestrzeń do porozumienia, które tak bardzo cenię. Sprawia mi ogromną satysfakcję jak po udanej mediacji, pełnej emocji i stresu przedsiębiorcy podają sobie ręce i pomimo wcześniejszego konfliktu umawiają się na kolejne wspólne inwestycje, a pary, które się rozstały zaczynają rozmawiać o alimentach czy kontaktach z dzieckiem z większym spokojem i rozsądkiem. Wszędzie tu punktem wyjścia jest chęć wysłuchania drugiej osoby i poznania jej emocji i punktu widzenia.

AM: Budowałaś swoją działalność od zera, w małym mieście, zaczęłaś działać w social mediach i edukować ludzi wokół mediacji. Co było najtrudniejsze na początku tej drogi?

IJ: Mediacja jest obszarem, o którym kilka lat temu wiedziało bardzo mało osób. Zastanawiałam się czy jest sens iść tą drogą, czy znajdą się osoby chętne, by zamiast do sądu przyjść najpierw do mediatora, by przygotować się np. do rozwodu i ugodowo ustalić, np. alimenty. Powoli, powoli świadomość możliwości pozasądowego rozstrzygania sporów się zwiększa. Świetną pracę wykonują sądy, które propagują mediację, koncyliację czy arbitraż. Oby tak dalej!

Iwona Jóźwiak

AM: Rok niemal codziennej nauki, praca, mediacje i życie rodzinne jednocześnie. Jak wyglądał Twój dzień w czasie przygotowań do egzaminu?

IJ: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Jakoś to wszystko „płynęło”. Motywacja i determinacja była tak duża, że znajdował się czas na wszystko. Pomagało mi to, że mediując nie czuję zmęczenia, kocham to tak bardzo, że nie sprawia mi problemu pisanie dokumentów czy kontakt z klientami nawet późno w nocy. Co do nauki to też robiłam to z innego poziomu. Nic nie musiałam, a tylko chciałam.

AM: Czy były momenty, w których pojawiała się myśl: „może to jednak za późno”? Jak radziłaś sobie z takimi chwilami?

IJ: Ależ oczywiście, że tak! I to niejednokrotnie. Nawet teraz są chwile, kiedy niekomfortowo się czuję na zajęciach i pytam siebie po co to wszystko, bo reszta grupy ma przed sobą całe życie zawodowe, a ja już o wiele mniej i do emerytury coraz bliżej J Na szczęście tych chwil jest coraz mniej, a jak przychodzą to staram się „przegadywać to z sobą”. Ratują mnie też rozmowy z moimi bliskimi. Od razu jest lepiej i chmurki odlatują. Działam więc trochę na zasadzie bój się i rób 🙂

AM: Zdałaś egzamin z bardzo dobrym wynikiem. Czy pamiętasz moment, w którym zobaczyłaś wyniki? Co wtedy było pierwszą myślą?

IJ: To było niewyobrażalne szczęście i poczucie dumy. Było mi to bardzo potrzebne, by uwierzyć w siebie. Warto było zaryzykować, przejść przez tę drogę, by zasmakować zwycięstwa. Zrobiłam to, by kiedyś z drutami na bujanym fotelu na pytanie wnuków: „Babciu, dlaczego nie spróbowałaś, przecież tak bardzo chciałaś pracować w zawodzie?!” nie odpowiedzieć: „Bo się bałam, bo nie wierzyłam w siebie” tylko z dumą powiedzieć, że jestem najlepszym przykładem na to, że chcieć to móc i że ograniczenia są tylko w naszej głowie.

AM: Dziś łączysz etat, aplikację radcowską i prowadzenie mediacji prywatnych oraz sądowych. Jak wygląda codzienność przy tak wielu rolach i odpowiedzialnościach?

IJ: Nie ukrywam, że jest to obciążające. Wymaga to dużej dyscypliny i dobrej organizacji. Staram się dbać o swój dobrostan, przyjmuję suplementy, wysypiam się, ustalam priorytety i rezygnuję z rzeczy, których robić nie muszę. Nie dostarczam sobie niepotrzebnych bodźców, nie rozrzucam swojej energii tam, gdzie nie muszę. Medytuję, by uspokoić system nerwowy.

AM: Córka Aleksandra napisała o Tobie z ogromnym podziwem i wzruszeniem. Czy masz poczucie, że ta droga, którą przeszłaś, wpłynęła także na sposób, w jaki córka patrzy dziś na własne możliwości?

IJ: Mam nadzieję, że zarówno syn jak i córka utwierdzili się w przekonaniu, że warto zawalczyć o siebie i że w chwilach słabości przypomną sobie o mojej drodze do celu. To są wspaniali, świadomi młodzi ludzie, z dumą patrzę, jak dorastają i idą w kierunku swoich marzeń. Ja im kibicuję i wspieram ich jak mogę. Zawsze im powtarzam, że są wyjątkowi i najlepsi.

AM: Wiele kobiet po czterdziestce czy pięćdziesiątce ma poczucie, że pewne szanse już minęły. Co chciałabyś im powiedzieć jako kobieta, która zdecydowała się zacząć od nowa?

IJ: Powiedziałabym im, że mamy tyle lat na ile się czujemy, że lepiej spróbować choćby się miało nie udać, niż żyć w poczuciu, że nie dałyśmy sobie szansy. To my, często niepotrzebnie, przedkładamy opinie innych nad własne marzenia i potrzeby. Uważamy, że innym się należy, a nam nie, że innym się udało, a sami odbieramy sobie szansę na zmianę, na nowe. Wszystko jest w naszej głowie i w naszych przekonaniach. Trzeba z tym codziennie pracować.

AM: Gdybyś mogła dziś usiąść obok siebie sprzed kilku lat – tej kobiety z odłożonym dyplomem prawa i poczuciem, że ten rozdział jest już zamknięty – co powiedziałabyś jej jako pierwsze?

IJ: Kiedyś miałam do niej dużo żalu i pretensji. Dziś bardzo mocno bym ją przytuliła i powiedziała, że wszystko było po coś, było lekcją, którą z jakichś powodów musiała zaliczyć. Że każdy ma swoją drogę i każdy ma swój właściwy czas. Że wszystko jest w porządku i że bardzo ją kocham.

 

Rozmowa z Iwoną Jóźwiak pokazuje, że marzenia odłożone na później wcale nie muszą zostać zapomniane. Czasem potrzebują po prostu odpowiedniego momentu, odwagi i gotowości, by spojrzeć na siebie z większą uważnością. Historia naszej rozmówczyni jest pięknym dowodem na to, że nawet po wielu latach można wrócić do własnych planów i zacząć budować nowy rozdział życia bez względu na wiek czy wcześniejsze decyzje.

Szczególnie poruszające jest to, że do naszej akcji z okazji Dnia Matki zgłosiła Iwonę jej córka Aleksandra, opisując ją jako swój największy wzór i inspirację. Ta historia pokazuje, jak ogromny wpływ mają na dzieci nie tylko słowa rodziców, ale także ich odwaga, konsekwencja i gotowość do zawalczenia o siebie.

W imieniu LadyBusiness Club dziękujemy Iwonie Jóźwiak za szczerą i inspirującą rozmowę oraz za przypomnienie, że nigdy nie jest za późno, by wrócić do marzeń, które kiedyś wydawały się zamkniętym rozdziałem.

Z Iwoną Jóźwiak rozmawiała Agnieszka Marzęda.

Więcej informacji o Iwonie i jej firmie Pactum Mediacje znajdziesz na stronach:

Jeśli chcesz, by historia Twojej marki, pasji i drogi znalazła się na łamach LadyBusiness.pl – tak jak ta rozmowa – napisz do nas na adres: pr@ladybusiness.pl. Z przyjemnością poznamy Twoją opowieść.


Udostępnij