Siedem rzeczy, które każda kobieta biznesu powinna mieć w torebce obok laptopa. Lista, do której nikt się nie przyzna, a wszystkie z niej korzystamy

Jest taka scena, którą znają wszystkie bizneswoman i której żadna nie chce opowiadać głośno. Właśnie wysiadasz z taksówki pod biurem ważnego klienta. Masz na sobie garsonkę, w której wyglądasz jak kobieta sukcesu, nawet jeżeli czujesz się jak osoba, która spała cztery godziny, bo wczoraj jeszcze dopinała prezentację. Wyciągasz torebkę, otwierasz ją pewnym ruchem i wtedy na chodnik wypada. Tampon. Dwa plastry na obcierające buty. Otwarta paczka orzechów. Pastylka na gardło. Ładowarka do telefonu z kablem zaplątanym w słuchawki. Szminka bez nakrętki. I, o dziwo, pilot do auta, którego szukałaś w zeszłym tygodniu.

Siedem rzeczy, które każda kobieta biznesu powinna mieć w torebce obok laptopa. Lista, do której nikt się nie przyzna, a wszystkie z niej korzystamy

Świat widzi laptop, kalendarz w telefonie i pewny krok. Torebka wie lepiej.

Ten tekst jest poradnikiem, ale też małym wyznaniem. Torebka pracującej kobiety to gabinet kryzysowy, apteczka pierwszej pomocy, biuro mobilne i pudełko wstydu w jednym. A ponieważ obiecałyśmy sobie, że będziemy wzajemnie szczere, zróbmy z tego listę. Siedem rzeczy, nie pięć, bo pięć to dla kobiet, które mają w domu kogoś, kto pamięta za nie o drobiazgach. My mamy siedem.

Jedna, ładowarka, która nie jest zabawką losu

Zacznijmy od najbanalniejszej prawdy. Telefon rozładowuje się zawsze w momencie, w którym go najbardziej potrzebujesz. Na dworcu, kiedy czekasz na przelew weryfikacyjny. Przed spotkaniem, kiedy prezes zmienia salę i pisze o tym esemesem. W Ubera, kiedy kierowca nie może cię znaleźć, a ty stoisz między czterema identycznymi wejściami do biurowca.

Ładowarka w torebce to nie gadżet, to higiena zawodowa. Ale tu uwaga, bo większość kobiet, które znam, nosi ładowarkę, która umarła trzy miesiące temu i teraz służy wyłącznie jako talizman. Sprawdź swoją dziś wieczorem. Jeżeli telefon ładuje się procent na dziesięć minut, wyrzuć. Kup nową, powerbank dobrej marki, taki który zmieści się między portfelem a kosmetyczką. Pojemność co najmniej dziesięć tysięcy miliamperogodzin, bo mniejsze to drogie breloczki.

Dodatkowy kabel, dopasowany do twojego telefonu, zrolowany w osobnym woreczku. Nie w kłębku razem ze słuchawkami, bo tak kończą się związki.

Dwie, zestaw ratunkowy na stopy

O tej rzeczy nie piszą w magazynach, które pokazują kobiety sukcesu w szpilkach od projektanta idące energicznie przez Manhattan. W prawdziwym życiu te szpilki to instrument tortur, a Manhattan to zwykle schody w biurowcu, na których złapałaś obcasem szczelinę między stopniami.

Zestaw ratunkowy to trzy elementy. Plastry, dwa rodzaje. Cienkie, na obtarcia, które już się zrobiły. Grube, żelowe, na miejsca, w których buty właśnie zaczynają pracować na twoją krew. Miniaturowe składane baleriny, takie w woreczku wielkości portmonetki. Brzmi jak luksus, dopóki nie znajdziesz się o osiemnastej w drodze na dworzec i nie zrozumiesz, że dwa kilometry w szpilkach to cena, której nie chcesz płacić.

Trzeci element, opcjonalny, ale polecany przez kobiety, które dużo jeżdżą. Pojedyncza para skarpet, zapakowana szczelnie. Do samolotu, do biura w chłodny dzień, do momentu, w którym zdejmiesz buty po czternastu godzinach, a świat stanie się lepszym miejscem.

Trzy, apteczka mała, ale strategiczna

Nie chodzi o zestaw pierwszej pomocy z górskiego pogotowia. Chodzi o to, żeby pięć drobiazgów ratowało ci dzień pracy wtedy, kiedy nie masz dwudziestu minut na wizytę w aptece.

Pastylki na gardło, te dobre, nie cukierki. Ibuprofen, jedno opakowanie, bo bóle głowy nie uprzedzają. Środek na zgagę, szczególnie jeżeli twoje spotkania odbywają się przy kawie i obiadach, na które nie masz czasu, więc jesz byle co między jednym a drugim. Mała buteleczka kropli do oczu, jeżeli pracujesz dużo przy ekranie, a nie znam bizneswoman, która nie pracuje. Plastry te same, co w zestawie na stopy.

Do tego dwie rzeczy, o których kobiety rzadko mówią w kontekście pracy. Tampon albo podpaska, zawsze, nawet jeżeli właśnie skończył ci się cykl. Bo może się zacząć koleżance, klientce, asystentce, komukolwiek, kto spojrzy na ciebie błagalnie w łazience na ósmym piętrze. Bycie tą kobietą, która ma, jest jedną z najprzyjemniejszych form bycia kimś ważnym. Druga rzecz to plastry na pęcherze, ale tym razem na ten drugi rodzaj pęcherza, jeżeli rozumiesz, o czym mówię. Infekcje dróg moczowych nie pytają, czy masz dziś finał przetargu.

Cztery, coś do jedzenia, co nie jest tylko batonikiem

Batonik proteinowy w torebce to klasyk, ale czas wyjść poza klasykę, bo batonik ma dwie wady. Topi się w upał i smakuje jak tektura ze sztucznym miodem.

Znacznie lepsza kombinacja to dwie rzeczy. Saszetka migdałów albo mieszanki orzechowej, pięćdziesiąt gramów, zamknięta szczelnie. Zjadasz dwie garści w taksówce, i twój mózg przestaje prosić cię o cukier jak dwulatek w sklepie. Druga rzecz to tabliczka dobrej gorzkiej czekolady, nie mlecznej. Nie dlatego, że zdrowsza, choć jest. Dlatego, że gorzka czekolada rozwiązuje trzy problemy jednocześnie. Głód, stres i nagłą potrzebę okazania komuś drobnej uprzejmości. Prezes sekretariat, kasjerka na parkingu, kobieta, która właśnie utknęła z tobą w windzie. Trzy kostki w odpowiednim momencie budują więcej relacji niż niejeden lunch za sześćset złotych.

Unikaj rzeczy, które się kruszą, lepią albo mają zapach przypominający lunchbox czternastolatka. Kanapka w folii to pomysł romantyczny, ale w praktyce kończy się smutną papką w lnianej podszewce torebki za cztery tysiące.

Pięć, notes, który nie jest twoim telefonem

Wiem, co teraz myślisz. Mam telefon, mam laptop, mam trzy aplikacje do notatek i synchronizację w chmurze. Po co mi papier.

Odpowiedź jest prosta, choć niesympatyczna. Bo są sytuacje, w których nie wolno ci wyciągnąć telefonu. Spotkanie z klientem starej daty, który uzna to za brak szacunku. Ważna rozmowa, w której telefon zrobi z ciebie osobę nieobecną. Konferencja, w której akurat padnie sieć. Moment, w którym ktoś podaje ci numer telefonu albo nazwisko i masz sekundę, żeby to zapisać, zanim wasza rozmowa ruszy dalej.

Mały notes z twardą okładką, długopis, który nie przecieka. Jedno i drugie mieści się w kieszonce w torebce, razem zajmują mniej miejsca niż dwie paczki gumy. A kilka razy w roku ten zestaw ratuje ci sytuację, której nie da się cofnąć.

Bonus psychologiczny. Pisanie ręką w trudnym momencie rozmowy to najpiękniejszy pretekst, żeby zawiesić wzrok, zebrać myśli i wrócić z lepszym pytaniem. Telefon tego nie daje.

Sześć, kosmetyczka, która ma cztery rzeczy, nie czterdzieści

Tu pojawia się kontrowersja, bo na temat zawartości kosmetyczki można by napisać drugi artykuł. Zróbmy inaczej. Wyjmij wszystko, co masz w swojej dzisiaj. Rozłóż na stole. Policz.

Jeżeli naliczyłaś więcej niż osiem rzeczy, masz problem nie z makijażem, tylko z logistyką. Przeciętna bizneswoman używa w ciągu dnia pracy czterech kosmetyków. Szminki albo pomadki do nawilżenia ust, pudru do poprawki albo kremu BB w miniaturce, dezodorantu w formacie podróżnym, pachnącego mgiełki albo perfum roller, dzięki którym po trzech spotkaniach i jednej taksówce nadal pachniesz jak kobieta, która panuje nad życiem.

Reszta, czyli dwanaście cieni do powiek, trzy korektory różnych marek, tusz, który wysechł w dwa tysiące dwudziestym trzecim roku, i bronzer, który kupiłaś na próbę i używałaś raz, to nie jest kosmetyczka. To muzeum twoich dawnych wersji siebie. Zostaw je w domu albo wyrzuć. Życzliwie.

Do tego szczoteczka do zębów i miniatura pasty. W razie obiadu z czosnkiem, lunchu ze szpinakiem, filiżanki kawy przed kamerą. Osoby, które to noszą, są zawsze o krok przed tymi, które nie noszą. A przez dwadzieścia lat w żadnej firmie jeszcze nie widziałam kogoś, kto by się z tego śmiał. Widziałam za to wiele kobiet, które pożyczały ode mnie miętówkę.

Siedem, wizytówki, i tak, nadal

Powiesz, że wizytówki to relikt, że wszyscy się łączymy na LinkedIn, że jest NFC, że jest aplikacja, że nikt już nie rozdaje papierków.

A ja ci powiem, że ostatnie pięć najbardziej interesujących kontaktów biznesowych w moim otoczeniu nawiązało się przez wizytówkę. W windzie, na konferencji, w kolejce do rejestracji na lotnisku, w toalecie restauracji, gdzie akurat obok myła ręce kobieta, z którą rozmawiałaś przy sąsiednim stoliku. We wszystkich tych sytuacjach wyjęcie telefonu, proszenie o numer, wpisywanie imienia, robi się nienaturalne. Wizytówka zamienia czterdzieści sekund niezręczności w pięć sekund gestu.

Dziesięć wizytówek w torebce, w twardym etui, żeby się nie wyginały. Odświeżaj co kwartał, bo jeżeli masz tam jeszcze stanowisko sprzed dwóch awansów, wizytówka staje się elementem folkloru, a nie komunikacji.

I ta ósma rzecz, o której obiecałyśmy sobie nie pisać

Na koniec przyznajmy się do jednej rzeczy, która jest w torebce każdej kobiety biznesu, choć żaden poradnik jej nie wymieni. To nie jest przedmiot. To jest stan.

To rezerwa sił na jeszcze jedno spotkanie, jeszcze jedno pytanie w trakcie panelu, jeszcze jedną rozmowę z trudnym klientem, który wie dokładnie, gdzie uderzyć. Każda z nas wozi tę rezerwę gdzieś obok ładowarki i baletek. Wyciąga ją w windzie przed piętnastym piętrem, w łazience przed powrotem na salę, w taksówce w drodze na dworzec. Czasem ta rezerwa jest pełna. Czasem na dnie.

Dobra wiadomość jest taka, że tę rezerwę też da się uzupełniać. Nie przez więcej kawy i nie przez lepszą organizację. Przez dwie minuty w ciszy, przez esemesa do koleżanki z pytaniem jak tam, przez świadomą decyzję, żeby jednego spotkania po prostu nie umawiać. Przez zgodę na to, że torebka może być ciężka, ale ty nie musisz być twarda dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Podsumowanie, gdyby ktoś pytał

Siedem rzeczy, które niosłaś dziś rano, nie dźwigając tego świadomie. Ładowarka, która działa. Zestaw na stopy. Mała apteczka. Coś do jedzenia, co nie jest batonikiem. Notes i długopis. Kosmetyczka z czterema rzeczami, nie czterdziestoma. Wizytówki, nadal.

I ta niepoliczalna ósma, którą nosi każda kobieta, która w ogóle wychodzi z domu do pracy. O nią też warto zadbać, bo bez niej pozostałe siedem nie pomoże.

Teraz, kiedy to czytasz, być może patrzysz na swoją torebkę z lekkim uśmiechem. Otwórz ją. Sprawdź, co jest w środku. Coś dodaj, coś wyrzuć. Torebka bizneswoman to jej cichy wspólnik. Warto raz na kwartał sprawdzić, czy ten wspólnik gra dalej w twoim zespole.


Udostępnij