Koleżanka z branży zamiast drogiego coacha. Dlaczego mentoring rówieśniczy bywa najcenniejszą inwestycją w Twojej karierze
Pamiętasz to uczucie, kiedy po trudnej rozmowie z klientem, nietrafionej rekrutacji albo po prostu po dniu, w którym wszystko się sypie, sięgasz po telefon? Nie do coacha z godzinną stawką równą połowie twojego miesięcznego budżetu na szkolenia. Nie do mentora, do którego trzeba umawiać się trzy tygodnie wcześniej. Sięgasz po telefon do koleżanki z branży. Tej, która prowadzi firmę podobnej wielkości, mierzy się z podobnymi dylematami i która rozumie bez tłumaczenia, dlaczego płaczesz z powodu faktury, która niby jest drobna, a okazała się kroplą przepełniającą czarę.
I wiesz co? To nie jest gorszy wybór. To często wybór najmądrzejszy z możliwych.
Mentoring rówieśniczy to nie substytut, to osobna kategoria
Przez lata kultura biznesu przekonywała nas, że prawdziwy rozwój przychodzi z góry. Że potrzebujemy doświadczonego mentora, najlepiej z okładek magazynów, który raz na kwartał łaskawie podzieli się mądrością. Że musimy zainwestować w certyfikowany coaching, mastermind za kilkadziesiąt tysięcy, program executive w szkole biznesu. Jest w tym ziarno prawdy. Dostęp do kogoś, kto przeszedł drogę, którą ty dopiero zaczynasz, to wartość trudna do podważenia.
Ale tu pojawia się problem matematyczny, o którym rzadko się mówi wprost. Sheryl Sandberg zauważyła, że po prostu nie ma wystarczająco dużo kobiet na wyższych stanowiskach, żeby zostały mentorkami wszystkich młodych kobiet, które tego potrzebują Time. Jeżeli pracujesz w branży, w której kobiet na poziomie zarządczym jest garstka, rachunek prawdopodobieństwa jest bezlitosny. Możesz czekać latami na idealną mentorkę, która będzie miała czas, empatię i kompetencje dopasowane do twojej sytuacji.
Tymczasem obok ciebie, na tym samym etapie kariery, siedzi kilkanaście kobiet, które widzą rynek z dokładnie tej perspektywy, z której ty go widzisz. I to jest moment, w którym warto zmienić pytanie. Zamiast pytać kogo mogę mieć za mentorkę, zapytaj z kim mogę mentorować się wzajemnie.
Badania mówią jasno: to działa
Warto wiedzieć, że mentoring rówieśniczy od lat znajduje się w centrum zainteresowania naukowców zajmujących się przedsiębiorczością kobiet, i nie bez powodu. Analiza wywiadów z dwudziestoma czterema przedsiębiorczyniami i ich mentorami pokazała, że najistotniejszą formą mentoringu dla wielu z nich okazywał się ten od rówieśniczek IntechOpen.
W dużej pracy przeglądowej z tego roku opublikowanej w International Journal of Entrepreneurial Behavior and Research, autorzy wprost zalecają, żeby programy wspierające przedsiębiorczość kobiet przestały traktować mentoring rówieśniczy jako dodatek, a zaczęły projektować go jako fundament.
Dlaczego tak jest? Odpowiedź nie jest skomplikowana, choć długo pozostawała pomijana w głównym nurcie rozmowy o karierach.
Rówieśniczka widzi to, czego mentorka z góry już nie widzi
Kobieta, która prowadzi agencję marketingową od dwudziestu lat, jest bezcenna, kiedy potrzebujesz perspektywy długodystansowej. Ale jeżeli dziś rano klient zerwał umowę, a ty nie wiesz, jak powiedzieć o tym trzem pracownicom, których pensje zależą od tego kontraktu, ta kobieta może mieć problem z przypomnieniem sobie, jak to się czuje. Ona tę warstwę przerobiła dawno temu. Koleżanka, która właśnie wczoraj przechodziła przez identyczną sytuację, nie musi nic sobie przypominać.
Badania nad peer support wśród przedsiębiorczyń pokazują, że wzajemna pomoc płynie z dwóch źródeł jednocześnie. Z jednej strony z motywacji czysto praktycznych, takich jak korzystanie ze wspólnych sieci kontaktów dla obopólnej korzyści, z drugiej z motywacji moralnych zakorzenionych w solidarności i etycznym zaangażowaniu Springer. To połączenie buduje relację, której nie da się kupić. Twoja rówieśniczka nie pomaga ci, żeby wystawić fakturę. Pomaga, bo za miesiąc ty pomożesz jej, i obie o tym wiecie bez kontraktu.
Aktualna wiedza rynkowa zamiast zmumifikowanych zasad
Rynek się zmienia w tempie, w którym wiedza starzeje się w ciągu miesięcy. Strategie, które działały dwa lata temu, dziś spalają budżety. Narzędzia, które były standardem przed pandemią, dziś bywają traktowane jako folklor. Mentorka, która ostatni raz aktywnie prowadziła firmę dziesięć lat temu, daje ci mapę wartościową, ale historyczną. Koleżanka, która w zeszłym tygodniu testowała trzy kampanie reklamowe na tej samej grupie docelowej co ty, daje ci aktualną prognozę pogody.
To szczególnie widoczne w obszarach takich jak social media, AI w biznesie, sprzedaż B2B w nowych kanałach. Tam mentoring rówieśniczy przestaje być opcją i staje się koniecznością.
Koszt wejścia bliski zeru, zwrot z inwestycji nieproporcjonalny
Porozmawiajmy przez chwilę o pieniądzach, bo to istotna część układanki, a bizneswoman rzadko się tego wstydzi. Dobry coach biznesowy w Polsce to wydatek rzędu kilkuset do kilku tysięcy złotych za sesję. Mastermind prowadzony przez znaną postać potrafi kosztować dwadzieścia, trzydzieści tysięcy za edycję. Program MBA to inwestycja sześciocyfrowa.
Mentoring rówieśniczy kosztuje kawę raz na dwa tygodnie i twój czas poświęcony drugiej osobie. Czas, który zwraca się z odsetkami, bo tłumacząc komuś swój problem, często sama znajdujesz rozwiązanie. Tłumacząc komuś swoje sukcesy, zaczynasz dostrzegać w nich wzorce, których wcześniej nie widziałaś. Słuchając cudzych porażek, oszczędzasz sobie miesięcy, które byś spędziła na popełnianiu tych samych błędów.
Nie znaczy to oczywiście, że należy porzucić płatny coaching czy drogie programy. Znaczy to, że zanim zainwestujesz kilkadziesiąt tysięcy w zewnętrznego eksperta, warto sprawdzić, ile wartości czeka na ciebie na wyciągnięcie ręki.
Co to znaczy w praktyce. Pięć form mentoringu rówieśniczego, które działają
Para odpowiedzialności
Dwie kobiety, które co tydzień przez trzydzieści minut sprawdzają swoje postępy. Jedna prowadzi butik online, druga kancelarię prawną. Branże mają nic wspólnego, ale wyzwania menedżerskie są bliźniacze. Rekrutacja, delegowanie, mówienie nie klientom, którzy kosztują więcej niż wnoszą. Taka para potrafi przepchnąć cię przez więcej zmian niż dwudziestogodzinny kurs przywództwa.
Mały krąg profesjonalistek
Pięć do ośmiu kobiet z jednej lub kilku powiązanych branż. Spotkania raz w miesiącu, z jasną strukturą. Każda przez dziesięć minut opowiada o swoim największym wyzwaniu, pozostałe słuchają i potem przez piętnaście minut zadają pytania oraz dzielą się obserwacjami. Żadnych ocen, żadnego ratowania. Ten format spopularyzowała Sandberg w ramach inicjatywy Lean In, a liczby mówią same za siebie. Obecnie na całym świecie powstało ponad sto tysięcy kręgów w stu osiemdziesięciu trzech krajach, a osiemdziesiąt pięć procent uczestniczek deklaruje, że udział wniósł pozytywną zmianę do ich życia Wikipedia.
Wymiana branżowa
Raz na kwartał zamieniasz się miejscami z koleżanką z innej branży. Ty spędzasz pół dnia w jej firmie, ona w twojej. Świeże spojrzenie wyciąga na światło problemy, które u siebie przestałaś widzieć, bo są częścią krajobrazu.
Zespoły do konkretnego celu
Trzy kobiety, które wspólnie wchodzą w trudny projekt. Jedna wprowadza nową linię produktową, druga zmienia model sprzedaży, trzecia rebranduje firmę. Przez sześć miesięcy spotykają się co dwa tygodnie wyłącznie po to, żeby pomagać sobie nawzajem w tych konkretnych procesach. Po zakończeniu każda ma za sobą nie tylko własny projekt, ale także wiedzę z dwóch innych.
Mentoring odwrócony
Ty masz dwadzieścia lat doświadczenia i nie rozumiesz TikToka. Młodsza przedsiębiorczyni ma pięć lat doświadczenia i nie rozumie, jak budować zespół powyżej dziesięciu osób. Umawiacie się na wymianę, tydzień w tydzień, bez hierarchii. To rówieśnictwo pokoleniowe, które działa w obie strony.
Pułapki, o których warto wiedzieć
Mentoring rówieśniczy nie jest lekarstwem na wszystko i ma swoje cienie. Trzy z nich warto wymienić wprost.
Pułapka echa. Kiedy wszystkie członkinie grupy są na podobnym etapie i w podobnej niszy, łatwo wzmocnić wspólne błędne przekonania zamiast je rozbić. Dlatego warto mieszać branże, doświadczenia, perspektywy.
Pułapka narzekania. Kręgi, które zamieniają się w sesje skarg, potrafią pogłębiać zamiast wyciągać. Jeżeli po każdym spotkaniu wychodzisz z mniejszą energią niż przed, to znak, że format wymaga przebudowy, a nie że idea jest błędna.
Pułapka ulubienicy. W nieformalnych relacjach łatwo o tworzenie się wewnętrznych par, które zabierają energię z szerszej grupy. Dobrze pomyślana struktura spotkań temu zapobiega.
Co mówi ostatnia dekada badań. Podsumowanie
Jeżeli szukasz twardych argumentów, żeby dać mentoringowi rówieśniczemu szansę, badania dostarczają ich dość, żeby wypełnić cały ten tekst. Wspomnę o dwóch szczególnie mocnych.
Pierwsze, z University of Chicago, Texas A&M i London School of Economics, to eksperyment na dziewięciuset trzydziestu ugandyjskich przedsiębiorczyniach i przedsiębiorcach. Przedsiębiorczynie, które zostały sparowane z kobietami mentorkami, odnotowały wzrost sprzedaży o trzydzieści cztery procent i wzrost zysków o dwadzieścia dziewięć procent w porównaniu z grupą kontrolną, podczas gdy kobiety prowadzone przez męskich mentorów nie odnotowały istotnej poprawy wyników Becker Friedman Institute. Choć badanie dotyczyło klasycznego mentoringu, a nie rówieśniczego, wniosek o sile relacji mentorka kobieta i przedsiębiorczyni kobieta przenosi się wprost na mentoring rówieśniczy, w którym obie strony wnoszą tę samą jakość relacji.
Drugie, opublikowane w tym roku, to przegląd piętnastu badań ilościowych z ostatnich dwudziestu trzech lat. Autorzy z Uniwersytetu w Nantes i innych ośrodków badawczych argumentują, że wsparcie rówieśnicze ma szczególny potencjał w procesie, który nazywają psychologicznym Rubikonem. Czyli w tej fazie, w której kobieta ma już intencję zostania przedsiębiorczynią, ale jeszcze nie przeszła do sprawczego działania. To ta ciemna dolina, w której indywidualny coaching bywa za drogi, a ogólne programy mentoringowe za abstrakcyjne.
Jak zacząć, jeżeli nie masz jeszcze takiej grupy
Zacznij od trzech kobiet, które znasz i szanujesz. Nie muszą być twoimi przyjaciółkami. Ważniejsze jest, żebyś ceniła ich myślenie i żebyś zakładała, że one cenią twoje. Zaproponuj pierwsze spotkanie z konkretnym formatem. Sześćdziesiąt minut, cztery osoby, każda dostaje piętnaście minut. Żadnych prezentacji, żadnych agend, tylko rozmowa o tym, z czym każda z was się teraz mierzy zawodowo.
Po pierwszym spotkaniu zapytaj, czy chcecie kontynuować. Jeżeli trzy na cztery odpowiedzą, że tak, umawiacie się na kolejne za miesiąc. Jeżeli nie, eksperymentujesz z innym składem. To proste jak zakładanie biegowego klubu, z tą różnicą, że zwrot z inwestycji przychodzi szybciej i zostaje na dłużej.
Ostatnia myśl, najważniejsza
Kultura biznesu przez dekady mówiła kobietom, że prawdziwa siła przychodzi z indywidualnych osiągnięć. Że trzeba się wybić, przebić, wspiąć. Że sukces to solowy taniec na linie. Obecność obok siebie innych kobiet bywała traktowana jako konkurencja, w najlepszym razie jako tło.
Mentoring rówieśniczy jest cichą odpowiedzią na tę narrację. Mówi, że idąc obok innych kobiet, idziemy szybciej. Że koleżanka z branży, która zadzwoni w środę o dziewiętnastej z pytaniem czy warto zwolnić tę jedną osobę z zespołu, nie jest konkurencją ani ciężarem. Jest jedną z najważniejszych kobiet w twojej karierze, nawet jeżeli nie nazwiesz jej mentorką.
A koszt tej relacji, porównany z drogimi programami, jest śmiesznie niski. Pod warunkiem, że jedna z was weźmie telefon i zadzwoni pierwsza.

