Olga w podróży: Polka odwrotnością Angielki
W Polsce starzeć się jest nie na miejscu, jest wykroczeniem poza niepisaną umowę społeczną kobiet z klasy średniej, niemalże grzechem, tu zaś godną częścią życia kobiety. Kurze łapki są większą ozdobą niż nowa sukienka, którą zanim kupią, zastanowią się cztery razy - pisze Olga Passia w najnowszym felietonie "Olga w podróży".
„Nie potrzebuję”.
Kobiety, dla których wzmacnianie tężyzny fizycznej stało się myślą przewodnią są w różnym wieku, zaskoczyłyby czterdziestoletnie Polki, którym wciąż brakuje czasu, za to w korporacyjnych wyścigach zdecydowanie wygrywają. U nas wolna gospodarka i dostępny pieniądz są relatywną nowością, więc jest wciąż o co walczyć. Angielki często decydują się na pracę w zawodach i firmach, w których same wpłynąć mogą na ilość czasu zawodowej aktywności i w zależności od swoich potrzeb i sytuacji rodzinnej i finansowej angażują energię. Wiele z tych kobiet woli zacząć od ograniczania potrzeb, a co za tym skurczą się konieczne wydatki, wszystko po to, by nie stać się zakładnikiem rosnących roszczeń stylu życia. Narzędziem jest jasne postawienie sprawy: Nie potrzebuję. I tak angielskie londynki, poza zdrowym jedzeniem, dobrą książką, wygodnym ciuchem i obuwiem, wypadem w weekend za miasto, spotkaniem w restauracji z przyjaciółmi lub rodziną nie potrzebują na przykład: modnych drogich ubrań, dalekich podróży, poprawiania urody. W Polsce starzeć się jest nie na miejscu, jest wykroczeniem poza niepisaną umowę społeczną kobiet z klasy średniej, niemalże grzechem, tu zaś godną częścią życia kobiety. Kurze łapki są większą ozdobą niż nowa sukienka, którą zanim kupią, zastanowią się cztery razy. Przecież nie jest niezbędna, niezbędne nie jest również własne mieszkanie. Jeśli utrzymują się same, bez partnera czy męża nierzadko wybierają opcję wspólnoty mieszkaniowej. Nie dlatego, że potrzebują towarzystwa, ale dlatego, że wynajem nawet małego mieszkania w Londynie to rząd, co najmniej kilku tysięcy złotych. Londynki nie mają uczucia, że żyją poniżej poziomu, że nie zapewniają sobie podstawowych warunków do życia, przyjmują to jako część składową oferty stolicy. Na weekend zamiast do spa, pojadą do rodziców lub krewnych na wieś czy mniejszych miast, byle daleko poza Londyn, wtedy odpoczną i naładują baterię. Pomyślą o tym, że kupią tu mieszkanie lub najlepiej domek, gdy będą bliżej wieku emerytalnego. W stolicy Anglii trudno spotkać ludzi starszych.
Londyn dla większości jest czasem przejściowym.
Wszystkich traktuje tak samo. To nie miejsce na zadumę, słabość, czy powolne szukanie pomysłu na siebie. Takich miasto pochłania i niestety wracają na swoje przysłowiowe śmieci, zmęczeni, sfrustrowani, wyrzuci z energii. Każdy, jeśli chce, znajdzie coś dla siebie, obcokrajowiec zderzy się jednak z akceptacją pozycji sporo niższej niż oczekiwana z racji wykształcenia. Czasem powodem będzie język, czasem brak wiary w siebie w momencie poszukiwań. Londyn ma groźną twarz, początki tutaj to nie bułka z masłem. A jeśli już jesteśmy przy bułkach. Tu nie ma czasu na obiad, lunch to naprawdę niezbyt długi posiłek, zimny, zjedzony w biegu sandwicz, najczęściej kupiony w sieciówce. Popity będzie kawą lub zdrowszym sokiem.
Londyn nie podąża za trendami, on je tworzy.
Biali Anglicy są w tym mieście zdecydowaną mniejszością. A do tego, co roku, ponad trzydzieści milionów turystów odwiedza Londyn. Przyciągają ich londyńskie atrakcje, a obecnie też dzięki Brexitowi relatywnie niskie ceny. Cudzoziemcy są jedynymi, którzy przejmują się tu pogodą. Prawdziwi Londyńczycy nie dostrzegają otaczającej ich aury, poza tą dobrą, którą widzą niemalże jako anomalię. Zła nie zaskakuje, nie dziwi, jest typowa, nie trzeba więc zwracać na nią uwagi. W dodatku kalosze i zielone pikowane kurtki z watowaną podszewką w kratę nie zmieniły się od lat, co najmniej pięćdziesięciu. Nie ma obaw, by w strugach deszczu kobiety poczuły się, że są niemodne. Anglicy nie są narodem, któremu niełatwo sprzedać nowość, są staromodni w swoich przekonaniach, ale przez to bardzo stabilni. Moda uliczna, zupełnie inaczej ma się w Polsce, a inną odgrywa rolę w Anglii. Londyn, jak Paryż czy Nowy Jork, nie podąża za trendami, on je tworzy, zarówno w modzie jak i w muzyce czy w świecie finansów. Jest bajecznie bogatym miastem. W najdroższych sklepach głównymi klientami są kobiety z Bliskiego Wschodu, Rosji, Azji, dopiero dalej turystki przebywające w Londynie z misją wzbogacenia swojej garderoby akcentami miasta. Jedynie Angielka nie jest wrażliwa na nowości czy w ogóle na pomruki mody.
Angielska ulica jest zbiegiem rzek narodów, każdy jeśli tylko zechce może włożyć na głowę kapelusz z gniazdem kaczym i nikt nie zdziwi się ani nie zszokuje. Ekstrawagancja czy w ogóle wyróżnianie się z tłumu będzie widoczne, ale w Londynie na nic wysiłek, tutaj wszyscy są bardzo zajęci sobą. Ludzie skoncentrowani są na sobie, więc ktoś kto chce być podziwiany powinien wybrać się raczej do Paryża czy Mediolanu. Dobrze też pokazać się w Warszawie, u nas wszystko, co odbiega od normy, rzuci się w oczy.
