Obiad przy blacie. Dlaczego rezygnujesz z przerwy i ile Cię to kosztuje

Stoisz w kuchni, oparta biodrem o blat, i jesz coś, co trudno nazwać posiłkiem. Resztka wczorajszej kolacji, dwa kawałki sera prosto z opakowania, kromka chleba bez niczego. Telefon leży obok, ekranem do góry, bo za osiem minut masz połączenie z klientką i chcesz zdążyć przejrzeć notatki. Nie siadasz, bo siadanie oznaczałoby, że to jest przerwa, a Ty nie masz dziś przerwy. Całe to zdarzenie trwa cztery minuty i za dwie godziny nie będziesz pamiętać, że miało miejsce.

Obiad przy blacie

Robisz tak od lat. Wiem, bo sama tak robiłam przez większość swojej zawodowej drogi i dopiero stosunkowo niedawno zaczęłam to zmieniać.

Godzina, którą oddajemy

Kiedy w firmie robi się ciasno z czasem, istnieje określona kolejność rzeczy, które lecą za burtę. Najpierw znika obiad. Potem spacer. Potem lektura, która nie jest branżowa. Potem sen, choć ten broni się dłużej, bo upomina się o siebie ciałem.

Obiad ginie pierwszy, bo jest jedyną pozycją w kalendarzu, która nie ma wpisanego uczestnika. Nikt nie zapyta, dlaczego go nie było. Nie trzeba nikogo przepraszać ani przekładać. Kasujesz go w myślach, bez żadnego działania, i nikt poza Tobą się o tym nie dowie. To najtańsza rzecz do poświęcenia i dokładnie dlatego poświęcamy ją najczęściej.

Ciekawe jest to, że wszyscy wiedzą, że to bez sensu. W badaniu Sharebite przeprowadzonym z Wakefield Research w 2022 roku aż dziewięćdziesiąt siedem procent badanych uznało, że przerwa na posiłek poprawia im dzień, a mimo to czternaście procent nie robi jej nigdy. Wiedza nie przekłada się na zachowanie, bo problem nie leży w wiedzy.

Skala zjawiska też rośnie. Z badania ezCater z 2023 roku wynika, że pracujący byli o czterdzieści procent bardziej skłonni deklarować, że nigdy nie przerywają dnia na posiłek, niż rok wcześniej. Starsze dane Right Management pokazywały, że mniej niż dwadzieścia procent amerykańskich pracowników regularnie odchodzi od biurka na południowy posiłek, a trzydzieści dziewięć procent je przy biurku.

I jeszcze jedna liczba, która mnie zatrzymała na dłużej. Prawie jedna czwarta badanych przez Sharebite przyznała, że czuje wstyd albo obawę przed oceną, kiedy bierze przerwę na jedzenie. Wstyd. Z powodu jedzenia obiadu.

Dlaczego kobiecie z własną firmą jest jeszcze trudniej

Etatowiec ma przynajmniej alibi. Przerwa wpisana do regulaminu, koleżanki wychodzące do kuchni, szef, który sam o czternastej znika na dwadzieścia minut. Struktura robi za pozwolenie.

Ty nie masz żadnej struktury poza tą, którą sama sobie postawisz. Nie ma nikogo, kto powie, że czas na przerwę. Twój kalendarz zapełnia się tym, co wstawią do niego inni, a inni nie wstawiają Ci obiadu. Co więcej, kiedy pracujesz z domu, kuchnia jest o trzy metry i to paradoksalnie pogarsza sprawę, bo skoro jest tak blisko, to przecież można to załatwić w cztery minuty, między jednym a drugim.

Dochodzi do tego coś, o czym rzadko mówimy głośno. Kobieta prowadząca firmę bardzo często ma z tyłu głowy listę cudzych posiłków. Kto co zje wieczorem, czy w lodówce jest coś na jutro, czy dziecko wzięło drugie śniadanie. Karmienie innych jest w naszych głowach zadaniem, a karmienie siebie bywa traktowane jak przerwa w zadaniach. To rozróżnienie jest tak głęboko wdrukowane, że wykonujemy je nieświadomie.

Efekt widać w liczbach o powodach. Z danych Sharebite wynika, że czterdzieści trzy procent badanych po prostu jest zbyt zajętych i zapomina zjeść, a trzydzieści dziewięć procent rezygnuje z posiłku, żeby szybciej skończyć pracę. W badaniu ezCater ponad dwadzieścia procent wskazało, że ma za dużo spotkań, żeby zrobić sobie przerwę.

Zapomina. To słowo mówi więcej niż cała reszta. Nie odmawiamy sobie tej godziny w akcie heroizmu. My jej po prostu nie widzimy.

Ile kosztuje Cię to popołudnie

Zostawmy na chwilę jedzenie i pomówmy o tym, co dzieje się po. Bo obiad ma znaczenie nie tylko dlatego, że coś wkładasz do ust.

Godzina między dwunastą a czternastą jest jedynym miejscem w typowym dniu przedsiębiorczyni, które może pełnić funkcję przecinka. Dzień bez przecinka to jedno długie zdanie od ósmej do dwudziestej, w którym wszystko ma tę samą wagę i to samo tempo. Kiedy nie ma przerwy, popołudnie nie zaczyna się. Ono po prostu trwa dalej jako przedłużenie poranka, coraz bardziej zmęczone, coraz mniej precyzyjne.

Badanie Slack pokazało, że osoby robiące przerwy deklarowały o trzynaście procent wyższą produktywność niż te, które ich nie robią. Ale zostawiłabym na moment produktywność, bo to nie jest najciekawszy argument.

Najciekawszy argument jest taki: to, czy zjadłaś obiad, wpływa na to, jaką decyzję podejmiesz o piętnastej. Ile cierpliwości będziesz miała dla współpracowniczki, która trzeci raz pyta o to samo. Czy odpiszesz klientowi spokojnie, czy nieco ostrzej, niż chciałaś. Czy wieczorem wejdziesz do domu jako osoba, z którą da się rozmawiać, czy jako ktoś, kto chce tylko ciszy.

Te rzeczy nie mieszczą się w żadnej tabeli produktywności, a decydują o jakości Twojego życia dużo bardziej niż liczba odhaczonych zadań.

Obiad jako narzędzie, nie luksus

Jest jeszcze druga strona, czysto biznesowa, o której w Polsce myślimy za rzadko.

Wspólny posiłek jest jedną z najstarszych i najskuteczniejszych form budowania relacji, jakie ludzkość wymyśliła. Godzina przy stole z klientką daje Ci więcej niż trzy rozmowy na Teamsach. Przy stole ludzie mówią rzeczy, których nie powiedzą na spotkaniu z agendą. Padają zdania zaczynające się od „słuchaj, tak między nami” i to właśnie te zdania przesuwają współpracę do przodu.

Kiedy przestałam traktować obiad jak dziurę w kalendarzu i zaczęłam traktować go jak slot, który mogę komuś zaproponować, dwie rzeczy stały się naraz. Zaczęłam jeść i zaczęłam lepiej znać ludzi, z którymi pracuję. To jest ta sama godzina, tylko użyta inaczej.

Nie musisz tego robić codziennie. Raz w tygodniu wystarczy, żeby zmienić charakter Twojej sieci kontaktów w ciągu roku.

Jak sobie tę godzinę oddać

Hasła w stylu „zadbaj o siebie” nie pomagają w niczym, więc ich tu nie będzie. Pomaga natomiast kilka prostych zmian mechanicznych, które testowałam na sobie.

Pierwsza jest najbanalniejsza i jednocześnie decydująca. Wpisz obiad do kalendarza jako wydarzenie z nazwą, którą możesz pokazać komukolwiek. Nie jako prywatną blokadę, którą przesuniesz przy pierwszym zderzeniu. Wydarzenie ma się bronić samo, bo blokada bez nazwy przegrywa z każdym cudzym spotkaniem.

Druga dotyczy miejsca. Nie jedz tam, gdzie pracujesz. Jeżeli pracujesz z domu, przejdź do innego pokoju. Jeżeli masz biuro, wyjdź z gabinetu. Brzmi to jak drobiazg, a jest różnicą między przerwą a jedzeniem w trakcie pracy, które zostawia Cię dokładnie tak samo zmęczoną jak przed.

Trzecia dotyczy decyzji. Powód, dla którego rezygnujemy z obiadu, często nie brzmi „nie mam czasu”, tylko „nie mam pomysłu i nie chcę o tym myśleć”. Ustal sobie trzy stałe warianty na cały tydzień i przestań to rozstrzygać codziennie od nowa. Mniej decyzji oznacza większą szansę, że posiłek się wydarzy.

Czwarta dotyczy towarzystwa. Raz w tygodniu zaproś kogoś. Klientkę, koleżankę z branży, współpracowniczkę. Obiad z kimś umówionym jest jedyną wersją tej godziny, której nie skasujesz w ostatniej chwili, bo po drugiej stronie ktoś już wyszedł z domu.

Piąta jest chyba najtrudniejsza. Przestań traktować tę godzinę jako coś, na co musisz sobie zasłużyć skończeniem wszystkiego. Nigdy nie skończysz wszystkiego. Taki jest ustrój tej pracy i po piętnastu latach czekania na moment, w którym lista będzie pusta, można to sobie powiedzieć wprost.

Wróćmy do tej kuchni

Wyobraź sobie tę samą scenę za miesiąc, w innej wersji. Siedzisz. Talerz stoi na stole, nie na blacie. Telefon leży ekranem w dół albo w drugim pokoju. Jesz dwadzieścia minut i przez te dwadzieścia minut nie rozwiązujesz żadnego problemu swojej firmy. Potem wracasz do biurka i pierwsza rzecz, którą robisz po powrocie, wychodzi Ci lepiej niż wczoraj, choć nie potrafisz wskazać dlaczego.

Obiad nie jest nagrodą za dobrze przepracowany poranek. Jest przecinkiem, bez którego całe zdanie Twojego dnia robi się nieczytelne. Nie kosztuje prawie nic i jest jedną z nielicznych rzeczy w prowadzeniu firmy, które zależą wyłącznie od Ciebie.

Godzina dziennie, pięć razy w tygodniu. Dwieście pięćdziesiąt godzin w roku, które i tak spędzasz przy biurku, tylko gorzej. Można je wydać inaczej i nikt Ci tego nie zabroni poza Tobą samą.

Źródła: Fortune o badaniu ezCater i Slack, Sharebite/Wakefield, Forbes o powodach pomijania przerwy, Washington Post o danych Right Management.

Materiał przygotowała Agnieszka Marzęda


Udostępnij