Horse coaching dla liderów. Co koń pokazuje o przywództwie i integracji zespołu?

Można przez wiele lat zarządzać ludźmi, prowadzić trudne rozmowy, podejmować ważne decyzje i naprawdę wierzyć, że zna się własny styl przywództwa. Potem wystarczy stanąć obok konia i poprosić go o kilka kroków. Nagle okazuje się, że między tym, co chcemy przekazać, a tym, co rzeczywiście odbiera druga strona, istnieje przestrzeń, której wcześniej nie zauważaliśmy. Właśnie w tej przestrzeni zaczyna się horse coaching, rozwój kompetencji liderskich oraz integracja zespołu, która nie opiera się na deklaracjach, lecz na tym, co naprawdę dzieje się między ludźmi.

Szkolenie dla liderów i integracja zespołu z końmi prowadzone przez Ksenię Samsel podczas warsztatów horse coachingu.

Mężczyzna stoi pośrodku placu, trzymając w dłoni luźną linę. Kilka metrów dalej zatrzymał się duży, spokojny wałach. Nie ucieka, nie odwraca się gwałtownie, nie pokazuje strachu. Po prostu nie idzie.

Z boku obserwuje ich grupa. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej trwały rozmowy, żarty i lekko nerwowe pytania o to, czy ktoś będzie musiał wsiadać na konia. Teraz zrobiło się ciszej. Zadanie wydawało się banalne: przeprowadzić zwierzę pomiędzy dwoma znacznikami, ominąć przeszkodę i zatrzymać się w wyznaczonym miejscu.

Osoba stojąca na środku pełni wysoką funkcję w firmie. Na co dzień podejmuje decyzje, prowadzi spotkania i odpowiada za pracę wielu osób. Zaczyna pewnie. Odwraca się w stronę wałacha, wyciąga rękę, rusza przed siebie i mówi:

– Chodź. No chodź. Idziemy.

Zwierzę przesuwa ucho, podnosi lekko głowę, ale pozostaje w miejscu.

Po chwili komunikatów jest coraz więcej. Pojawiają się kolejne ruchy ręki, poprawianie liny, odwracanie się, ponowne ruszanie i zawracanie. Głos nadal brzmi spokojnie, przynajmniej według mówiącego. Ciało opowiada jednak zupełnie inną historię. Ramiona stają się sztywne, oddech płytszy, ruchy szybsze. Każda następna próba ma w sobie trochę więcej nacisku.

– Jestem spokojny – mówi w końcu uczestnik, spoglądając na grupę.

Kilka osób uśmiecha się niepewnie, bo z boku wyraźnie widać napięcie.

Wałach również je widzi. A właściwie nie tyle widzi, ile odbiera całym ciałem.

Horse coaching dla liderów. Kiedy stanowisko przestaje mieć znaczenie

W pracy z końmi nie ma znaczenia, kto przyjechał służbowym samochodem, kto podpisuje budżety, a kto podczas firmowych spotkań zwykle siedzi na końcu stołu. Zwierzę nie zna stanowiska, nie czyta CV i nie wie, że osoba stojąca obok niego uchodzi w organizacji za charyzmatycznego menedżera.

Reaguje na to, co pojawia się TU I TERAZ.

Zauważa tempo kroków, napięcie dłoni, ustawienie barków, kierunek spojrzenia, rytm oddechu, zdecydowanie albo jego brak. Odczytuje, czy zamiar jest czytelny, czy sygnały sobie przeczą, czy człowiek potrafi utrzymać uwagę, a także co robi wtedy,

 

gdy nie otrzymuje natychmiastowej odpowiedzi.

Właśnie dlatego horse coaching dla firm bywa tak precyzyjną formą pracy rozwojowej. Nie jest nauką jazdy konnej, wykonywaniem sztuczek ani sympatycznym spacerem ze zwierzęciem. Zajęcia odbywają się z ziemi, nie wymagają umiejętności jeździeckich i mogą w nich brać udział osoby, które nigdy wcześniej nie miały bliskiego kontaktu z koniem.

Zwierzę nie pełni roli rekwizytu ustawionego na potrzeby szkolenia. Jest aktywnym uczestnikiem procesu, który odpowiada na zachowanie ludzi w czasie rzeczywistym. Sama reakcja nie jest jednak jeszcze najważniejsza. Znaczenie pojawia się dopiero wtedy, gdy grupa zatrzymuje się, przygląda temu, co się wydarzyło, nazywa zauważone mechanizmy i odnosi je do sytuacji zawodowych.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że menedżer próbował jedynie przeprowadzić wałacha przez kilka punktów. Po chwili okazuje się jednak, że w zadaniu ujawnił się sposób reagowania na opór, brak kontroli, niejasność i frustrację.

Bo przecież dokładnie to samo dzieje się później w firmie.

Projekt nie rusza. Pracownik nie wykonuje zadania zgodnie z oczekiwaniem. Ludzie milczą podczas spotkania. Wdrożenie się opóźnia. Zamiast spodziewanego efektu pojawia się bezruch, podobny do tego, który przed chwilą zobaczyliśmy na placu.

Co wtedy robi osoba odpowiedzialna za innych?

Zwiększa presję? Powtarza ten sam komunikat głośniej? Dodaje kolejne instrukcje? Przejmuje zadanie? Obwinia ludzi? Wycofuje się i uznaje, że nie ma sensu próbować? A może potrafi się zatrzymać, sprawdzić własny wpływ i zmienić sposób działania?

Koń zauważa napięcie, zanim zobaczy je zespół

Podczas tradycyjnego szkolenia można powiedzieć o sobie bardzo wiele. Większość osób zna właściwe odpowiedzi. Wiemy, że dobry przełożony powinien słuchać, dawać przestrzeń, jasno komunikować oczekiwania, budować zaufanie i reagować spokojnie.

Trudność zaczyna się w chwili, gdy wiedza spotyka się z rzeczywistą reakcją ciała.

Ktoś może uważać się za osobę spokojną, a jednocześnie wprowadzać do otoczenia ogromne napięcie. Inny menedżer deklaruje, że daje pracownikom samodzielność, lecz kontroluje każdy etap ich działania. Kolejna osoba postrzega siebie jako delikatną i empatyczną, tymczasem jej unikanie decyzji pozostawia grupę bez jasnego kierunku.

Koń wychwytuje tę różnicę bez złośliwości i bez potrzeby udowadniania komukolwiek błędu. Nie mówi: „Jesteś niespójny”. Po prostu nie podąża za sygnałem, który nie jest dla niego czytelny.

Właśnie tutaj zaczyna się samoświadomość lidera. Nie w deklaracji dotyczącej własnych intencji, lecz w gotowości do zobaczenia wpływu, jaki wywiera się na drugą stronę.

Intencja może być dobra. Skutek bywa zupełnie inny.

W organizacjach ta różnica potrafi narastać przez miesiące. Przełożony mówi: „Ufam wam”, lecz prosi o raportowanie każdego szczegółu. Zachęca do inicjatywy, a później krytykuje najmniejszy błąd. Zaprasza do szczerej rozmowy, ale reaguje obroną, kiedy usłyszy coś niewygodnego. Formalnie komunikat brzmi poprawnie. Cała reszta przekazuje ludziom, że bezpieczniej jest milczeć.

Przy zwierzęciu podobna niespójność staje się widoczna niemal natychmiast. Słowa mogą zachęcać do ruchu, podczas gdy ustawienie ciała blokuje drogę. Ręka wskazuje kierunek, lecz wzrok ucieka. Człowiek próbuje sprawiać wrażenie spokojnego, chociaż oddech został zatrzymany, a lina napięła się bardziej, niż było potrzeba.

Nie chodzi o to, by kontrolować każdy gest i stworzyć idealną postawę. Ważniejsza jest zdolność zauważenia, co dzieje się ze mną wtedy, gdy nie otrzymuję odpowiedzi, na którą liczyłem.

Co dzieje się z liderem, kiedy traci kontrolę?

Wracamy do mężczyzny stojącego na placu.

Po kilku próbach proszę go, aby na chwilę przestał wykonywać zadanie. Nie po to, by ocenić, co zrobił źle. Chodzi o zatrzymanie procesu w miejscu, w którym zwykle człowiek zaczyna działać szybciej, zamiast zobaczyć więcej.

– Co teraz czujesz? – pytam.

– Nic szczególnego. Może lekką irytację, bo to powinno być proste.

Właśnie słowo „powinno” otwiera kolejną warstwę.

Gdy rzeczywistość nie zachowuje się zgodnie z naszym planem, rzadko pozostajemy zupełnie neutralni. Jedni zwiększają nacisk. Inni zaczynają wyjaśniać coraz więcej. Ktoś żartuje, żeby ukryć dyskomfort. Kolejna osoba rezygnuje, zanim zdąży sprawdzić inne rozwiązanie. Zdarza się także obwinianie warunków, instrukcji, współpracowników albo samego konia.

Na szkoleniach dla menedżerów właśnie ten moment jest szczególnie cenny. Nie dlatego, że ujawnia czyjąś słabość, lecz ponieważ pokazuje automatyczny schemat, który w codziennej pracy zwykle uruchamia się zbyt szybko, by można było go zauważyć.

Proszę uczestnika, aby przestał mówić. Ma rozluźnić rękę, odetchnąć, określić kierunek i ruszyć dopiero wtedy, gdy sam będzie wiedział, dokąd prowadzi. Bez szarpania, bez ciągnięcia i bez udowadniania, że musi wygrać.

Po kilku sekundach jego postawa się zmienia. Ruch staje się prostszy. Sygnałów jest mniej, za to każdy z nich jest czytelniejszy. Wałach przesuwa ciężar ciała, robi pierwszy krok, potem następny i spokojnie podąża za człowiekiem.

Na placu nie wydarzył się cud. Zwierzę nie zostało pokonane, a menedżer nie odkrył tajnej techniki sterowania koniem. Zmieniła się jakość kontaktu.

Reakcja pojawiła się wtedy, gdy człowiek przestał coraz mocniej próbować zmieniać drugą stronę i zaczął świadomie wpływać na własne zachowanie.

To jedna z ważniejszych lekcji, jakie horse coaching może wnieść w rozwój liderów.

Jasna granica nie potrzebuje agresji

W środowisku biznesowym granice bywają mylone z dominacją. Czasem przybierają formę ostrego tonu, nacisku albo publicznego pokazania, kto ma ostatnie słowo. Innym razem nie pojawiają się wcale, ponieważ osoba zarządzająca obawia się konfliktu, utraty sympatii lub oskarżenia o brak empatii.

Praca z koniem bardzo wyraźnie pokazuje, że pomiędzy agresją a wycofaniem istnieje jeszcze spokojna, czytelna stanowczość.

Duże zwierzę potrzebuje wiedzieć, gdzie znajduje się przestrzeń człowieka, jaki jest kierunek ruchu i czego się od niego oczekuje. Nie potrzebuje przemocy. Nadmierny nacisk może wywołać napięcie, ucieczkę, zamrożenie lub opór. Brak jasności także nie daje poczucia bezpieczeństwa, ponieważ pozostawia sytuację bez struktury.

Podobnie funkcjonują ludzie w organizacji. Chcą wiedzieć, za co odpowiadają, jakie decyzje mogą podejmować samodzielnie, gdzie przebiegają granice i jakie zachowania nie będą akceptowane. Brak zasad nie zawsze oznacza wolność. Często oznacza chaos, konieczność domyślania się oczekiwań oraz zależność od aktualnego nastroju przełożonego.

Przywództwo i komunikacja spotykają się właśnie w tym miejscu. Jasny komunikat nie musi być głośny. Stanowczość nie wymaga upokorzenia. Konsekwencja nie polega na nieustannym utrzymywaniu presji.

W pracy z końmi ważny jest także moment odpuszczenia. Jeżeli zwierzę odpowiada prawidłowo, człowiek powinien zauważyć tę reakcję i zmniejszyć nacisk. Bez tego nawet poprawne zachowanie nie daje poczucia, że warto je powtórzyć.

W firmach bywa podobnie. Niektórzy menedżerowie świetnie widzą błędy, ale niemal nie zauważają właściwego działania. Wymaganie pozostaje, napięcie trwa, a informacja zwrotna pojawia się głównie wtedy, gdy coś poszło źle. Po pewnym czasie pracownicy przestają podejmować inicjatywę, bo sukces nie przynosi ulgi, za to każdy błąd może zostać długo zapamiętany.

Zaufanie nie powstaje od deklaracji

Zaufania nie da się zadekretować na spotkaniu ani wpisać w wartości firmy. Nie powstaje również dlatego, że grupa spędziła razem miłe popołudnie.

Buduje się z przewidywalności, czytelności, szacunku, konsekwencji oraz sposobu reagowania w trudnym momencie.

Koń chętniej pozostanie przy osobie, której zachowanie jest zrozumiałe. Nie musi ona być najgłośniejsza, najbardziej energiczna ani najbardziej pewna siebie. Ważniejsze okazuje się to, czy potrafi regulować własne emocje, dostrzega sygnały drugiej strony i nie zmienia zasad co kilka sekund.

Podczas warsztatów rozwojowych z końmi można zobaczyć, jak szybko zwierzę reaguje na utratę poczucia bezpieczeństwa. Zanim pojawi się wyraźny opór, występują drobniejsze oznaki: zmiana ustawienia uszu, usztywnienie szyi, przesunięcie ciężaru ciała, skrócenie oddechu, odwrócenie głowy albo niewielkie odsunięcie się.

Ktoś, kto obserwuje tylko końcowy efekt, zobaczy odmowę wykonania zadania. Osoba uważna zauważy znacznie wcześniej, że kontakt zaczął się zmieniać.

W zespołach kryzys także rzadko rozpoczyna się od nagłego wybuchu. Najpierw ludzie przestają zadawać pytania. Podczas zebrań pojawia się cisza, która z zewnątrz może wyglądać jak zgoda. Maleje inicjatywa, rośnie zmęczenie, pojawiają się ironiczne komentarze, odkładanie decyzji oraz coraz częstsze rozmowy prowadzone poza oficjalnym spotkaniem.

Dobry lider nie czeka wyłącznie na otwarty konflikt. Potrafi zauważyć zmianę wcześniej, podobnie jak przy koniu zauważa się napięcie, zanim zwierzę odejdzie, zatrzyma się albo gwałtownie zareaguje.

Integracja zespołu, która pokazuje prawdziwy sposób współpracy

Standardowa impreza integracyjna może dać ludziom odpoczynek, śmiech i okazję do rozmowy poza biurem. To ma wartość, lecz nie zawsze prowadzi do głębszego poznania sposobu, w jaki grupa naprawdę funkcjonuje.

Integracja zespołu z końmi tworzy inną sytuację. Ludzie otrzymują wspólne zadanie, którego nie da się wykonać wyłącznie za pomocą formalnej pozycji, dobrze przygotowanej prezentacji ani zwyczajowego podziału ról.

Wyobraźmy sobie, że kilka osób ma wspólnie przeprowadzić zwierzę przez prosty tor, nie ciągnąc go i nie używając siły. Każdy może wnieść swój pomysł, ale grupa musi uzgodnić sposób działania.

Już po chwili widać, kto przejmuje kontrolę, zanim inni zdążą się odezwać. Ktoś rozpoczyna realizację bez uzgodnienia planu. Inna osoba próbuje łagodzić każde napięcie, nawet kosztem celu. Ktoś pozostaje na uboczu, choć zauważył rozwiązanie. Kolejny uczestnik zaczyna rywalizować, a jeszcze ktoś bierze na siebie odpowiedzialność za emocje wszystkich obecnych.

Właśnie dlatego szkolenia integracyjne dla firm z udziałem koni potrafią pokazać więcej niż kolejne zadanie wykonywane przy stole. Nowa sytuacja narusza utrwalony układ, ale nie odbiera ludziom godności. Dyrektor nie musi mieć najlepszego pomysłu. Osoba zwykle cicha może zauważyć sygnał, który umknął całej reszcie. Ktoś postrzegany jako dominujący po raz pierwszy widzi, ile przestrzeni zajmuje i jak szybko cudze pomysły znikają, zanim zostaną wypowiedziane.

Zdarza się, że zwierzę odchodzi nie dlatego, że plan był zły, lecz dlatego, że każdy członek grupy wysyłał inny komunikat. Jedna osoba zapraszała je do przodu, druga nieświadomie blokowała kierunek, trzecia zwiększała presję z boku, a czwarta próbowała uspokajać sytuację słowami.

Czy w firmie nie dzieje się czasem dokładnie to samo?

Zarząd mówi o zmianie, menedżerowie średniego szczebla próbują utrzymać stare zasady, a pracownicy otrzymują kilka wzajemnie sprzecznych priorytetów. Później wszyscy są zdziwieni, że organizacja nie porusza się w wyznaczonym kierunku.

Horse coaching nie upraszcza tego obrazu. Przeciwnie, pozwala go zobaczyć w konkretnej, fizycznej sytuacji, której nie da się łatwo zagadać.

Informacja zwrotna bez upokorzenia

Jedną z największych wartości pracy ze zwierzęciem jest brak osobistej oceny. Koń nie zakłada, że człowiek miał złe intencje. Nie przypisuje mu charakteru, nie analizuje przeszłości i nie chce wygrać dyskusji.

Odpowiada na aktualne zachowanie.

Dzięki temu uczestnik może zobaczyć skutek własnego działania bez poczucia, że został publicznie osądzony. Kiedy zmienia sposób poruszania się, reguluje oddech, upraszcza komunikat albo daje drugiej stronie więcej przestrzeni, reakcja często zmienia się natychmiast.

Informacja zwrotna przestaje wtedy być teorią. Można ją sprawdzić.

W tradycyjnym szkoleniu facylitator może powiedzieć: „Wydajesz grupie zbyt wiele poleceń naraz”. Uczestnik może się z tym zgodzić, zaprzeczyć albo uznać, że sytuacja została źle zinterpretowana. Przy koniu nadmiar komunikatów staje się widoczny w chwili, gdy zwierzę zatrzymuje się, odwraca lub przestaje rozumieć kierunek.

Po uproszczeniu sygnału pojawia się inna odpowiedź.

Nie chodzi o udowodnienie racji prowadzącego. Najważniejsza jest możliwość wypróbowania nowego sposobu działania i zobaczenia jego konsekwencji.

Dobrze prowadzony horse coaching opiera się właśnie na takim cyklu: działanie, obserwacja, zatrzymanie, nazwanie wzorca, odniesienie go do rzeczywistości zawodowej i ponowna próba.

Samo przeprowadzenie konia przez przeszkodę nie rozwija kompetencji liderskich. Rozwój pojawia się w refleksji nad tym, dlaczego coś zadziałało, co zmieniło reakcję drugiej strony i gdzie podobny mechanizm występuje w codziennej pracy.

Dlaczego szkolenie z końmi nie jest zwykłym team buildingiem?

Szkolenia rozwojowe z udziałem koni mogą wspierać rozwój liderów i menedżerów, poprawiać komunikację w zespole, pomagać w pracy nad granicami oraz pokazywać, w jaki sposób w grupie budowane jest zaufanie. Nie są jednak cudownym sposobem na naprawienie każdej organizacji.

Jedno spotkanie nie uzdrowi toksycznej kultury. Nie zastąpi decyzji zarządczych, odpowiedzialności przełożonych, zmiany niesprawiedliwych zasad ani długofalowej pracy nad sposobem funkcjonowania firmy. Nie rozwiąże również konfliktu, którego nikt nie chce nazwać.

Może za to bardzo szybko pokazać wzorce, które podczas tradycyjnych warsztatów pozostają ukryte pod profesjonalnym językiem, wiedzą i społecznie poprawnymi odpowiedziami.

W formule Horse Assisted Education najważniejsze nie jest samo wykonanie ćwiczenia przy koniu, ale to, co można dzięki niemu zobaczyć. Sposób komunikowania się, reakcję na brak kontroli, gotowość do słuchania, umiejętność wyznaczania granic oraz to, jak poszczególne osoby zachowują się wtedy, gdy sytuacja przestaje przebiegać zgodnie z planem.

W pracy „Ksenia Samsel Horse Coaching” szczególne znaczenie ma przełożenie tych obserwacji na realne sytuacje organizacyjne. Wieloletnie doświadczenie korporacyjne, prowadzenie własnej firmy, zarządzanie ludźmi oraz kilkanaście lat pracy rozwojowej z końmi pozwalają spojrzeć na takie spotkanie nie jak na efektowną atrakcję, lecz jak na proces, który powinien mieć jasno określony cel.

Dla jednego zespołu będzie nim komunikacja podczas zmiany. Inna grupa może potrzebować przyjrzenia się odpowiedzialności, zaufaniu albo nieformalnemu podziałowi wpływu. W przypadku kadry zarządzającej ważna bywa reakcja na brak kontroli, sposób wydawania poleceń, zdolność słuchania oraz różnica pomiędzy deklarowanym a rzeczywistym stylem przewodzenia.

Zajęcia zawsze odbywają się w bezpiecznych i kontrolowanych warunkach. Nie wsiada się na konia, zdecydowanie nie jest wymagane doświadczenie jeździeckie, a każde ćwiczenie dopasowywane jest do możliwości grupy, temperamentu zwierzęcia oraz celu szkolenia.

W pracy indywidualnej możliwe jest również korzystanie z coachingu, hipnozy i hipnoterapii, szczególnie wtedy, gdy trudność wiąże się z utrwalonym napięciem, lękiem, blokadą, presją albo automatyczną reakcją ciała.

Nie oznacza to, że hipnoterapia stanowi element każdego szkolenia dla firmy. Nie zastępuje również psychoterapii, leczenia ani koniecznych decyzji organizacyjnych. Jest osobnym narzędziem, wykorzystywanym odpowiedzialnie wtedy, gdy rzeczywiście odpowiada potrzebom konkretnej osoby. Jest dodatkowym aspektem rozwojowym

Koń nie mówi, jakim jesteś Liderem

Na końcu wracamy do wałacha stojącego pomiędzy znacznikami.

Teraz idzie spokojnie obok uczestnika. Lina pozostaje luźna. Mężczyzna nadal wyznacza kierunek, ale przestał wypełniać przestrzeń kolejnymi poleceniami. Nie stał się kimś innym. Zaczął jedynie zauważać więcej.

Grupa także patrzy inaczej niż kilkadziesiąt minut wcześniej. Nie obserwuje już zadania z koniem. Widzi sposób, w jaki napięcie przechodzi z jednej osoby na drugą, jak brak jasności tworzy zatrzymanie i jak niewielka zmiana we własnym zachowaniu może otworzyć możliwość współpracy.

Właśnie dlatego horse coaching bywa wartościowym szkoleniem dla liderów i integracją zespołu. Nie daje gotowej recepty na zarządzanie ludźmi. Pokazuje natomiast coś znacznie trudniejszego do zobaczenia: jak inni mogą czuć się w kontakcie z nami.

Koń nie powie człowiekowi, czy jest dobrym przełożonym. Nie zna firmowych wyników, strategii ani opinii zarządu.

Pokazuje jedynie, czy przy tej osobie można zrozumieć kierunek, zachować bezpieczeństwo i zdecydować się na kolejny krok.

A gdyby dziś nie zapytać siebie, za kim potrafię poprowadzić ludzi, lecz zadać inne pytanie: jak czuje się ktoś, kto ma podążyć właśnie za mną?

 

O autorce

Ksenia Samsel jest trenerką jeździectwa, sędzią Polskiego Związku Jeździeckiego, sędzią Working Equitation, fizjoterapeutką koni, coachką, hipnoterapeutką oraz facylitatorką szkoleń Horse Assisted Education. Współtworzy Klub Jeździecki Huzar, w którym od lat pracuje z końmi, jeźdźcami, dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, łącząc praktykę trenerską z wiedzą o biomechanice, dobrostanie koni, psychologii sportu, komunikacji człowiek–koń oraz procesach zachodzących w grupach.

Ma za sobą piętnaście lat pracy w środowisku korporacyjnym, a także wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu własnej organizacji, zarządzaniu ludźmi i budowaniu zespołów. Od kilkunastu lat prowadzi horse coaching dla liderów, menedżerów, właścicieli firm i zespołów. W swojej pracy wykorzystuje zachowanie koni jako źródło natychmiastowej i pozbawionej oceny informacji zwrotnej na temat sposobu komunikowania się, wyznaczania granic, reagowania na napięcie, budowania zaufania i przewodzenia innym.

Na jeździectwo i pracę rozwojową patrzy szeroko: przez pryzmat techniki, biomechaniki konia i jeźdźca, emocji, procesu uczenia oraz odpowiedzialności człowieka za dobrostan i bezpieczeństwo zwierzęcia. Prowadzi szkolenia, przygotowuje zawodników do startów i odznak PZJ, organizuje obozy, zgrupowania oraz wydarzenia edukacyjne.

Pracuje również indywidualnie w obszarze coachingu, hipnozy i hipnoterapii. Wspiera osoby zmagające się między innymi z napięciem, utrwalonymi reakcjami emocjonalnymi, lękiem po trudnych doświadczeniach, presją, blokadami, problemami z koncentracją oraz poczuciem ograniczonej sprawczości. Szczególne miejsce w jej pracy zajmują jeźdźcy, u których lęk, doświadczenie upadku, presja startowa lub brak zaufania do własnego ciała wpływają na relację z koniem i możliwość swobodnego działania.

Pisze o koniach, przywództwie i pracy z człowiekiem bez lukru oraz bez uproszczeń. Robi to z perspektywy osoby, która zna czworobok, rozprężalnię, stajnię, zawody, szkolenia, zarządzanie firmą, pracę z ciałem konia i proces zmiany człowieka od środka.

 

Q&A

Na czym polega horse coaching?

Horse coaching polega na wykonywaniu z ziemi prostych zadań z udziałem konia, a następnie analizowaniu zachowań, emocji i sposobu komunikowania się uczestników. Zwierzę reaguje na mowę ciała, napięcie, jasność zamiaru oraz spójność sygnałów. Najważniejsza część procesu odbywa się podczas omówienia, kiedy obserwacje z ćwiczenia zostają odniesione do pracy, przywództwa i współpracy w zespole.

Czy podczas horse coachingu trzeba jeździć konno?

Nie. Zajęcia odbywają się z ziemi i nie wymagają umiejętności jazdy konnej. Osoby bez wcześniejszego doświadczenia przy koniach mogą uczestniczyć w warsztacie, ponieważ ćwiczenia są prowadzone w bezpiecznych i kontrolowanych warunkach oraz dostosowywane do możliwości grupy.

Jak horse coaching wspiera rozwój liderów?

Horse coaching pozwala zobaczyć różnicę między intencją lidera a wpływem, jaki jego zachowanie wywiera na otoczenie. Ujawnia sposób reagowania na brak kontroli, opór, presję i niepewność. Pomaga również rozwijać jasność komunikacji, uważność, umiejętność wyznaczania granic, regulowania emocji oraz budowania zaufania.

Czy integracja zespołu z końmi jest odpowiednia dla każdej firmy?

Taka forma pracy sprawdza się szczególnie w zespołach, które chcą przyjrzeć się komunikacji, współpracy, odpowiedzialności, nieformalnym rolom i sposobowi podejmowania decyzji. Program powinien być jednak dopasowany do celu organizacji. Horse coaching nie zastępuje decyzji zarządczych ani systemowej pracy nad kulturą firmy, ale może bardzo szybko ujawnić wzorce, które wymagają dalszej uwagi.

Czym horse coaching różni się od zwykłego team buildingu?

Zwykły team building koncentruje się często na wspólnej zabawie i budowaniu dobrej atmosfery. Horse coaching wykorzystuje zadania z końmi do obserwacji realnych procesów zachodzących w grupie. Pokazuje, kto przejmuje kontrolę, kto się wycofuje, jak ludzie reagują na trudność i czy potrafią stworzyć wspólny, spójny komunikat.


Udostępnij