Ogród rozpaczy ziemskich – hiszpańska autorka pokazuje myśli pracowników?
Praca, która nie daje satysfakcji. Ludzie, z którymi nie chcemy przebywać. Czynności, które wykonujemy codziennie, bezrefleksyjnie. Rzeczy, które sprawiają nam krótką odskocznię od rzeczywistości. Netflix, YouTube, bezowocne scrollowanie telefonu. To niby odskocznia, ale może tylko przykrycie tego co czujemy?
Ale przede wszystkim praca…
Ten codzienny znój, który nie daje nam żadnego głębszego szczęścia, a jedynie pieniądze, za które kupujemy sobie niepotrzebne rzeczy. Zadania, w które nie wsadzamy ani odrobiny serca, wykonujemy je po to, aby były zrobione. Współpracownicy, z którymi nie mamy ochoty prowadzić żadnych bardziej zaawansowanych rozmów, a jedynie wymieniamy się na temat jakichś kompletnych bzdur. Każdy z nas to robi, każdego dnia, od poniedziałku do piątku, wiosną, latem, jesienią, zimą. Przez 5, 10. 30 lat…
“Ogród rozpaczy ziemskich” Beatriz Serrano jest właśnie o tej współczesnej udręce, tej rozpaczy każdy dnia. Hiszpańska autorka napisała książkę właśnie o nas. O tych ludziach, którzy nie wygrali na loterii, nie urodzili się w szlacheckiej rodzinie, którzy muszą spłacać swoje kredyty lub inne zobowiązania. O tych, którzy pracują w miejscach, o których wcale nie marzyli.
Autorka z przewrotnym humorem odsłania wszystkie niuanse szarej codzienności. Główna bohaterka – mieszkanka Madrytu Marisa niczym chomik w kołowrotku, obraca się wciąż wokół tych samych schematów. Każdy jej dzień wygląda podobnie, a największym marzeniem staje się absurdalny wypadek w pracy, który choć na chwilę zmieniłby bieg jej przewidywalnego życia.
Pracuje w korporacji
w tej wielkiej, bezosobowej machinie, która z ogromnym apetytem pożera czas, energię i marzenia swoich pracowników.
Książkę czyta się znakomicie – wciąga jak najlepszy, długo wyczekiwany serial. Nie mogłam się oderwać i na każdym etapie utożsamiałam się z główną bohaterką. Śmiałam się z kolegów Marisy z pracy, z absurdalnych calli, które równie dobrze mogłyby zostać zastąpione jednym mailem. Ubawiłam się do łez, czytając o wyjeździe integracyjnym, którego główna atrakcja wymknęła się spod kontroli.
A zakończenie? Crème de la crème. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego finału własnej kariery zawodowej.
Autorka recenzji: Karolina Bochenek – Terepka
Więcej o książce i zamówienia >>>TUTAJ

