Siła, służba i drugi oddech. Rozmowa z Magdaleną Piekarską-Twardochel OLY
Magdalena Piekarska-Twardochel OLY przez blisko 25 lat walczyła na planszach szermierczych, zdobywając medale mistrzostw Europy i świata oraz reprezentując Polskę na igrzyskach olimpijskich w Londynie i Tokio. Jest żołnierzem Wojska Polskiego, od 2025 roku rzeczniczką prasową Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego i od prawie trzech lat wspiera Polski Związek Szermierczy jako asystentka dyrektora sportowego.
Po zakończeniu kariery sportowej nie zwolniła tempa. W projekcie „Misja Życie – jedna służba, wiele walk” dzieli się doświadczeniem choroby nowotworowej i pokazuje młodym ludziom, jak wracać do równowagi po najtrudniejszych życiowych zakrętach. W rozmowie opowiada o sile zespołu, nowych wyzwaniach zawodowych i o tym, dlaczego dziś najbardziej fascynuje ją świat komunikacji.
Agnieszka Marzęda: Prawie 25 lat reprezentowałaś Polskę na planszach całego świata, zdobywając medale mistrzostw Europy i świata oraz startując na igrzyskach w Londynie i Tokio. Jak z dzisiejszej perspektywy patrzysz na tę drogę – od pierwszych zawodów po oficjalne zakończenie kariery w 2024 roku?
Magdalena Piekarska-Twardochel OLY: Rozpoczynając karierę sportową nie sądziłam, że będę mogła kiedyś nazywać się olimpijką. Zaczęłam trenować w wieku 12 lat, byłam słabsza od rówieśniczek, które trenowały już od kilku lat, ale szybko uczyłam się fechtunku i 5 lat później zdobyłam swój pierwszy międzynarodowy sukces- brązowy medal mistrzostw świata kadetów.
Myślę, że wtedy, choć nie zdawałam sobie z tego jeszcze sprawy, sport stopniowo pomagał mi zaakceptować siebie- nieśmiałą dziewczynkę, wysoką i z dużą stopą, którą dzieci wytykały palcami.
Wraz z wiekiem przybywało mi na koncie sukcesów, ale też porażek. Tych drugich było zdecydowanie więcej i to dzięki nim między innymi, mogę dzisiaj nazywać siebie olimpijką. Droga do tych sukcesów była długa, czasem wyboista, ale nie zmieniłabym absolutnie nic. Tak miało być.
Od 2010 roku jesteś żołnierzem Wojska Polskiego. Jak wyglądało łączenie służby wojskowej z wyczynowym sportem na najwyższym poziomie?
W 2010 roku istniały już Wojskowe Zespoły Sportowe (WZS), do których wcielano zawodników po osiągnięciu dużego sukcesu sportowego. W 2009 roku zdobyłam wraz z koleżankami srebrny medal mistrzostw świata w drużynie i wkrótce padła propozycja wstąpienia w szeregi Wojska Polskiego. Nie zastanawiałam się długo. Patriotyzmu od dziecka uczyli mnie rodzice, przez wiele lat startowałam z orzełkiem na piersi, służba Ojczyźnie przyszła mi więc z łatwością.
Obecnie istnieje jeden zespół powstały z połączenia 5 WZS-ów. Ideą przyświecającą Centralnemu Wojskowemu Zespołowi Sportowemu jest niezmiennie dwutorowość kariery, czyli zapewnienie takich warunków służby, by żołnierze mogli trenować i godnie reprezentować Wojsko Polskie na arenach międzynarodowych. Równolegle, w miarę możliwości żołnierze-sportowcy uczestniczą w szkoleniach wojskowych, więc można powiedzieć, że łączenie obu tych światów jest wymagające, ale przynosi bardzo dużo satysfakcji.
Wspólnie z mł. chor. Tomaszem Rożniatowskim stworzyliście projekt „Misja Życie – jedna służba, wiele walk”. Co było dla Ciebie impulsem do podzielenia się tak osobistą historią?
Muszę przyznać, że długo zastanawiałam się, czy powiedzieć publicznie o mojej chorobie. 7 lat temu chorowałam na chłoniaka Hodgkina, inaczej ziarnicę złośliwą.
Po zakończeniu leczenia ważyłam wszystkie „za i przeciw” i z tego rozrachunku wyszła mi jedna konkluzja: jeżeli mam pomóc chociaż jednej osobie, to warto będzie się tym podzielić. I pomogłam. Pomagam do dzisiaj. Misja życie to projekt, który stworzyłam, by inspirować młodych ludzi do działania i pokazywać im, że można znaleźć wyjścia z trudnych sytuacji. Chciałam też pokazać nas- żołnierzy- w ludzkiej odsłonie.
Zaprosiłam Tomka do projektu, bo jego historia jest inspiracją również dla mnie. On mi przypomina, że niemożliwe nie istnieje. Jest weteranem z Afganistanu, ale nie będę zdradzać więcej szczegółów. Chętnie odwiedzimy kolejne szkoły, bo podzielić się naszymi doświadczeniami z dziećmi- choć nie ukrywam, że są to raczej treści dedykowane 8 klasom i licealistom.
W ramach „Misji Życie” mówisz o swojej walce z chorobą nowotworową. Co, Twoim zdaniem, najbardziej porusza młodych ludzi, którzy słuchają Twojej historii?
Mam nadzieję, że właśnie ta ludzka strona, o której wcześniej wspomniałam. Że nas żołnierzy, sportowców, momentami uznawanych za herosów, za ludzi niezniszczalnych, dotykają takie same problemy, jak innych ludzi. Ale też to, że w tak krótkim czasie po leczeniu, wróciłam do treningów i startów. Żeby być bardziej precyzyjną, to podam przybliżone daty. Chemioterapię skończyłam w połowie lipca 2018 roku. W sierpniu pojechałam już na pierwsze zgrupowanie. We wrześniu miałam jeszcze naświetlania (rano szpital, po południu trening), a w grudniu zdobyłam brązowy medal w drużynie na wojskowych mistrzostwach świata. Rok później zostałam mistrzynią Europy w drużynie, a 2021 roku zakwalifikowałam się do Tokio. Moja historia to m. in. opowieść o walce o marzenia. To historia o tym, że choć nie zdobyłam medalu olimpijskiego, dzisiaj czuję, że osiągnęłam wiele, że wygrałam życie, a to najważniejsze.
Od stycznia 2025 roku pełnisz funkcję rzeczniczki prasowej Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego. Jak wygląda Twoja codzienna praca komunikacyjna w wojskowych strukturach?
Do moich zadań, jako rzecznika i jednocześnie żołnierza służącego w sekcji Współpracy i Komunikacji w jednostce, w której służy ponad 200 żołnierzy-sportowców, należy komunikowanie m. in. o sukcesach naszych żołnierzy w oparciu o wytyczne komunikacyjne, które co roku otrzymujemy
z Ministerstwa Obrony Narodowej. Do moich codziennych obowiązków należy więc obsługa social mediów, obsługa medialna przedsięwzięć w kraju i za granicą np. kiedy w Lucernie odbywały się V Zimowe Światowe Wojskowe Igrzyska Sportowe, przygotowywanie odpowiedzi dziennikarskich, moderowanie oraz prowadzenie konferencji prasowych, a także monitorowanie mediów.

Jednocześnie od 2023 roku pracujesz jako asystentka dyrektora sportowego Polskiego Związku Szermierczego. Jakie elementy Twojego sportowego doświadczenia okazują się tam najbardziej przydatne?
Rzeczywiście, w ramach programu Ministerstwa Sportu i Turystyki, który nazywa się „Super Asystent” mogę realizować się również na znanym mi od 27 lat gruncie- czyli w świecie szermierczym. W tej dodatkowej pracy na pewno ułatwieniem jest dla mnie dobra organizacja, zadaniowość, umiejętność pracy pod presją, doświadczenie szermiercze oraz dobra komunikacja. Tą ostatnią, w praktycznym ujęciu, ćwiczyłam przez lata na planszy, co niejednokrotnie później w pracy, skracało drogę i zmiękczało dialog pomiędzy zawodnikami, a związkiem.
Od kilku lat rozwijasz się w obszarze komunikacji i studiujesz komunikację korporacyjną na Uniwersytecie Warszawskim. Co skłoniło Cię do wejścia właśnie w ten kierunek zawodowy?
Kiedyś powiedziałabym pewnie, że komunikacja w moim życiu pojawiła się przez przypadek. Dzisiaj uważam, że przypadków nie ma. Zacznę może od początku. Od zawsze chciałam być prawnikiem, ale miałam też plan B- studia dziennikarskie. 20 lat temu pomyliłam jednak terminy egzaminów
i ostatecznie jestem dzisiaj z wykształcenia prawnikiem. Tak miało być.
Po igrzyskach olimpijskich w Tokio rozpoczęłam pracę w jednostce w punkcie ewidencyjnym. Po kilku miesiącach przerwałam pracę z uwagi na macierzyństwo. Tak się później sprawy potoczyły, że po przerwie rozpoczęłam pracę w komunikacji.
Z każdym kolejnym rokiem jestem coraz bardziej pewna, że to jest właśnie moja ścieżka. Stąd również pomysł na studia. Polecił mi je kolega i musze przyznać, że jestem nimi zachwycona, a dopiero
dwa zjazdy za mną 😉
Często podkreślasz, że sport nauczył Cię dyscypliny, organizacji i odporności. Która z tych kompetencji najbardziej pomaga Ci dziś w pracy?
Wszystkie. Chociaż z tą odpornością różnie bywa. Uważam, że sportowcy są świetnymi kandydatami na pracowników. Jesteśmy zorganizowani, zadaniowi, wysoko stawiamy poprzeczkę, umiemy pracować w drużynie, pod presją czasu i otoczenia, ale brakuje nam doświadczenia. Wszak w wielu wypadkach- stawiamy wszystko na sport.
Ja miałam to szczęście, że po karierze sportowej, kontynuowałam tą wojskową. Nie ukrywam jednak, że służba w Wojsku Polskim, w komunikacji zwłaszcza, to praca 24 godziny na dobę. Do tego dokładam pracę w związku, 3-latka, którego jestem mamą, studia i szkolenia i łapię się na tym, że nie mam kiedy pobyć sama ze sobą. A lubię samotność. Z natury jestem introwertyczna. Ostatnio jeżdżę autem bez muzyki, by choć trochę ograniczyć ilość bodźców.
Łączysz trzy światy: sport, wojsko i komunikację. W którą stronę widzisz siebie zawodowo w najbliższych latach?
W tych samych obszarach. Mam to wielkie szczęście, że mogę być żołnierzem pracującym w komunikacji, a przy tym cały czas zostałam przy sporcie. Rozwiązanie idealne. A co będzie dalej? Nie wiem. Choroba nauczyła mnie żyć tu i teraz. Właściwie codziennie dalej się tego uczę, bo przecież planować życie jakoś musimy. Dziś jednak wiem, że te plany wcale nie muszą się ziścić. Choroba przyszła do mnie znienacka. Nie znam dnia, ani godziny tego co jest mi pisane, więc po prostu i aż- ŻYJĘ. Dostałam drugą szansę i nie mogę jej zmarnować.
W „Misji Życie” mocno akcentujesz znaczenie zespołu. Jak rozumiesz prawdziwe wsparcie w sporcie, w służbie i w życiu?
Nie byłoby Magdaleny Piekarskiej-Twardochel gdyby nie inni ludzie. Wszystkie moje sukcesy zawdzięczam swojej pracy, pracy innych ludzi i wsparciu rodziny. To samo dotyczy choroby. Wojsko Polskie, podobnie jak Polski Związek Szermierczy byli ze mną przez całą walkę o powrót do zdrowia
i do życia. Dawali mi gwarancje tego, że mam do czego wracać i że jest jeszcze parę medali do zdobycia. „Misja Życie” jest więc też o tym, że mam poczucie długu do spłacenia wobec ludzi. Dlatego chociażby, przy każdej możliwej okazji mówię o tym, by profilaktycznie się badać, a także dbać
o zdrowie psychiczne. Przez wiele lat opierałam się pracy z psychologami, aż w końcu dotarłam na terapię w związku z lękami przed nawrotem choroby. Polecam wszystkim do dzisiaj- słuchajcie swojego ciała i głowy i reagujcie na bieżąco.
Jako osoba, która przeszła przez poważną chorobę, jakie przesłanie chciałabyś przekazać tym, którzy mierzą się dziś z trudnym momentem?
Nie bójcie się prosić o pomoc. Nie musicie być silni przez cały czas. Szukajcie rozwiązań, grup wsparcia- wszystkiego co może Wam w danym momencie pomóc. I cieszcie się. Cieszcie się życiem, małymi rzeczami. Wróćcie do domu po przeczytaniu tego wywiadu i przytulcie bliskich. Nigdy nie jest za późno by się zatrzymać i docenić to co mamy.
Co powiedziałabyś młodym ludziom, którzy wciąż szukają swojej drogi zarówno w sporcie, jak i poza nim?
Odpowiem jednym z moich ulubionych cytatów:
„Nie trafiłem ponad 9000 rzutów w swojej karierze. Przegrałem prawie 300 meczów. 26 razy ufano mi, że trafię rzut na zwycięstwo – i spudłowałem. Zawodziłem raz za razem przez całe swoje życie i dlatego odnoszę sukces.” Michael Jordan
Porażek będzie więcej. Nie przestawajcie walczyć o swoje marzenia.
Historia Magdaleny Piekarskiej-Twardochel to jedna z tych opowieści, które zostają z człowiekiem na długo. W jej słowach uderza szczerość, brak patosu i dojrzałość wynikająca z doświadczeń, które wykraczają daleko poza sport. To opowieść o konsekwencji, o sile zespołu, o służbie i odpowiedzialności, ale też o cichej, codziennej pracy nad sobą – tej najtrudniejszej, bo wymagającej pogodzenia się z tym, że życie potrafi zmienić bieg w jednej chwili. To także bardzo współczesna lekcja: że można łączyć różne światy, tworzyć własną drogę zawodową i nie rezygnować ani z ambicji, ani z wrażliwości. I że druga szansa – jeśli się ją dostaje – zawsze zobowiązuje.
Magdo, dziękujemy Ci za rozmowę, za otwartość i za to, że tak szczerze opowiadasz o swojej historii – tej sportowej, żołnierskiej i najbardziej osobistej. Za siłę, którą przekazujesz młodym ludziom, i za przypomnienie, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można wrócić na własnych zasadach. I że warto żyć uważnie, odważnie i z wdzięcznością za każdy dzień.
Wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda

