Rozmowa z Dorotą Madejską, liderką Rolmex S.A. – firmy zajmującej się inwestycjami, nieruchomościami oraz importem i dystrybucją win i alkoholi
Mój ojciec zawsze podchodził do wszystkich pracowników z ogromnym szacunkiem i takie podejście wyniosłam z domu. Jestem bardzo dumna z tego, że w zespole są jeszcze osoby, które zaczynały pracę u boku ojca. One wnoszą stabilność i doświadczenie. Z kolei młodzi ludzie to energia, rozwój, nowe spojrzenie. To bardzo dobra kombinacja w każdej firmie, chociaż muszę przyznać, że „zetki” mają zdecydowanie inne priorytety i funkcjonują w zupełnie inny sposób niż ja pracowałam.
Czy można łączyć biznesową odwagę z wieloletnią stabilnością? Dorota Madejska udowadnia, że tak. Od ponad dwóch dekad stoi na czele Grupy Kapitałowej Rolmex S.A., w której z równą uwagą rozwija działalność inwestycyjną, deweloperską, jak i tę… smakową. To właśnie z jej inicjatywy powstała marka Winkolekcja – elegancka odpowiedź na rosnącą w Polsce kulturę picia wina.
Z wykształcenia prawniczka, z pasji liderka, która nie boi się nowych wyzwań i ceni autentyczne przywództwo. W rozmowie z Lady Business mówi o tym, jak buduje się marki oparte na wartościach, dlaczego w zespole liczy się wielogłos pokoleń i jak – będąc kobietą w zdominowanym przez mężczyzn świecie biznesu – podejmować decyzje, które zostają z firmą na lata.
Agnieszka Marzęda: Od wielu lat kierujesz firmą Rolmex. Jakie momenty były dla Ciebie najważniejsze w budowaniu jej pozycji na rynku?
Dorota Madejska: Rolmex został założony przez mojego ojca pod koniec lat 80-tych, więc jak zostałam powołana do zarządu, to firma miała za sobą już długą historię i wiele dokonań, ale był to też moment dość trudny pod kątem płynności finansowej. Liczne inwestycje w połączeniu z wysokimi wówczas kosztami kredytu dosłownie spędzały sen z oczu. Aby przywrócić stabilną pozycję musieliśmy podjąć decyzję o sprzedaży niektórych aktywów oraz pakietu akcji Indykpol-u, którego byliśmy większościowym akcjonariuszem. Taki krok w tył, po którym nie tylko odzyskaliśmy stabilność, ale przeszliśmy przez kryzys w 2008 roku, a po latach udało nam się skupić wszystkie akcje Indykpolu.
W Twoim podejściu widać połączenie prawniczego wykształcenia z praktyką biznesową. Jak to wpływa na Twoje decyzje jako liderki?
Trudno mi powiedzieć, czy wykształcenie prawnicze odegrało dużą rolę, ponieważ nigdy nie wykonywałam zawodu prawnika. Na pewno są to studia, które wymagają logicznego myślenia i dobrej pamięci, co zawsze się przydaje, a ze względu na liczne roczniki przez całe życie w różnych miejscach spotkać można osoby, z którymi się studiowało😊. Po studiach pracowałam w dziale handlu zagranicznego i udało mi się uzyskać – jako jedna z trzech osób z Polski – stypendium na kilkumiesięczny kurs marketingowy w Anglii. Było to niezwykle ciekawe doświadczenie w międzynarodowym środowisku i myślę, że pozwoliło mi patrzeć na to, co się wtedy działo w Polsce z szerszej perspektywy.

Rolmex to nie tylko dystrybucja, ale także inwestycje, nieruchomości i segment premium. Jak łączysz te różne obszary w jednej strategii?
No właśnie nie łączę😊. Chyba że nazwiemy strategią to, że w każdej z tych działalności opieram się na osobach z doświadczeniem, a jak przekonam się, że możemy sobie nawzajem ufać to zostawiam im dużo swobody działania. Oczywiście na początku nowego projektu jestem w niego bardzo mocno zaangażowana i zajmuję się sama wieloma procesami, aby zrozumieć jak działa rynek. Tak było na przykład w przypadku Winkolekcji w pierwszych latach jej istnienia.
Marka Winkolekcja zdobyła silną pozycję w świecie wina. Jaką rolę odgrywa pasja i wiedza ekspertów w jej rozwoju? Kluczową! Bez tego nie da się osiągnąć sukcesu w tej branży. Miałam dużo szczęścia, że krótko po powstaniu Winkolekcji spotkałam na swojej drodze Pawła Karolaka, który pomógł mi zbudować profesjonalny zespół z wielkimi osobowościami ze świata wina i stał się moim partnerem w tym biznesie.
Zespół Rolmex tworzą zarówno osoby z wieloletnim doświadczeniem, jak i nowe talenty. Jak budujesz kulturę współpracy w tak zróżnicowanym środowisku?
Mój ojciec zawsze podchodził do wszystkich pracowników z ogromnym szacunkiem i takie podejście wyniosłam z domu. Jestem bardzo dumna z tego, że w zespole są jeszcze osoby, które zaczynały pracę u boku ojca. One wnoszą stabilność i doświadczenie. Z kolei młodzi ludzie to energia, rozwój, nowe spojrzenie. To bardzo dobra kombinacja w każdej firmie, chociaż muszę przyznać, że „zetki” mają zdecydowanie inne priorytety i funkcjonują w zupełnie inny sposób niż ja pracowałam. Dlatego uważam, że to dobry moment na przekazanie przeze mnie sterów kolejnemu pokoleniu. Moja córka Joanna Bitner i zięć Michał Bitner są milenialsami, więc z pewnością świetnie sobie poradzą ze zrozumieniem potrzeb zarówno tych trochę młodszych, jak i tych starszych.
Jakie wartości są dla Ciebie kluczowe w prowadzeniu firmy rodzinnej o ogólnopolskim zasięgu?
Myślę, że zasięg działania nie ma tu dużego znaczenia. W każdej firmie rodzinnej jest moim zdaniem niezmiernie ważne, aby oddzielać pracę od życia prywatnego i wspierać się nawzajem. Ja pracowałam przez jakiś czas z ojcem, od kilku lat z córką, a przez dekady również z bratem, który do zeszłego roku zarządzał najważniejszym aktywem Rolmex-u czyli Indykpolem, a po sprzedaży tej części naszego biznesu, został Przewodniczącym Rady Nadzorczej Rolmex-u. Nasze sprzeczki w ciągu tych wszystkich lat można policzyć na palcach jednej ręki, zawsze mówiliśmy jednym głosem i się wspieraliśmy, toczyliśmy ze sobą w pracy godzinami dyskusje na temat prowadzonych przez nas firm, ich rozwoju i planów na przyszłość. A w weekendy spotykaliśmy się i rozmawialiśmy o wszystkim, ale nie o pracy, dzięki czemu w domu mieliśmy azyl i odpoczynek. Ważne jest też, aby po przekazaniu zarządzania następnemu pokoleniu zrobić to naprawdę, czyli… nie wtrącać się za bardzo. Tak zrobił mój tata i bardzo mu dziękuję za zaufanie, którym mnie obdarzył. Oczywiście setki razy korzystałam z jego rady, ale wtedy, kiedy go o nią prosiłam. I ja również nie chcę narzucać moim następcom swojego zdania.

Na rynku coraz więcej mówi się o odpowiedzialnym przywództwie. Co dla Ciebie oznacza bycie odpowiedzialną liderką?
No cóż, o niektórych cechach niezbędnych do tego była już mowa wyżej, czyli szacunek dla współpracowników, lojalność, partnerstwo. Z pewnością ważne jest to, jak się zachowujemy w chwili próby. W roku 2020 i 2021 w czasie lockdownu spowodowanego covidem nasza firma znalazła się w trudnej sytuacji, ponieważ dostarczaliśmy wino przede wszystkim do restauracji. Poprosiliśmy pracowników o wyrażenie zgody na drobne obniżenie wynagrodzenia, aby uniknąć zwolnień – wszyscy się zgodzili i udało się utrzymać cały zespół. Ta solidarność była bardzo budująca. Naszym klientom z kolei zaproponowaliśmy odbiór dostarczonego towaru i korekty faktur, mimo że nam wtedy wina zalegały na półkach w magazynie, ale wiedzieliśmy, że musimy im pomóc chociaż w ten sposób. Z Indykpolu wysyłaliśmy ciężarówki z wędlinami do Ukrainy, kiedy zaczęła się wojna. Ważne są też codzienne drobne gesty, wsparcie, pomoc finansowa, kiedy jest potrzebna, zrozumienie – krótko mówiąc działanie zawsze w zgodzie ze swoim sumieniem i z myślą o tym, żeby każdego dnia można było spojrzeć w lustro bez problemu.
Wchodzicie w kolejne projekty – od restauracji po nieruchomości. Co decyduje o tym, że firma angażuje się w nową inicjatywę?
Przez lata trochę to się zmieniło – ja w dużym stopniu opierałam się na mojej intuicji, chociaż oczywiście liczby musiały potwierdzać, że dana inwestycja ma sens. Kiedy do zarządu dołączyła Joanna, która wniosła do firmy swoje doświadczenie z dużych korporacji, dużo więcej czasu zaczęliśmy poświęcać analizom i decyzje są podejmowane przede wszystkim w oparciu o twarde dane i kalkulacje.
Jak oceniasz zmiany w biznesie w ostatnich latach – które z nich najbardziej wpłynęły na Twoje podejście do zarządzania?
Mam wrażenie, że ostatnio wszystko dużo szybciej się dzieje. Trzeba być też przygotowanym na ogromną zmienność na rynku ze względu na sytuację geopolityczną. Covid, Ukraina, Trump – i to wszystko w ciągu zaledwie kilku lat. To oznacza konieczność dywersyfikacji działań, aby nie opierać się tylko na jednej nodze, a z drugiej strony ostrożność przy wchodzeniu w nowe projekty. Niezależnie od tego zmiana sposobu komunikacji z klientem i z własnym zespołem – SM, AI, praca zdalna – niełatwo za tym wszystkim nadążyć i trzeba zaufać w wielu kwestiach młodszemu pokoleniu, które sprawniej sobie z tym radzi.
Zasiadasz w radach nadzorczych i pełnisz strategiczne funkcje. Czego według Ciebie potrzebują dziś kobiety, które chcą działać na podobnym poziomie?
Na pewno wiary w siebie i odwagi, aby zabierać głos i wyrażać swoje zdanie. Pamiętam, że w czasach, kiedy byłam dyrektorem marketingu w wydawnictwie mój szef powtarzał, że ceni we mnie to, że potrafię się kłócić o swoje i mówić nie, kiedy się z czymś nie zgadzam. Bardzo wiele kobiet nie wierzy, że mogą mieć wpływ na to, co się dzieje w firmie i nie dają sobie szansy. Warto też być otwartym, słuchać bardziej doświadczonych i to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Mieszane zespoły są świetne – mamy różne spojrzenia na wiele kwestii z mężczyznami i nawzajem możemy się wspierać. Mi się przynajmniej zawsze to udawało😊.
Jaką lekcję chciałabyś przekazać młodszym kobietom, które dopiero zaczynają swoją drogę w biznesie?
Oprócz tego, co wyżej dodatkowo jeszcze zalecałabym cierpliwość i nie poddawanie się przy pierwszej porażce. Konsekwencja i upór naprawdę potrafią wiele zdziałać.
Dokończ zdanie: „Dobra marka to taka, która…”
sprawia Ci przyjemność i powoduje, że żyje się lepiej.
Dziękujemy Dorocie Madejskiej za rozmowę pełną szczerości, odwagi i doświadczeń, które inspirują kolejne pokolenia kobiet biznesu. Jej historia pokazuje, że stabilność i tradycja mogą iść w parze z intuicją, nowymi pomysłami i otwartością na zmianę. To dowód na to, że prawdziwe przywództwo opiera się nie tylko na liczbach, ale przede wszystkim na wartościach – szacunku, partnerstwie i odpowiedzialności.
Wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda
Więcej o Dorota Madejska znajdziesz na jej profilu.

