Od muzyki do mentoringu. Rozmowa z Karoliną Kizińską o sile głosu, rebrandingu i odwadze mówienia do kobiet na całym świecie
Karolina Kizińska to kobieta, której głos – dosłownie i metaforycznie – niesie zmiany. Z wykształcenia muzyczka i doktor kulturoznawstwa, dziś pracuje jako mentorka kobiet, które chcą zarabiać więcej, działać odważniej i budować biznesy na własnych zasadach. Po latach prowadzenia placówek edukacyjnych przeszła transformację do świata online, by pokazać, że nawet największy kryzys może stać się początkiem nowej drogi.
Dziś rozwija markę Carolina Business Mentor, stawiając na międzynarodowe działania i wystąpienia – już w styczniu 2025 roku pojawiła się jako mówczyni w Nowym Jorku. W listopadzie 2024 wystąpiła na TEDxWarsawWomen, a jej ścieżka łączy pasję do muzyki z mentoringiem, jakiego w Polsce jeszcze nie było. Pracując z kobietami, włącza narzędzia muzyczne, tworząc autorski model transformacji. Pokazuje, że nie trzeba mieć tysięcy followersów, by osiągać sukces – trzeba mieć wizję, konsekwencję i… odwagę, by zagrać po swojemu.
Agnieszka Marzęda: Jak narodziła się marka Carolina Business Mentor i co było impulsem do rebrandingu właśnie teraz?
Karolina Kizińska: Każda z nas przechodzi transformacje, działając wiele lat na rynku. Dla mnie, po skupieniu się przez kilka lat wyłącznie na rynku polskim i na technicznych elementach tworzenia biznesu online, przyszedł czas na sięgnięcie do korzeni, czyli mojej wiedzy muzycznej. Dzięki temu moja praca z kobietami nabrała głębszego wymiaru – elementy techniczne i strategiczne to było już za mało.
Jako certyfikowana coachka RTC brytyjskiej psychoterapeutki Marisy Peer rozpoczęłam z kobietami proces zmiany blokujących przekonań, bo wiele z nich – mimo wskazówek technicznych – nie rozwijało biznesów do kształtów i rozmiarów, o jakich marzyły. Element docierania do tego, co dla nas najprawdziwsze, do autentycznego głosu w biznesie, to droga, która dzięki narzędziom muzycznym daje szybkie i poruszające efekty. W końcu kobiety zaczynają z odwagą wydobywać swój prawdziwy głos w biznesie, by spełnienie – dla każdej z nas inne, a o którym coraz więcej się dziś mówi – było możliwe.
Często nie chodzi już o pieniądze i o to, by zarabiać więcej. Czasem chodzi o to, by robić wszystko po swojemu, bez niezgodnych z nami kompromisów.
A jak narodziła się sama nazwa marki? Na moim mastermindzie na Mauritiusie na początku marca 2025, siedząc w kameralnej grupie niezwykłych kobiet biznesu z zapierającymi dech widokami, uznałyśmy, że to jest ten czas – na markę międzynarodową, na markę moją pod każdym względem. Tu dziękuję dziewczynom za to „popchnięcie”.
W styczniu 2025 wystąpiłaś jako mówczyni w Nowym Jorku – co to dla Ciebie znaczy, zarówno zawodowo, jak i osobiście?
Dla mnie to piękne odbicie drogi, jaką przeszłam i jaką dalej idę. Pierwszy raz odwiedziłam Nowy Jork jako studentka na wymianie z Edinboro University of Pennsylvania. Niepewna, bez pieniędzy w kieszeni i jedząca tosty z dżemem całymi dniami, napawałam się tym, że w końcu mogę zobaczyć Big Apple.
Kolejnym razem odwiedziłam Nowy Jork jako stypendystka Fulbrighta na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, gdzie pracowałam nad moim muzycznym doktoratem. Tym razem mogłam sobie pozwolić, by zaprosić na wycieczkę po USA mojego męża i siostrę oraz na kolację w wykwintnej restauracji – całkiem miła odmiana po tostach z dżemem 😉
Teraz do Nowego Jorku przyleciałam z moją córką, która uczestniczyła w evencie i mnie wspierała. To wiele dla mnie znaczyło – pokazać jej, co jest możliwe. Możemy naszym dzieciom wiele mówić, ale to jedynie nasze czyny mogą mieć na nie prawdziwy wpływ.
Dla mnie to była też naturalna kolej rzeczy – czas był wyjść jako mentorka i ekspertka poza ramy Polski, bo od zawsze czułam się obywatelką świata. Tego pragnę dla moich dzieci.
W Twojej pracy mentoringowej pojawiają się unikatowe narzędzia muzyczne. Jak łączysz dźwięk z rozwojem kobiecego biznesu?
Robię to na dwóch głównych poziomach – poprzez ćwiczenia grupowe, których celem jest przełamanie wstydu, blokad i potrzeby perfekcjonizmu u kobiet. Zaprezentowałam je zarówno podczas mojej mowy na TEDx, jak i w Nowym Jorku – w obu tych miejscach miałam do wykorzystania fortepian. Śpiew, kiedy uważasz, że nie umiesz, „obnażenie” się przed innymi, pokazanie, że nie jesteśmy doskonałe, i obserwowanie, co pięknego możemy wspólnie stworzyć, kiedy jednak zrobimy krok w tym kierunku, całkowicie zmienia perspektywę. Otwiera na współpracę, eksperymentowanie, ukochanie siebie w działaniu – nawet jeśli nie czujemy się gotowe.
Drugi poziom, który wykorzystuję najczęściej, to praca z wydobyciem głosu – niekoniecznie poprzez śpiew. Moment, w którym fizycznie pozwalamy sobie na bycie słyszaną, na wyrażenie tego, co w nas najprawdziwsze (w końcu to jesteśmy my, nasz wewnętrzny instrument, tu nie da się założyć maski), ma kolosalny wpływ na nasze postrzeganie siebie, poczucie własnej wartości oraz odwagę do tego, by być widzianą i słyszaną. By mówić swoją prawdę. By także w biznesie i w relacjach być w pełni sobą i na tym budować.
Innych narzędzi nie zdradzę – włączam je do procesów transformacyjnych w moim mentoringu i zagranicznych mastermindach 😉
W jaki sposób przygotowujesz swoje klientki do wyjścia z ich strefy komfortu, zwłaszcza gdy stawiają pierwsze kroki w biznesie online?
Wrzucam je na głęboką wodę – ale w przyjaznym gronie. Prokrastynacja, czekanie, aż będziemy gotowe, superwyedukowane, ubrane, umalowane i w ogóle „ekstra”, to przepis na „chciałabym, ale to się nigdy nie wydarzy”.
Zawsze we wrześniu – nie inaczej będzie teraz – organizuję wyzwanie „Pokaż się w internecie” właśnie po to, by w zamkniętej grupie na Facebooku kobiety mogły przełamać to swoje pierwsze przerażenie związane z byciem widzianą i sprawdziły na własnej skórze, że nie tylko świat się nie skończył, ale też wiele innych kobiet mogło skorzystać z ich wiedzy.
Dużo można mówić o wychodzeniu ze strefy komfortu, ale dopóki tego nie zrobisz – nic się nie zmieni 🙂 Oczywiście to jest pierwszy krok. Jeśli dostrzegamy u siebie blokady związane z pokazywaniem się czy lękiem przed krytyką, warto nad tym pracować – to właśnie robię z moimi klientkami, korzystając z narzędzi Rapid Transformational Coaching (RTC) w moich programach premium. Rozwój mindsetu idzie w parze z uczeniem się biznesu i budowaniem go.

Co według Ciebie najbardziej blokuje kobiety przed rozwojem i jak pomagasz im te blokady pokonać?
Niskie poczucie własnej wartości, socjalizacja, w ramach której dziewczynki uczone są, że mają być „niewidzialne” – grzeczne, ciche i siedzące w kącie. To sprawia, że boimy się. I to jest strach paraliżujący, ponieważ przekreśla lata wychowania. Kobiety mają różne blokujące przekonania – że nie są wystarczająco ładne, mądre, że nie ogarną kwestii technicznych, że na pewno ktoś je skrytykuje, że nikt od nich nie kupi, nie będzie ich słuchał. Na szczęście to wszystko można zmienić – potrzeba jedynie przewodniczki i odpowiednich narzędzi.
Jak wspomniałam powyżej, ja stosuję RTC oraz moje autorskie narzędzia muzyczne. Czy widząc siebie jako mentorkę, czy jako dyrygentkę – którą również jestem – mam w sobie chęć i poczucie misji, by dzielić się tym, co pomogło zarówno mi, jak i rzeszy moich klientek. Same możemy się kręcić w kółko i frustrować. Szkoda na to czasu.
Twoje programy mentoringowe opierają się nie tylko na strategii, ale też na mindsetcie. Co uważasz za kluczowe w budowaniu kobiecej pewności siebie w biznesie?
To absolutny fundament. Zawsze powtarzam, i widzę to wśród moich klientek, że jeśli Basia, Kasia i Agata dostaną identyczne narzędzia, strategie i wsparcie, to fakt, że efekt osiągnie tylko Basia, będzie zależał wyłącznie od jej mindsetu. A Kasia i Agata błędnie założą, że w takim razie one się do biznesu nie nadają. Bzdura.
Na Twojej stronie widzimy konkretne liczby – udane kampanie, wysokie wyniki. Co stoi za tymi sukcesami?
Przypuszczam, że po pierwsze to, iż byłam w butach moich klientek – sama krok po kroku, ucząc się od mentorów ale i na błędach, zbudowałam swoje biznesy online. To jest “żywa” wiedza, której żadna teoria nie zastąpi. Po drugie to, że od początku włączałam pracę nad mindsetem do procesu budowania biznesu – jeszcze zanim stało się to “modne”. Po prostu szybko zorientowałam się, że jeśli chcę by moje klientki miały realne wyniki, to same strategię zwyczajnie nie wystarczą. Poza tym – mi zależy. I przypuszczam, że moje klientki to czują. Dla mnie to nie jest po prostu biznes. Dla mnie to misja.
Masz doświadczenie zarówno w offline, jak i online. Jakie różnice widzisz w prowadzeniu biznesu w tych dwóch przestrzeniach?
Różnice są kolosalne. Moment, w którym chcemy się kompletnie uniezależnić, jest zazwyczaj momentem, kiedy widzimy, że z biznesem stacjonarnym nie jest to możliwe. Ograniczenia terytorialne, przywiązanie do konkretnego miejsca, bycie w usługach lub niska marża – to jest to, co często zmienia biznes w orkę. O zatrudnianiu ludzi na etacie nie wspominając, bo to samo w sobie jest ogromnym wyzwaniem. Koszty stałe również nie pomagają.
W biznesie online koszty stałe są minimalne, zespół łatwiej budować w formule B2B, a właściwie nic cię nie ogranicza poza językiem, w jakim prowadzisz biznes – a i to, przy obecnym dynamicznym rozwoju AI, przestaje być problemem.
Pytasz: offline czy online? Krzyczę: online. Choć sama organizuję raz w roku event stacjonarny, byśmy odkleiły się od laptopów i telefonów, oraz moje mastermindy „in person”. Ale to jest wisienka na torcie. Cały tort jest online.

Wystąpiłaś na TEDxWarsawWomen – co było głównym przesłaniem Twojego wystąpienia i jakich reakcji spodziewałaś się po jego publikacji?
Moim celem było pokazanie, jak muzyka może pomóc nam w rozwoju biznesu czy w awansie. Akurat w Polsce edukacja muzyczna bardzo kuleje, a wokół niej narosło wiele przekonań o konieczności posiadania „talentu” czy bycia wybitnie uzdolnionym, aby korzystać z tego, co może nam dać muzyka. Pokazałam, że to nieprawda. A przy okazji wspólnie śpiewaliśmy 😉
Zachęcam do obejrzenia nagrania na oficjalnym kanale TEDx na YouTube. Sądzę, że nie bez powodu wystąpiłam jako pierwsza – to nie była teoria, to było wspólne doświadczenie.
Czym dziś mierzy się dla Ciebie sukces? Czy zmieniło się to w ciągu ostatnich lat?
Zmieniło się ogromnie. Pieniądze – owszem, ale to nie jest na pierwszym miejscu. Nie muszę się już nimi „zachłysnąć”, wystarczy mniej, by płynęło – żebym miała na moje marzenia i na zabezpieczenie dzieci.
Dziś sukces to czas, cisza, moje poranne rytuały. To, że nigdzie rano nie jadę, że mam przestrzeń na medytację, ćwiczenia fizyczne, spacer na boso (póki pogoda pozwala) z moim psem Olafem po lesie, czytanie książki na tarasie i wygrzewanie się jak kot na słońcu, gapiąc się na drzewa. Nie w weekend. Nie od święta. Codziennie.
To dla mnie oznacza sukces biznesowy. Uczę się już nie cisnąć, cieszyć się drobiazgami, eliminować wszystko, co nie jest niezbędne w moim kalendarzu, mówić „nie” bez poczucia winy. Ale przede wszystkim – sukces to dla mnie robienie tego, czego ja chcę, a nie tego, co muszę. I nietłumaczenie się nikomu z niczego. Jeśli wstajesz rano i cieszysz się na to, co cię czeka – to, jak dla mnie, już osiągnęłaś sukces.
Jak wygląda Twoja codzienna rutyna – między macierzyństwem, pracą mentorki i byciem liderką własnej marki?
Rano wstaję przed wszystkimi i piję wodę z chlorellą i spiruliną (albo coś innego, co akurat mam w domu) oraz biorę witaminy. Zaraz potem ćwiczę około 30 minut (jakby kogoś to ciekawiło – u mnie nie sprawdziła się jedna rzecz: joga, pilates ani trening wysiłkowy. Nie mogę się też zmusić do pojechania na siłownię. Dlatego mam swoją „mieszankę”, która pomaga mi na ból pleców, pozwala utrzymać sprawność i fajną sylwetkę, a dodatkowo – by zrobić nieco więcej niż minimum – korzystam z aplikacji). Potem czas na medytację.
Następnie wkładam w uszy Human Charger i piszę afirmacje w dzienniku – a jeśli mam możliwość, zapalam świeczkę. To w sumie zajmuje mi 45 minut i wtedy nadchodzi czas, by obudzić synka (to ja odwożę go do przedszkola, a mój mąż córkę do szkoły w drodze do pracy). Szykuję mu śniadanie, a sama robię krótki rytuał pielęgnacyjny – szczotkuję i balsamuję ciało oraz wykonuję masaż twarzy szklanymi kulami (to już ten moment, kiedy opuchnięcia pod oczami mogłyby przestraszyć bezbronnego przechodnia 😉 ).
Potem zawożę synka do przedszkola, które jest pięć minut samochodem od nas, wracam i idę do lasu z psem. A następnie kawa, chwila na tarasie i jestem gotowa na spotkania, których staram się nie planować przed 10:00 – właśnie po to, by cały mój rytuał miał czas i spokój.
Bardzo mnie to uszczęśliwia i obiecuję, że nie zmyślam – przez ostatnie pół roku krok po kroku dokładałam elementy tak, by czuć, że prawdziwie opiekuję się sobą. Cokolwiek by się później nie działo – wiem, że to, co najważniejsze dla mojego zdrowia wewnętrznego i zewnętrznego, już zrobiłam.
Jaką jedną radę dałabyś kobietom, które myślą o wejściu w mentoring, ale nie wierzą, że ktoś ich posłucha?
Zrób to mimo wszystko. Nie masz pojęcia, jak bardzo potrzebne jest wyjście przed szereg i jak wielu osobom pomożesz. To twój obowiązek dzielić się tym, co masz, by wspierać innych. Pomyśl o tym w ten sposób.
Bardzo dziękujemy Karolinie Kizińskiej za inspirującą rozmowę i za to, że tak szczerze podzieliła się swoją drogą, doświadczeniem i codziennymi rytuałami. Jej historia pokazuje, że sukces nie musi oznaczać nieustannego biegu – to przede wszystkim odwaga, by działać po swojemu, pielęgnować własny głos i czerpać satysfakcję z tego, co naprawdę ważne. To przesłanie, które z pewnością doda odwagi wielu kobietom, by odważyły się sięgnąć po swoje marzenia i budować biznes na własnych zasadach.
wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda
Więcej o Karolina Kizińska znajdziesz na jej profilu.

