Kiedy misja staje się systemem. Katarzyna Rodziewicz, Prezes Fundacji Ronalda McDonalda, o odpowiedzialnym przywództwie i pomaganiu
Fundacja to nie tylko dobre intencje i wrażliwość społeczna. To także struktury, decyzje, długofalowe planowanie i odpowiedzialność za ludzi, którzy potrzebują pomocy i za tych, którzy gotowi są pomagać. W obszarze ochrony zdrowia, gdzie emocje są szczególnie silne, bo potrzeby są ogromne, profesjonalne zarządzanie organizacją pomocową staje się warunkiem realnej i trwałej pomocy. Dopiero połączenie misji z kompetencjami pozwala budować rozwiązania, które działają latami, a nie jedynie doraźnie.
Katarzyna Rodziewicz, prezeska zarządu i dyrektorka wykonawcza Fundacji Ronalda McDonalda w Polsce, od ponad 15 lat odpowiada za rozwój organizacji, która powstała w Polsce w 2002 roku i wspiera całe rodziny dzieci leczonych w publicznych szpitalach pediatrycznych. Jej droga zawodowa prowadziła od sztuki, mediów, przez biznes i komunikację korporacyjną do pracy w sektorze społecznym, gdzie zarządzanie, fundraising i współpraca z partnerami instytucjonalnymi mają bezpośredni wpływ na życie konkretnych ludzi, na jakość i skalę pomocy. W rozmowie opowiada o tym, jak zbudować stabilną organizację, jak przekuwać wartości w systemowe działania oraz dlaczego w pomaganiu równie ważne jak empatia są konsekwencja, wysokie wymagania, odpowiedzialne przywództwo i uczucia.
Agnieszka Marzęda: Jak w praktyce zarządzać organizacją pomocową tak, aby była jednocześnie empatyczna i profesjonalna?
Katarzyna Rodziewicz: Odpowiedź na to pytanie warto zacząć od tego, w jaki sposób nasza Fundacja pomaga, bo tu ważny jest kontekst i historia.
Pomagamy budując i prowadząc Domy Ronalda McDonalda dla największych szpitali pediatrycznych na świecie, tworzymy i prowadzimy programy Pokoi Rodzinnych w środku szpitali. Od ponad 20 lat w Polsce nieprzerwanie realizujemy także program profilaktycznych badań przesiewowych dla najmłodszych dzieci – od dziewięciomiesięcznych po sześciolatki – realizowany w mobilnej klinice, jedynym takim ambulansie w tej części świata. W mobilnej medycynie królują obie Ameryki, ale w Polsce też mamy bariery dostępu do lekarza specjalisty, proszę zapytać rodziców o radiologa z doświadczeniem pediatrycznym, powiedzą, że tacy to tylko w dużych miastach. Potwierdzam, to fakt. Wspieramy z przyjaciółmi – lokalnymi donatorami, franczyzobiorcami McDonald’s, oddziały pediatryczne w całej Polsce, niezależnie od ich lokalizacji czy wielkości, wyposażając je w łóżka dla rodziców, które stoją przy łóżkach dzieci już w 145 szpitalach. A także prowadzimy liczący ponad 800 osób rocznie wolontariat dedykowany szpitalowi DSK UCK WUM w Warszawie, w którym jesteśmy obecni od 10 lat, od projektu przez budowę do teraz, i otworzyliśmy tu każdy ze światowych programów. Domy, Pokoje Rodzinne i program Łóżek oraz Wolontariat służą idei Family-Centered Care – opiece nad całą rodziną dziecka, wymagającego opieki szpitalnej. Opieka skoncentrowana na rodzinie to nowoczesne podejście w pediatrii, które jest profilaktyką traum u dzieci – pacjentów, ich zdrowego rodzeństwa i wszystkich dorosłych, przeżywających chorobę razem z dzieckiem.
Choroba dziecka to strach, bezradność, poczucie braku bezpieczeństwa, osamotnienie, zwłaszcza dla rodziców, którzy nie są lekarzami i nie mają doświadczenia, wiedzy, narzędzi, by racjonalnie zmierzyć się ze swoją sytuacją. Każdemu jest ciężko, każdy przeżywa chorobę inaczej.
Jako Fundacja codziennie mówimy o dzieciach–pacjentach i zdrowych dzieciach – siostrach, braciach, o rodzicach, babciach i dziadkach, wszystkich, którzy opiekują się, pomagają, są w chorobie razem. Wszystko, co dotyczy dzieci, niesie ogromny ładunek emocji.
Wspieranie ludzi w takich trudnych momentach ich życia wymaga kompetencji. Nasza organizacja zbiera je od ponad 50 lat – od momentu powstania pierwszego Domu Ronalda McDonalda w Filadelfii. Począwszy od zasad i standardów wypracowanych przez dr Audrey Evans, po doświadczenie kolejnych pokoleń ludzi fundacji na świecie – stale pogłębiamy wiedzę, by skutecznie wspierać publiczny system ochrony zdrowia, zespoły medyczne i całe rodziny pacjentów, a także siebie nawzajem, zapobiegając skutkom stresu, wyczerpania i traumy. Pomagamy z czułością, zrozumieniem, jesteśmy blisko i to nas bardzo wyróżnia.
Domy Ronalda McDonalda odpowiadają na konkretne problemy rodzin: gdzie będziemy mieszkać, co z nami będzie, skoro nie wiemy jak długo potrwa leczenie a jesteśmy w obcym mieście, daleko od domu. Jak poradzimy sobie bez pomocy bliskich? Naszą kompetencją w Fundacji jest znajdowanie odpowiedzi na te pytania i zdejmowanie z rodziców ciężaru codziennych zmartwień, by mogli skupić się na dziecku. I na sobie.
W naszej codzienności empatia i profesjonalizm muszą współistnieć w każdym działaniu. Budując zespół, który rośnie razem z kolejnymi programami, inwestycjami, zapraszamy ludzi o wysokiej wrażliwości i kompetencjach społecznych, ale też świetnie zorganizowanych, odpowiedzialnych i gotowych do pracy zespołowej w zmieniających się warunkach. Tę pracę trzeba kochać.
Twoja droga zawodowa zaczynała się w biznesie i komunikacji. Jak to doświadczenie wpłynęło na sposób budowania i skalowania działań fundacji?
Doświadczenia ze świata sztuki, mediów, samorządu i biznesu nauczyły mnie radzić sobie w różnych sytuacjach, albo dały mi odwagę. Nauczyły odpowiedzialności za relacje i rezultaty. Praca z różnorodnymi zespołami, partnerami, bezpośrednio wpłynęła na pewność, że razem możemy przenosić góry.
Działalność Fundacji jest oparta o relacje z ludźmi, którzy chcą tej samej zmiany. Ogromne znaczenie ma dla mnie przyjaźń prof. Adama Jelonka, współtwórcy fundacji w Polsce, z którym pracuję. To nieustanna nauka i rozwój w relacji międzypokoleniowej. Prof. Jelonek jest legendą jak dr Audrey Evans. Ich wizja lepszej medycyny, pełnej szacunku dla emocji dziecka i rodziny porwała i zmieniła wielu ludzi!
Nie trzeba kończyć medycyny ani być pacjentem szpitali dziecięcych, by rozumieć wagę konieczności inwestycji, zmian, postępu kulturowego w szpitalach. Można bez osobistego doświadczenia choroby zadbać o tę część naszego wspólnego życia, o dzieci, o innych, bo 1,5% jest na wyciągnięcie ręki. Właśnie na platformach pojawił się film „Audrey’s Children”. Philly-Based Biopic ‘Audrey’s Children’ Spotlights Unsung Hero Of Pediatric Cancer Treatment
Kino oddaje hołd jednej kobiecie, która nigdy się nie poddawała i nie mówiła „Nie da się”. Producentka i scenarzystka Julia Fisher Farbman została zainspirowana do stworzenia filmu biograficznego o dr Evans, gra ją Natalie Dormer, aktorka znana z „Gry o tron”, po przygotowaniu jej portretu w serii Modern Hero – cyklu dokumentów opowiadających o niezwykłych kobietach.
Farbman mówi, że najbardziej poruszające są tysiące komentarzy ludzi, którzy poznali dr Evans. „Żyją dzięki niej, poszli na studia medyczne, mieszkali w Domu Ronalda McDonalda…”.
Co było kluczowe, by misja „Aby rodzina mogła być razem” stała się trwałym systemem wsparcia?
Kluczowa była zmiana podejścia do obecności rodziny w szpitalu oraz gotowość środowiska medycznego do traktowania rodziców jak istotnych partnerów w procesie leczenia. Równolegle budowaliśmy partnerstwa z instytucjami publicznymi, które formalnie dawały zgodę na wprowadzanie zmian, bo zaczyna się od infrastruktury – Domów Ronalda McDonalda i Pokoi Rodzinnych – a równolegle zmienia się standardy opieki nad rodziną. Wiemy, jak budować partnerstwa na dekady. Wiemy, jak przekonywać Ministrów Zdrowia, Uniwersytety. Odwołujemy się do faktów. Badacze, psychologowie, psychiatrzy, neurolodzy, Polska Akademia Nauk, akcentują:
– problemy rodziców i zdrowego rodzeństwa w rodzinie, w której jest chore dziecko, należy traktować jako nie mniej ważne niż leczenie choroby, zapobieganie zaburzeniom w rozwoju dziecka, oraz należy dążyć do optymalizacji funkcjonowania całej rodziny.
– choroba dziecka powoduje zmiany w warunkach życia rodziny, zmienia istniejące wzory jej funkcjonowania i może stać się przyczyną nasilania napięć i konfliktów między członkami rodziny. Konieczna staje się mobilizacja wewnętrznych zdolności adaptacyjnych systemu rodzinnego. Rodzina nie może być sama.
Najważniejszy jest zespół medyczny i jego otwartość, uważność, gotowość na komunikacja z rodziną. 24 h obecność rodzica z dzieckiem jest już prawem a nie przywilejem a warunki pobytu stale się zmieniają na lepsze. Prawo do obecności w szpitalu z dzieckiem zostało przegłosowane przez polski parlament w 2010 roku, rok po otwarciu pierwszego polskiego programu Pokoju Rodzinnego w IPCZD. Powszechna wola zmiany sytuacji dziecka i rodziny już dłużej nie mogła pozostawać w zawieszeniu, potrzeba było jednoznacznego aktu prawnego. Już dłużej po staremu być nie mogło. Fundacja, uruchamiając Pokój, dostarczyła sprawdzonego na świecie programu, stworzyła „dom na terenie szpitala”, dedykowany rodzicom. Do dziś korzystało z niego ponad 100 000 rodziców.
Pokojem w IPCZD w Warszawie dostarczaliśmy informacje, czego potrzeba, by przygotować szpital na stałą obecność rodzica i w tym samym czasie ruszyły przygotowania do budowy pierwszego Domu, który jest bardzo ważnym elementem szpitala przyjaznego rodzinie.
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie, prof. Maciej Kowalczyk, prof. Walentyna Balwierz, dr Anna Wojnar, i Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum były gotowe na Dom i doceniały wagę FCC. To było i jest historyczne partnerstwo. Polska z pomocą ludzi McDonald’s Polska pierwsza wśród krajów bloku wschodniego zbudowała Dom Ronalda McDonalda. Domy to najważniejszy na świecie program dla wszystkich Fundacji Ronalda McDonalda. Jesteśmy siecią niezależnych NGO-sów, które realizują misję dr Audrey Evans i często zdarza się, że te same rodziny lecząc się mieszkają w Domach i w swoim kraju i gdzieś na świecie, gdzie jadą po leczenie. Polacy są w każdym z blisko 400 Domów, i w Europie i w USA, w Australii czy Japonii. 10 lat funkcjonowania Domu w Krakowie dziś jest punktem odniesienia dla kolejnych polskich Domów, ale było też ważne dla pierwszego Domu w Pradze przy szpitalu Motol, który działa od 3 lat, i dla Domu, który na pewno ukraińska fundacja zbuduje w Kijowie obok szpitala Ohmatdyt.
Od 5 lat temu pomagamy pacjentom szpitala DSK UCK WUM w Warszawie, bo zbudowaliśmy Dom w kampusie przy Żwirki i Wigury, a obecnie kończymy trzeci Dom przy warszawskim Instytucie „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”. Wiemy, gdzie i jak budować, a szpitale wiedzą, jak przygotować się do partnerstwa z Fundacją na co najmniej 50 lat. Myślimy długoterminowo.
Jak buduje się zaufanie i długofalowe relacje w tak złożonym ekosystemie?
Zaufanie buduje się konsekwencją, przejrzystością i dotrzymywaniem zobowiązań. Nasze programy z zasady są projektowane na dekady, dlatego relacje z partnerami, donatorami i instytucjami publicznymi muszą być oparte na wspólnych wartościach i odpowiedzialności. Nie wyobrażam sobie, abyśmy zrobili coś za co musielibyśmy się wstydzić, za co wstydziliby się nasi donatorzy. Skoro 50 lat temu dr Audrey Evans potrafiła na zaufaniu i szacunku zbudować wizję ogromnej zmiany, otworzyć prowadzony przez siebie oddział onkologii w Children’s Hospital of Philadelphia (CHOP), stworzyć pierwszy Dom, a potem kolejne, które zmieniły sytuację milionów dzieci i rodzin w Ameryce a potem na świecie, to byłoby głupotą zrobić coś wbrew i na odwrót. Dziś ludzie podróżują tysiące km po zdrowie, ale wiedzą, że tam, gdzie jadą, czeka na nich Dom. Dotrzymujemy zobowiązań choć zawsze jest to wynik pracy i odpowiedzialności ogromnej rzeszy ludzi.
- Gdzie dziś przebiega granica między realnym zaangażowaniem a deklaracją w CSR?
Granica przebiega tam, gdzie działania przestają odpowiadać na realne potrzeby. Autentyczny CSR to długofalowe partnerstwa, a nie jednorazowe akcje dla dobrych reelsów. Liczą się adekwatność, ciągłość i realny wpływ na rzeczywistość. Zarówno pracownicy jak i opinia publiczna dobrze sobie radzą z oceną działań CSR i umieją oddzielić ziarno od plew. Dobry CSR to powód do wielkiej dumy!
Jakie wyzwania są dziś największe z perspektywy organizacji pozarządowych w ochronie zdrowia?
Największym wyzwaniem są zmiany systemowe i regulacyjne oraz brak narzędzi realnie doceniających donatorów. Kluczowe jest tworzenie stabilnych mechanizmów wsparcia filantropii oraz współpracy sektora publicznego z organizacjami społecznymi.
Od lat powtarzamy, że kluczowe jest realne docenienie donatorów poprzez narzędzia podatkowe. Pozwólmy na odliczanie darowizn od podstawy opodatkowania. Podziękujmy ludziom, którzy oddają swoje pieniądze, by przyspieszyć zmiany w ważnych dla nich obszarach czy zwyczajnie dlatego, że mogą pomóc. Medycyna, edukacja, sztuka, sport, innowacje – wszystkie dziedziny życia wzmocnią się dzięki mecenatowi.

Jak łączyć globalne standardy z lokalnymi potrzebami?
Globalne standardy Fundacji Ronalda McDonalda opierają się na ponad 50 latach doświadczeń, badaniach, codziennej pracy naukowej, którą dla amerykańskiej globalnej Fundacji zajmuje się m.in. University of California San Francisco. Mamy dostęp do stale aktualizowanej wiedzy. Łączymy ją z lokalnymi realiami, adaptując rozwiązania do naszej kultury, systemu ochrony zdrowia i potrzeb rodzin, tu u nas, bez utraty jakości i sensu programu.
Szpital kierujący rodzinę do Domu Ronalda McDonalda, czy to się dzieje w Krakowie, Warszawie, czy gdzieś na świecie wie, że pierwszą i podstawową zasadą jest potrzeba emocjonalna dziecka, odległość miejsca zamieszkania rodziny od szpitala i potrzeby zdrowego rodzeństwa. Każda rodzina jest inna. Rodzina to samotna mama z trójką dzieci, czy samotny tata.
Domy Ronalda McDonalda w Polsce pomagają bezpłatnie, a rodziny mieszkają u nas dokładnie tak długo, jak tego potrzebują, jak długo trwa czas leczenia w szpitalu. Najdłuższy pobyt w domu krakowskim to 382 dni, a w domu warszawskim to 575 dni.
Wszystkie Domy łączy bliskość, definiowana na wiele sposobów. Budujemy na wyciągnięcie ręki od szpitali. Gdyby nie Domy, czy w bliskiej odległości od szpitala można zamieszkać? Czy nie mając doświadczenia choroby zastanawiamy się nad tym, jak ludzie sobie w takich sytuacjach radzą? Raport JLL o dostępności hoteli, mieszkań, otwiera oczy na codzienną sytuację rodzin: https://frm.org.pl/sytuacja-mieszkaniowa-w-okolicach-szpitali-pediatrycznych-raport-jll/
Każdy z Domów odpowiada lokalnej definicji domu i lokalnym wyobrażeniom o tym, czego potrzeba, by poczuć się jak w domu. Polskie domy są inne niż amerykańskie, francuskie czy jakiekolwiek inne. Jednak sposób, w jaki program jest skonstruowany, w jaki dba się o poczucie bezpieczeństwa, komfortu całej rodziny dziecka, w jaki sposób daje się rodzinie możliwość normalnego życia, mimo zupełnie ekstraordynaryjnej sytuacji, jaką jest wyjazd z własnego domu i zamieszkanie w pobliżu szpitala, jest czymś, co łączy wszystkie Domy na całym świecie. My jesteśmy w Domach blisko na wiele sposobów i rodziny są z sobą blisko.
Jak wygląda podejmowanie trudnych decyzji, gdy w grę wchodzą liczby i ludzkie historie?
Decyzje podejmowane są zespołowo – mamy Radę, społecznych ekspertów oraz Zarząd. 25 lat spożytkowaliśmy równocześnie na budowę programów i społecznego zaplecza. Doświadczenie i współodpowiedzialność pozwalają tej grupie ludzi demokratycznie i transparentnie podejmować przemyślane decyzje.
W roli prezeski organizacji wspierają mnie ludzie o ogromnej wiedzy i autorytecie. Profesor Adam Jelonek, współtwórca Fundacji, jest prezesem honorowym naszej organizacji. Profesor Wiesław Jędrzejczak, legenda polskiej onkologii i hematologii, jest wiceprezesem zarządu. Dr Piotr Cyburt, doświadczony manager, bankowiec, w roli wiceprezesa, jest kolejną osobą, na której pomoc codziennie mogę liczyć.
W roli dyrektorki wykonawczej przez 10 lat zbudowałam zespół, który, tak jak Zarząd, Rada, jest przykładem pasji, kompetencji, unikalnych osobistych umiejętności połączonych z ogromną wrażliwością społeczną, kulturą, talentem organizacyjnym, zdolnością poszukiwania najlepszych, a nie tylko lepszych rozwiązań, gdy mają one stać się formą pomocy, powtarzalnym rozwiązaniem. Czy programem. Jako Polska stworzyliśmy lokalny program „Łóżka dla rodziców”. To „Rodzić po ludzku” dla pediatrii. Profesor Adam Jelonek i ludzie fundacji od 2010 roku, w chwili, gdy poczuliśmy się współodpowiedzialni za stworzony przez nas pierwszy w Polsce szpital w całości przyjazny rodzinie, czyli DSK UCK WUM w kampusie Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, postanowiliśmy, że na tym nie poprzestaniemy.
Zespół fundacji to są mistrzowie w swoim fachu. Czuliśmy, że dziecko w szpitalu, rodzic w szpitalu to jest wielkie cywilizacyjne wyzwanie. Rodzić po ludzku, chorować po ludzku, leczyć po ludzku, wszystko, co zaczyna się w pediatrii, zmienia się na lepsze, potem przenosi się do szpitali dla dorosłych i będzie wybawieniem dla naszych rodziców, dziadków. Wielu łez, lęków, stresu, z którymi wiąże się pobyt na oddziale osoby nie tylko schorowanej, ale też starej i samotnej, można uniknąć. Bezbronność dziecka, bezbronność seniora, to jest dokładnie ten sam temat, którego nie warto odkładać na później.
Strategicznie w przypadku bardzo ważnych decyzji zarządczych, personalnych, finansowych zawsze możemy jako Fundacja liczyć na fachowców, ekspertów, ludzi z innych NGO-sów oraz na Fundatora.
Jesteśmy uważani, a słyszymy to od otoczenia Fundacji, za transparentną, rzetelną, słowną organizację pożytku publicznego. Nasze sprawozdania czekają na zainteresowanych na naszej stronie www.frm.org.pl, raporty i dane operacyjne są powszechnie dostępne, dzielimy się wiedzą z firmami i instytucjami, z którymi współpracujemy, aby informacje służyły jak najlepiej naszemu rozwojowi.
Jakie elementy systemu wsparcia rodzin wymagają dziś największego wzmocnienia?
Najważniejsze jest wsparcie psychologiczne, dobra komunikacja, szacunek oraz traktowanie rodziny jako integralnej części procesu leczenia. Opieka nad całą rodziną dziecka chorującego buduje odporność i poczucie bezpieczeństwa i dzieci i ich bliskich i zapobiega wielu społecznym kosztom. Jeśli dziecko straci możliwość dostania się do wymarzonej szkoły, bo spędza w szpitalu rok przed egzaminem 8-klasisty, czy to nie jest przeogromna strata i obciążenie? Czy jeśli ludzie rozstają się w trakcie leczenia dziecka, bo nikt im nie pomaga mierzyć się z emocjami, to tracą tylko oni, czy ich dzieci, rodzina wokół i my wszyscy? Samotni, nieszczęśliwi, przestraszeni ludzie podejmują gorsze decyzje.
Jak symboliczny moment zmiany nazwiska zbiegł się z otwarciem drugiego Domu?
Moje życie zawodowe jest intensywne, a w czasie, gdy budujemy Domy to już jest zupełnie ekstraordynaryjny porządek i nie zdecydowałabym się na ślub i utrudnienie procesu formalnego budowy, zmianę w KRS, zmiany w pozwoleniach etc.
Zmiana nazwiska to byłaby komplikacja, zupełnie niepotrzebna, bo kandydat na męża deklarował, że będzie czekać i nie rozmyśli się. (śmiech)
Mam ogrom radości z doprowadzania rzeczy do końca. Ślub to bardzo osobisty moment, ale świadomie wybrałam dzień, który połączył życie prywatne z fundacyjnym, bo Dom dla szpitala DSK UCK WUM to było spełnienie marzeń i wielka radość! Nie tylko moje marzenie, ale wielu ważnych dla Fundacji ludzi, prof. Jelonka, prof. Wielgosia, Małgosi Rejnik – kanclerz WUM na etapie budowy, dziś już ś.p. prof. Michała Matysiaka, szefa onkologii, który nie mógł się na Dom doczekać, ludzi Rady, Fundatora i wszystkich naszych donatorów. Otwarcie Domu i zmianę nazwiska dograłam tak, że gdy Inspektorat Nadzoru Budowlanego dał sygnał, że wysyła dokument potwierdzający odbiór, mąż był gotów i stawił się w urzędzie w dzień roboczy o 13.00, aby 20 minut później mieć mnie za żonę.
Jak dbasz o własne granice i długofalową energię do działania?
Czerpię energię i przyjemność z relacji z ludźmi, rozmów nad ważnymi albo inspirującymi dla mnie tematami i ze wspólnej pracy. W Fundacji jesteśmy w grupie. Kawa, śmiech, albo taniec, też są dla mnie odżywcze.
Nie daję się, nie mówię sobie, że nie dam rady, bo mam inne życiowe doświadczenia. Wierzę w proszenie o pomoc, w zapraszanie do pomocy, w dzielenie się odpowiedzialnością i w taką naturalną, regenerującą siłę dobrych relacji. Kiedy Fundacja pokazuje honorową ścianę w Domach, to zawsze robimy to z ogromną dumą i za każdym razem to może być inna opowieść, bo ja znam, my znamy tych wszystkich ludzi i firmy. Mamy wspólną historię i to daje poczucie, że możemy na siebie liczyć. Nasze razem to nie jest nośne hasło. Otacza mnie wiele kobiet, dziewczyn i często mówię do nich, siostro, bo są więcej niż koleżankami z pracy. A jak mówię, Bracie, to to też ma znaczenie.
Jaką jedną myśl przekazałabyś osobom, które chcą się angażować społecznie?
Nie czekaj. Znajdź ludzi, którzy robią rzeczy ważne i czujesz, że chcesz mieć swój udział, odezwij się i spróbuj. Wszystko zaczyna się od decyzji, by zacząć a potem od wytrwałości i rozumienia, że jest się częścią zespołu, który na sobie polega. Wolontariat i filantropia to są powody do dumy, tym można się szczycić i opowiadać o tym przy Wigilii całej rodzinie całe życie! A potem miną pokolenia i prawnuki będą mówić: A nasza babcia była wolontariuszką i filantropką i my teraz kontynuujemy jej dzieło! Piękna opowieść.

Są organizacje, które pomagają. Są też takie, które zmieniają sposób myślenia o pomaganiu. Fundacja Ronalda McDonalda należy do tej drugiej grupy, bo łączy wrażliwość z systemem, emocje z kompetencją i misję z odpowiedzialnością na dekady.
W tej rozmowie wybrzmiewa coś szczególnie ważnego: że prawdziwe przywództwo w sektorze społecznym nie polega na deklaracjach, lecz na konsekwencji. Na budowaniu partnerstw, które przetrwają lata. Na decyzjach podejmowanych z myślą o dzieciach, rodzinach i przyszłych pokoleniach.
Dziękujemy za tę rozmowę i za przypomnienie, że pomaganie może być jednocześnie czułe i profesjonalne. A misja, jeśli zostanie dobrze zbudowana, może stać się systemem, który działa niezależnie od czasu.
Wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda
Więcej o Katarzynie Rodziewicz znajdziesz na stronie Fundacji Ronalda McDonalda

