Bogactwo to wybór. Rozmowa z Agnieszką Gaczkowską o sile kobiet, pracy z przekonaniami i mastermindzie, który zmienia wszystko.

Czasem wystarczy jedno zdanie, by coś w nas pękło. Albo się wreszcie poskładało. Agnieszka Gaczkowska – mentorka, coachka ICF i twórczyni marki OPLOTKI – wie, że kobiety potrzebują dziś nie tyle kolejnych strategii, ile bezpiecznej przestrzeni, w której mogą przestać udawać, że „wszystko ogarniają”. Zbudowała tę przestrzeń w sposób, który wykracza poza szablony mentoringu – oparty na zaufaniu, autentyczności i głębokiej pracy z przekonaniami. W rozmowie opowiada o tym, dlaczego mastermind finansowy zaczyna się w głowie, jak wygląda prawdziwa inwestycja w siebie i czemu bogactwo nie ma nic wspólnego z cyframi na koncie – a wszystko ze świadomością, jaką mamy o sobie. To wywiad, który warto przeczytać z uważnością – być może okaże się Twoim pierwszym krokiem do zmiany.

Agnieszka Gaczkowska

Agnieszka Marzęda: Od lat tworzysz przestrzeń dla kobiet w biznesie, ale robisz to w zupełnie inny sposób niż „standardowy mentoring”. Jak zdefiniowałabyś własny styl pracy jako mentorki?

Agnieszka Gaczkowska: Zmiana paradygmatu nauczycielka-uczeń na rzecz kręgu.

W pracy mentoringowej dosyć szybko zauważyłam, że linearność, którą wynosimy z tradycyjnego modelu kształcenia jest tylko pozorna. Od wieków byliśmy zaprogramowani na bardziej organiczną wymianę wiedzy i doświadczenia.

Wyobraź sobie krąg mędrców przy ognisku zamiast nauczycielki przy tablicy.

Mocno upraszczając – mamy tutaj naturalny odwrócony mentoring, ale i wiele więcej: burzę mózgów, krytyczny proces autokorekty formatu, pętlę ciągłego feedbacku, możliwość jednoczesnego bycia w butach nauczyciela, ucznia, sędziego i … CEO podejmującej strategiczne decyzje.

To dlatego z uporem maniaka facylituję format 4-osobowych mastermindów biznesowych, w których przepływ wartości nie tylko odbywa się kanałem ja-grupa, ale staje się siatką wzajemnych współzależności. Branie i dawanie staje się bardziej organiczne, stawia poprzeczkę dynamiki przepływu treści znacznie wyżej. Każda z nas jest jednocześnie ekspertką i mentee, i żonglowanie tymi tożsamościami sprawia, że tym lepiej rozumiemy nasze grupy docelowe.

Oczywiście pracuję również indywidualnie, ale nawet w tym formacie poczujesz różnicę choćby ze względu na 5-warstwowy, bardziej holistyczny sposób naszej pracy.

Pracuję głównie z founderkami skalującymi biznesy online i tu wyznaję zasadę “jesteś najważniejszym zasobem Twojej firmy”. Pracujemy zatem nie tylko na mentalu, narzędziach, strukturze, procedurach, optymalizacji procesów [wiesz, dokąd zmierzam], ale również bardziej holistycznie: “przy człowieku”. W dużym uproszczeniu – włączam tutaj pracę z wartościami, emocjami, energetyką, ciałem i duchowością CEO. Tworzę przestrzeń, gdzie wszystko kręci się wokół większej wizji Ciebie, Twojej firmy, świata, którego jesteśmy częścią.

I wracamy do koła, kręgu.

Tak – gdybym miała zostawić Cię z jednym obrazem oddającym mój styl pracy – to krąg pojawi się w jeszcze wielu graficznych uproszczeniach moich metod, narzędzi, filozofii i praktycznego stylu pracy mentoringowej.

Jesteś certyfikowaną coachką ICF i mentorką wealth. Co w praktyce oznacza to połączenie i jak wspiera Twoje klientki w realnych zmianach?

Biznesowy grunt, w którym zapuściłam korzenie i z którego wyrastałam to branże kreatywne – od architektury (mojego formalnego wykształcenia) po rękodzieło, rzemiosło oraz “rozwojówki”, naturalnie wspierającej terapeutyczne, anty-wypaleniowe aspekty pracy z człowiekiem.

O ile arterapia świetnie ugruntowana wyszła już dawno z gabinetów do mainstreamu (przykładem choćby moda na warsztaty handmade jako formę świadomego wylogowania z tempa codzienności) to ciągle mam niedosyt traktowania HANDMADE jako profesjonalnego narzędzia rozwojowego.

Moja certyfikacja ICF przyszła z przyziemnego powodu – potrzeby formalnego papierka lakmusowego jakości mojej pracy. Podobnie, jak liczne certyfikaty potwierdzające moje kompetencje i uprawnienia do pracy konkretnymi narzędziami rozwojowymi, służą w gruncie rzeczy dawaniu poczucia bezpieczeństwa moim klientkom (No dobra, trochę pompują też moje ego, śmiech).

Pracuję na styku ciała, umysłu, emocji, energetyki i duchowości. W innowacyjny sposób łączę je z praktykami handmade (rozumianego szerzej, niż tylko rękodzieło) i każde formalne narzędzie potwierdzające moje kompetencje przez ugruntowane na rynku instytucje daje moim klientkom pewność, że to nie szarlataneria (której niestety nie brakuje, zwłaszcza w onlajnach), a coś, czego jeszcze nie próbowały i mogą się czuć bezpiecznie w takich eksploracjach.

Z dumą obserwuję przełomy klientek, które niejeden coaching, mentoring, kurs, czy program rozwojowy już “zaliczyły” i potwierdzają, że takiej potęgi głębokiej pracy jeszcze nie doświadczyły.

Podobnie traktuję moją trójstopniową certyfikację jako wealth guide, coach & mentor – to mój manifest walki z mitem “biednego artysty” oraz archetypu kobiety dźwigającej niewidzialną pracę pomocową…

Jako kobiety nie sięgamy (jeszcze) tak śmiało po duże pieniądze, a przecież to takie potężne narzędzie zmiany, wpływu, innowacji.

Dodatkowo jako wrażliwe artystki, kreatywne founderki często gdy przychodzi wybierać – priorytet kładziemy na ekspresję twórczą, zgodność z wewnętrznymi wartościami, relacje.

Dodajmy do tego społeczne obciążenia rolą matki, opiekunki starszych rodziców, wiecznie miłej, pomocnej, dającej innym kosztem siebie, wspierającej, bo tak zawsze kobiety robiły.

Mentorka wealth to bardzo przydatna rola, która pomaga mi w pracy z klientkami pokazywać, że finansowy well-being  nie tylko może iść w parze z holistycznym biznesem opartym na osobistych wartościach, ale jednocześnie pozwala przecierać ten szlak dla kolejnych kobiet.

Od wyceniania niewidzialnej pracy przez docenianie naszych unikalnych kobiecych stylów zarządzania, aż po budowanie całych systemów “kobiecej ekonomii”, która buduje zupełnie nowe struktury finansowe.

Na przestrzeni tych ostatnich 10 lat nie spotkałam klientki, która pod pragnieniem wolności finansowej nie miałaby marzenia o dołożeniu cegiełki budującej wizję lepszej rzeczywistości. Widzę, co moje klientki robią z obfitością finansową, która przychodzi po przełomach w naszej pracy i mam głębokie przekonanie, że świat, który dzięki temu zostawiam po sobie dla mojej trójki dzieci działa ( w końcu), jak powinien.

Spoglądając na historię kobiet w biznesie – czujemy, jak bardzo nowym( dla nas kobiet) jest dźwiganie odpowiedzialności wynikającej z obfitości finansowej. Boimy się dużych pieniędzy, bo widzimy napędzany EGO konsumpcjonizm wielu majętnych liderów i wpadamy w pułapkę pozostawania “małą”, bo nie chcemy się stać “chciwymi panami” . Swoją pracą jako wealth guide mówię temu trendowi NIE! Pieniądze w rękach kobiet są ważnym narzędziem globalnej zmiany, inkluzywnej dla panów

 

Programy Mastermind, które prowadzisz, mają różne profile: od strategicznego, przez finansowy, po międzynarodowy. Czym różnią się te formy pracy i dla kogo są tworzone?

Różne profile mastermindowego formatu to tak naprawdę odpowiedź na aktualne potrzeby klientek.

Sam mastermind to półroczny format 2-godzinnych spotkań na Zoom. Co 2 tygodnie w grupie 4 osób (+ja) rozwiązujemy problemy biznesowe i stawiamy sobie coraz ambitniejsze cele (więcej na https://oplotki.pl/mastermind/ ).

To regularna przestrzeń CEO, która szuka wsparcia na następnym levelu swojego rozwoju, kiedy wyrosła z dotychczasowego otoczenia.

Strategiczny mastermind leży u podstaw mojej wieloletniej praktyki facylitowania takich grup. To przestrzeń eksplorowania “następnego kroku”, odważnych pivotów, decyzji o delegowaniu, zmianie struktury organizacji, czasem nawet o zaczynaniu od nowa, exicie. Brzmi spektakularnie, ale to po prostu efekt uboczny odpowiedniego otoczenia. Klientki często przychodzą, bo szukają inspiracji, motywacji, czują moment spowolnienia, stagnacji lub wewnętrzną potrzebę zmiany w aktualnej działalności. Kiedy pozwalają sobie na słuchanie tej biznesowej intuicji, dzieją się cuda.

Mastermind finansowy i międzynarodowy to efekt domina.

Wiele klientek zostaje ze mną na kolejną i kolejną, i kolejną półroczną “rundę” mastermindów. Naturalnie pojawiła się więc potrzeba pogłębienia, nowych kierunków, dodatkowej propozycji wartości.

Mastermind finansowy to przestrzeń, gdzie laserowo skupiamy się na optymalizacji podatkowej, finansowej, organizacyjnej w firmie. Poruszamy kwestie budowania majątku firmowego oraz osobistego, dziedziczenia, relacji finansowej z naszymi mężami/partnerami. To wszystko pod okiem doświadczonej prawniczki, która nasze innowacyjne pomysły natychmiastowo waliduje z aktualną rzeczywistością księgowo-prawną. Nawet najlepsze pomysły natychmiast zderzamy z przepisami, aby mieć 100% pewność, że poruszamy się w granicach prawa.

Mastermind międzynarodowy przyciąga te klientki, którym praca po angielsku nie jest obca lub chcą wypływać ze swoją działalnością na szersze rynki. Przyciągam kobiety, które, jak ja, nie jeden anglojęzyczny certyfikat mają już w szufladzie i traktują angielski jako portal do bardziej otwartego sposobu myślenia o biznesie. Choć często w grupie same Polki, mówimy tu po angielsku dla treningu. Ze względu na to, że pracuję również po angielsku – w międzynarodowym mastermindzie często pojawiają się nie-polskojęzyczne klientki, dzięki czemu level tych rozmów odkleja się od naszego polskiego zaplecza mindsetowo-finansowo-księgowego. Darzę te grupy wyjątkowym sentymentem, bo utwierdzają mnie w przekonaniu, że Polki mają w sobie jakiś naturalny “gen” przedsiębiorczości, którego ciągle jeszcze nie eksplorują w pełni świadomie. Te międzynarodowe mastermindy pomagają nam go nie tylko dostrzegać, ale zaprzęgać do pracy.

 

Mastermind finansowy od razu przyciąga uwagę. Z jakimi przekonaniami najczęściej przychodzą kobiety, które chcą „uporządkować swoje pieniądze”?

Wydawać by się mogło, że skoro w mastermindach raczej zaawansowane przedsiębiorczynie, które już zarabiają, mają własne firmy, skalują, to temat przekonań wokół finansów jest w miarę “ogarnięty”. W końcu prawie 10 tyś zł na półroczny mastermind to przekonanie, że zwrot z inwestycji czeka za rogiem.

I owszem – jest wiele przekonań, w których moje klientki liderują innym. Mindset przedsiębiorczyni, oswojony strach przed większymi kwotami, umiejętność kalkulowania zysków, podejmowania strategicznych decyzji kierowanych optymalizacją finansowego kursu firmy na zarabianie.

Wszystkie jednak wiemy, że z każdym kolejnym etapem przychodzą nowe odsłony “starych” wyzwań oraz zupełnie nowe przekonania, o których nawet nie myślałyśmy wcześniej.

Dla przykładu, pojawiają się wyzwania na styku finanse firmowe vs. prywatne:

  • Zarabiam więcej, niż mój partner – jak to sobie poukładać na nowo w relacji, by nie sabotować biznesu życiem prywatnym i odwrotnie
  • Czuję ciężar odpowiedzialności finansowej – chcę wspierać idee, które są mi bliskie, ale jak to robić bez ograbiania firmy, bez poczucia, że muszę, że jestem komuś coś winna tylko dlatego, że mi się “powodzi”
  • Czuję się coraz mniej rozumiana przez otoczenie, znajomych, czasem też najbliższą rodzinę – jest takie jakieś skrzywione oczekiwanie, że jak zarabiamy duże pieniądze to już nie mamy problemów, uczuć, wyzwań, coraz częściej nie dostajemy wsparcia od najbliższego otoczenia. Potrzebujemy je więc budować samodzielnie. Dlatego właśnie w mastermindach, gdzie kobiety mierzą się z podobnym poczuciem “samotności na szczycie” – często wypływa przekonanie, które nazywam “obowiązkowa wdzięczność” – czyli nie dawanie sobie prawa pragnienia więcej tylko dlatego, że tak wiele już mamy, “powinnyśmy” być tylko wdzięczne, a nie “mieć apetyt na więcej”
  • coraz częściej pojawiają się wyzwania, które nazywam “najlepsze rzeczy są za darmo, dlatego ich już nie dostaję” – pojawia się jakaś taka de-humanizacja kobiet, które zarabiają coraz więcej, idą po swoje – odmawia się im takich najdrobniejszych ludzkich gestów, jakby musiały płacić za uprzejme traktowanie, ludzkie gesty w ich stronę tylko dlatego, że zarabiają  – uczymy się w mastermindzie radzić sobie z tym mechanizmem, ale też i świadomie mu przeciwdziałać, edukować

Sabotujące nas przekonania wokół finansów na tym poziomie to często mikro-niuanse, które trudno wychwycić w zatłoczonych pokojach. To dlatego moje mastermindy to max 4 osoby (+ moja facylitacja). Kiedy dzielisz się swoim wyzwaniem w przypadkowej grupie, łatwo o “zabetonowanie” blokady, no bo przecież, jak TY możesz mieć TAKIE wyzwania, skoro już TYLE osiągnęłaś. Kiedy na przykład w grupie właścicielek firm skalujących od 200 do 500 tyś rocznie  lub 500 tyś do 1 mln, zaczynamy rozmawiać o relacjach – nagle widzimy ile równoległości w naszych codziennościach. Każda dzieli się swoimi mikro-przełomami, realizacjami, patentami na radzenie sobie z wyzwaniami, jedna- drugą inspiruje do innego sposobu myślenia i wspólnie generujemy rozwiązania. Podstawą do zmiany przekonań jest tworzenie przestrzeni, gdzie możemy o nich bezpiecznie rozmawiać. To nie tak, że kobiety, które już odniosły jakiś finansowy sukces tych wyzwań nie mają. One po prostu rozmawiają o nich w bardziej selektywnych pokojach, w których mogą się bezpiecznie otworzyć, by być zrozumiane.

 

Na stronie programu pojawia się stwierdzenie „Nie uczę Cię inwestować w akcje – uczę, jak inwestować w siebie”. Co dokładnie masz na myśli?

To taki mój mały manifest, dziękuję, że to wyłapałaś.

Od lat inwestuję i jednocześnie uczę się inwestować. Im dłużej w tym “siedzę”, tym więcej pytań “Aga, mam 50 tyś, w co byś to zainwestowała?”. Jak już pośmiejemy się automatycznym odesłaniem do mojego wpisu w Forbes Woman Polska (tutaj link https://www.forbes.pl/inwestowanie/sposoby-na-inwestowanie-srodkow/w7cpdwn ), gdzie niezłomnie namawiam do inwestowania w HANDMADE, to wracamy do niezłomnego “to zależy”. Każda z nas ma inne cele, priorytety, potrzeby. Jak bliżej Ci do mnie to zamiast agresywnego inwestowania w akcje, wolisz bardziej pasywne ETF-y, Indexy, nieruchomości…mimo wolności finansowej kochasz pracować i robisz to bardziej dla samo-realizacji, niż kasy. Może jesteś taka, jak ja, ale i tak ulokujesz swoje 50 tyś inaczej.

Jedyna inwestycja, która zwróci się na pewno i dodatkowo jest wspólnym mianownikiem wszystkich moich klientek (i mnie) – to właśnie inwestycja w siebie. Wiedza, edukacja finansowa, którą facylituję to właśnie taka inwestycja, bo jeżeli Ty inwestujesz czas i energię, by nauczyć się budowania portfolio inwestycyjnego, zaczniesz lubić ciągłe aktualizowanie wiedzy o trendujących instrumentach finansowych, polubisz gadanie o zyskach, ryzykach, inwestycjach…to nigdy nie zadasz mi pytania” “Aga, w co zainwestować?”. Raczej docenisz wartość konstruktywnej dyskusji, różnicy zdań, aktualnej wiedzy i szacunku do Twoich osobistych preferencji i ostatecznie podejmiesz samodzielną decyzję.

Oczywiście, jeżeli chcesz się nauczyć inwestować w akcje (i inne instrumenty) – to podam Ci moje źródła, mentorów polskich, międzynarodowych…ale ostatecznie i tak będzie to Twoja inwestycja w siebie.

W Twoim podejściu mocno wybrzmiewa kobieca wspólnotowość. Dlaczego zaufanie i wzajemne wsparcie w grupie to dziś klucz do skutecznego rozwoju?

Świat pędzi i jednocześnie płonie. Bardziej, niż kiedykolwiek potrzebujemy globalnej zmiany, bo świat, jaki znamy kruszy się na naszych oczach. Epoka napompowanych egocentrycznych jednostek kruszy się. To dlatego traktuję umiejętność budowania współpracy, partnerstw, biznesowych mostów jako priorytet. To nie wisienka na torcie. To krem i wszystkie warstwy biszkopta! Kobieca relacyjność, która traktowana była jako słabość w biznesie to moim zdaniem strategiczna supermoc i nowy paradygmat przedsięwzięć większych, niż my same.

Wszystkie przedsiębiorczynie, jakie znam mają wizję lepszego świata, niż ten, w którym funkcjonujemy i jednocześnie żadna z nas nie ma zasobów, by osiągnąć ten cel sama. We wspólnocie widzę nie tylko romantyczną ideę, ale stalową strategię systemowej zmiany.

Prowadzisz mastermind także po angielsku, otwierając się na klientki z całego świata. Jakie wyzwania i możliwości widzisz w tej międzynarodowej pracy?

Wyzwanie jest jedno – bariera językowa i mindsetowa – ciągle jako Polki boimy się, ze nasz angielski jest niewystarczający, albo, że nasza wiedza, doświadczenie jest za słabe. Jakiś taki wiecznie pokutujący kompleks niższości względem “zachodu”  -na szczęście – coraz mniejszy.

O możliwościach mogłabym bez końca, ponieważ mam niezłomne dowody na to, że w międzynarodowych grupach błyszczymy kreatywnością biznesową, innowacyjnością i umiejętnością szukania szans w zagrożeniach. Dla mnie osobiście ciągła różnica w poziomie wynagrodzeń dla mentorów/facylitatorów grup mastermindowych w PL i “za granicą” jest naturalną możliwością biznesową.

Po ludzku – międzynarodowe klientki cieszą się, że w tak niskiej cenie otrzymują ode mnie proces biznesowy na takim poziomie i polecają w swojej sieci biznesowych kontaktów. Która z nas nie marzy o tym, aby nasza usługa sprzedawała się sama.

Oczywiście korzystam skrupulatnie skupiając się tym bardziej na mojej misji – zapraszaniu Polek do tych międzynarodowych pokojów. Przekłada się to świetnie na wyniki moich klientek. Najczęściej początkowe obawy, językowy próg wejścia, mindsetowe blokady topnieją po pierwszych sesjach i pozostaje morze kolejnych kroków korzyści, mindsetowych zmian, o które trudno byłoby w hermetycznym polskim środowisku.

W ramach OPLOTKI stworzyłaś ekosystem dla kobiet twórczych, przedsiębiorczych, szukających swojej drogi. Jak z biegiem lat ewoluowała Twoja misja?

Oboje moi rodzice to przedsiębiorcy. Zawodowo wybrałam architekturę i po kilku latach przyspieszonej praktyki w Berlinie, Warszawie, szybko założyłam własną firmę. Po macierzyńskiej pauzie wróciłam do kreatywnej ekspresji, która zaprowadziła mnie na te studia. Zaczęłam znów malować, rzeźbić, dziergać, makramować. Zobaczyłam w praktyce hadnmade nie tylko sposób na rozwój osobisty, ale również biznesowy pivot ku sobie. Kiedy zaczęłam prowadzić warsztaty rękodzieła, przemycać nimi biznes, rozwój osobisty, kameralny networking, wiedziałam, że skalowanie to “klonowanie” nas – facylitatorek takiej przestrzeni biznesowego rozwoju pod pretekstem kreatywnej pauzy. Kiedy zaczęłam mentorować ceramiczkom, tkaczkom, artystkom handmade najróżniejszych technik, wiedziałam, że najcenniejsze, co dostają to biznesowe i mindsetowe narzędzia budowania własnych firm. Wiedziałam, że w ten sposób “produkuję” swoje przyszłe partnerki biznesowe.

Kiedy OPLOTKI zaczęły obsługiwać duże korporacje ( warsztaty rękodzieła online, eventy stacjonarne, zwłaszcza świąteczne warsztaty rękodzieła) zobaczyłam, jak wiele możemy eksportować z branży hadnamde dla dużego biznesu. Well- being, tworzenie nieformalnej przestrzeni wymiany informacji, transformacji, empowermentu. To wtedy pojawiły się biznesowe mastermindy kierowane do kobiet z biznesu online, z czasem też stacjonarnego. Często były to panie, które po latach w korporacji zaczynały własne firmy, ale z mindsetem doświadczonej managerki/CEO, nie początkującej. Teraz mam wrażenie, że zataczam koło ( mówiłam, że ten krąg jest wszędzie). W moich mastermindach spotykam architektki, coachki, menagerki, terapeutki, psycholożki, właścicielki firm stacjonarnych wchodzące do onlajnu i właścicielki online-imperów stawające pierwszą siedzibę stacjonarną. Łączy je jedno. Bliskie mi samej przekonanie, że świat pędzi w takim tempie, że każda z nas zdoła zrobić zaledwie mały kawałek tej globalnej zmiany. Wszystkie wiemy, że łączenie sił to jedyne sensowne narzędzie do nadążania, skalowania przychodów, optymalizowania czasu.

Mam też przekonanie, że po prostu lubimy te spotkania. Był etap, kiedy bawił “browar na starym”, teraz preferujemy rozwijającą dyskusję pozwalającą up-date-ować biznesową wiedzę w przyjaznej atmosferze wspólnych celów. Mam poczucie, że niezależnie, czy spotykamy się podczas biznesowych mastermindów, czy na ceramice przy winie, jest nam ze sobą równie dobrze w tym ekosystemie wzajemnej inspiracji, challengowania do pójścia po więcej i nieustannego wzrostu.

Mówisz często, że „bogactwo to wybór”. Co to znaczy w praktyce i jak pomagasz kobietom dokonywać tego wyboru z odwagą?

Bogactwo to wybór, bo w świecie plastikowych przekazów potrzebujesz laserowej klarowności w samodzielnym definiowaniu, co to BOGACTWO znaczy dla Ciebie.

Ja używam do tego hasła SUKCES HANDMADE – nie tylko rozumianego jako ten z branży rękodzieła, ale taki definiowany własno-ręcznymi (hand-made) krokami, wyborami, decyzjami. Dla jednej to wyścig po pierwszy milion, dla wielu (zwłaszcza po tym przysłowiowym milionie) świadome spowolnienie i więcej czasu na siebie, bliskich, relacje.

Kiedy jako właścicielka renomowanego studio architektury z puchnącym kontem doświadczyłam desperackiego braku czasu na dwójkę ( obecnie trójkę) dzieci, po raz pierwszy zrozumiałam naszą desperacką potrzebę trójwymiarowości definicji bogactwa.

No bo jak przeliczyć wewnętrzny spokój na tysiące na koncie. Jak wycenisz obecność w dniu najważniejszego meczu córki i luksus powiedzenia “nie” klientowi, który kieruje się nie twoimi wartościami.

Mam poczucie, że moja praca to nie tyle uczenie dokonywania wyboru, bo w środku każda z nas wie dokładnie czego tak na prawdę pragnie.

Moja robota to doprowadzenie Cię do takiego miejsca w sobie (wewnętrznie) i w biznesie (zewnętrznie, finansowo, mindsetowo), gdzie bez wstydu, strachu i sztucznej skromności dokonujesz własnych wyborów, które są w 100% zgodne z tym, co tu i teraz czujesz.

Dla mnie to prawdziwe bogactwo i wolność, której życzę każdej kobiecie.

Masz własną rodzinę, dzieci, prowadzisz kilka projektów równocześnie. Co pozwala Ci zachować równowagę i nie wypalić się po drodze?

Świetne pytanie, dlatego, że zawarłaś w nim odpowiedź. Właśnie równowaga, albo właściwie maniakalne do niej dążenie jest moją odpowiedzią.

Kiedy czuję, że biznes zaczyna wchodzić na głowę, stawiam na więcej czasu z rodziną, czy przy ulubionym rękodziele. Kiedy sypie się prywatnie, znajduję poczucie bezpieczeństwa w finansowych inwestycjach, ukojenie myśli i poczucie wpływu w biznesie. Zauważyłam, że symptomy nadchodzącego wypalenia pojawiają się u mnie, kiedy za mocno zafiksuję się na jednym celu. Danym temacie w obsesyjnym kręceniu się w kółku. Z czasem nauczyłam się żonglować wieloma piłeczkami. Kiedy jedna zaczyna palić w dłoni, rzucam ją wysoko w powietrze i łapię następną, trzymam tak długo, aż przyjdzie czas na następną i tak w kółko. Po ludzku – nauczyłam się puszczać, parkować pomysły, parkować w czasie i wracać z nową energią – jakbym rysowała piętrowo kółka zamiast linii.

Skutecznym sposobem na dokładanie piłeczek kolejnych brandów, projektów, biznesowych, czy rodzinnych jest delegowanie, automatyzacja, przekazywanie odpowiedzialności i projektów ludziom, których poznaję na swojej ścieżce. Patrzę na to trochę, jak na żonglerkę w parach, trójkach…a z czasem w całej sieci. Jakoś łatwiej dać sobie pozwolenie na “upuszczenie piłeczki”, kiedy wiesz, że jest komu ją podnieść. Paradoksalnie…to pozwala na żonglerkę z większą wprawą, odwagą i poczuciem bezpieczeństwa…zamiast trzęsących dłoni.

Czy pamiętasz moment, kiedy sama poczułaś, że jesteś „właściwą osobą na właściwym miejscu”? Co wtedy robiłaś?

Właściwie były 2 takie momenty.

Pierwszy – kiedy jako właścicielka świetnie prosperującego studio architektury poczułam jakbym życiowo przegrała tylko dlatego, że jednocześnie chciałam mieć czas na świadome macierzyństwo. Nie miałam pojęcia, jak to połączyć w standardowej architekturze, więc dałam sobie pozwolenie, by wybrać rodzinę. Dzięki chwilowej pauzie architektonicznej przyszły najpiękniejsze wspomnienia jako matki i jednocześnie powrót do kreatywności twórczej ekspresji. Jakbym znalazła dodatkowy most łączący nie tylko mnie i moje dzieci, ale też mnie z własnym wewnętrznym dzieckiem. Gdybym nie miała czasu malować, dziergać z dzieciakami, pewnie nie narodziły się pierwsze O-PLOTKI – czyli Oplatanie przy  PLOTKowaniu, jak pieszczotliwie nazywały nasze pierwsze warsztaty rękodzieła koleżanki z architektury. Nie byłoby obecnej potęgi OPLOTKI.pl !

Wtedy byłam właściwą osobą by podjąć decyzję i choć mąż pukał się w głowę (“Hormony laktacyjne, czy co? Jak możesz zrezygnować z takiego biznesu, by “siedzieć w domu”?!”) , znajomi po fachu nie dowierzali (“Serio?! Oddajesz mi takiego klienta, by mieć więcej czasu na Duplo na dywanie z dziećmi?”) a ja sama miałam tonę wątpliwości.

To był pierwszy raz, kiedy wiedziała, że jestem nie tylko właściwą, ale i jedyną osobą, która zadba o to, abym dalszą część życia przeżyła w zgodzie z moimi wartościami.

Reszta to historia marki oplotki.pl

Druga to moment, kiedy solidnie wkurzył mnie fakt, że branża HANDMADE ciągle traktowana jest jako wacikowa i taka trochę niepoważna. To wtedy powstały moje pierwsze biznesowe mastermindy dedykowane kobietom z innych branż. Wiedziałam, że kiedy wyeksportuję tą biznesową kreatywność i przepastne zasoby know-how z branży rękodzieła rozwojówki, znajdę sojuszniczki w walce o więcej szacunku dla kobiecych biznesów budowanych na fundamencie osobistych wartości.

Nie pomyliłam się. Kiedy zaczynałam, nie było na polskim rynku takich mastermindów. Wiedziałam, że nie tylko jestem właściwą osobą na właściwym miejscu, by je stworzyć, ale że otwiera się dla mnie nowy biznesowy rozdział…

Tak powstała marka agnieszkagaczkowska.pl

Te momenty pokazują mi również równoległość historii moich klientek. Kiedy całą sobą CZUJEMY, że czas na nowe, na zmianę, na wyjście z wygodnej koleiny…potrzebujemy ekosystemu wzrostu. Jestem ogromnie dumna, że moje mastermindy to właśnie taka przestrzeń. Mam nieodparte wrażenie, że tworzymy tutaj historię biznesu. A gdyby ta opowieść miała stać się książką, ten rozdział napiszą przedsiębiorcze kobiety.

I będzie miał tytuł https://oplotki.pl/mastermind/

Dokończ zdanie: Bogactwo zaczyna się od…

Bogactwo zaczyna się od przekonania, że masz więcej, niż potrzebujesz i masz się czym podzielić.

W myśl zasady “pomnożysz, dzieląc się” oddaję moim klientkom wszystko, co wiem i wraca to do mnie innowacyjnymi partnerstwami, współpracami, projektami, kierunkami rozwoju o których nawet nie marzyłam. Dla mnie to bogactwo życiowych doświadczeń, relacji, lekcji które ciągle rośnie. Życzę tego każdej z nas – zarówno biznesowo, jak i życiowo.
Dziękuję za rozmowę,

Bardzo dziękujemy Agnieszce Gaczkowskiej za tę inspirującą rozmowę, pełną odwagi, szczerości i praktycznych wskazówek dla kobiet, które chcą świadomie budować swoje życie i biznes. Jej doświadczenie pokazuje, że bogactwo naprawdę zaczyna się od wyboru i od decyzji, by żyć i działać w zgodzie ze sobą.

Wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda

Więcej o Agnieszka Gaczkowska znajdziesz na jej profilu.

Jeśli chcesz, by historia Twojej marki, pasji i drogi znalazła się na łamach LadyBusiness.pl – tak jak ta rozmowa – napisz do nas na adres: pr@ladybusiness.pl. Z przyjemnością poznamy Twoją opowieść.


Udostępnij