Sparing partner w rozwoju biznesu – wywiad z Renatą Żukowską
W świecie biznesu, który coraz częściej gloryfikuje tempo, skalę i spektakularne wzrosty, coraz wyraźniej widać potrzebę innego rodzaju wsparcia – opartego na refleksji, rozmowie i świadomym podejmowaniu decyzji. Dla wielu przedsiębiorców, szczególnie prowadzących mikro i małe firmy, największym wyzwaniem nie jest dziś brak wiedzy czy ambicji, lecz samotność decyzyjna, przeciążenie rolami i presja, by nieustannie „radzić sobie samemu”. To właśnie w tym miejscu pojawia się potrzeba kogoś, kto nie narzuca gotowych rozwiązań, ale pomaga uporządkować chaos i zobaczyć pełniejszy obraz.
Renata Żukowska, doświadczona menedżerka, była liderka w sektorze finansowym, a dziś sparing partnerka w rozwoju biznesu, od lat pracuje z przedsiębiorcami i przedsiębiorczyniami na styku strategii, decyzji i realnych ograniczeń codziennego prowadzenia firmy. W rozmowie opowiada o drodze z korporacji do pracy z sektorem MŚP, o znaczeniu bezpiecznej przestrzeni do myślenia, o cyfryzacji rozumianej jako proces odzyskiwania kontroli, a nie technologicznej rewolucji, oraz o roli kobiet w biznesie i systemowych zmianach, które wciąż są przed nami.
Agnieszka Marzęda: Przez wiele lat pracowałaś na wysokich stanowiskach w sektorze finansowym, w tym w Grupie Giełdy Papierów Wartościowych. Co skłoniło Cię, by po latach w korporacji rozpocząć zupełnie nowy etap zawodowy?
Renata Żukowska: Po latach pracy w dużych organizacjach doskonale znam i rozumiem mechanizmy działania biznesu prowadzonego na dużą skalę. Brakowało mi jednak większego poczucia realnego wpływu na decyzje i ludzi po drugiej stronie stołu. Zawsze z dużą ciekawością przyglądałam się małym i średnim firmom. Światowi, w którym decyzje zapadają szybciej, odpowiedzialność jest większa, a skutki natychmiastowe.
Na Giełdzie odpowiadałam z dwie spółki zależne, więc dobrze wiem, jak to jest być jednoosobowym zarządem. Kiedy wszystko jest „na Twojej głowie”, a decyzje podejmujesz w ciszy, bez możliwości konfrontacji. Dlatego zawsze świadomie budowałam wokół siebie grono ludzi – partnerów do rozmowy, zadawania trudnych pytań, sprawdzania scenariuszy. To oni dawali mi klarowność i odwagę do działania.
Z tych doświadczeń naturalnie narodziła się moja rola dziś: sparing partnera w rozwoju. Czyli bycie blisko przedsiębiorcy – nie z pozycji eksperta na dystans, ale jako osoba, która towarzyszy w procesie, pomaga porządkować chaos, zadawać właściwe pytania i podejmować decyzje we własnym tempie. Bo prawdziwe wsparcie nie polega na gotowych odpowiedziach, tylko na tworzeniu przestrzeni, w której można je bezpiecznie znaleźć.
Zbudowałaś bogate doświadczenie menedżerskie w dużych instytucjach, a dziś wspierasz mikro i małe firmy. Co najbardziej zaskoczyło Cię w pracy z sektorem MŚP?
Najbardziej zaskoczyła mnie skala sprawczości – i jednocześnie skala obciążenia. W mikro i małych firmach decyzje zapadają szybko, odpowiedzialność jest ogromna, a właściciel lub właścicielka łączy w jednej osobie rolę dyrektora finansowego, handlowca, HR-owca i stratega. To daje dynamikę, ale też ogromną samotność decyzyjną.
Szczególnie wyraźnie widać to u kobiet, które bardzo często prowadzą biznes „pomiędzy” – firmą, domem, relacjami i społecznymi oczekiwaniami. Brakuje im bezpiecznej przestrzeni, by na chwilę się zatrzymać, przegadać wątpliwości, sprawdzić scenariusze bez presji, że każda decyzja musi być od razu „idealna”.
Bezcenna jest rola kogoś, kto pomaga uporządkować priorytety, nazwać wyzwania i przełożyć chaos na decyzje. Nie po to, by wyręczać, ale by dać wsparcie w myśleniu i odwagę do działania – bez kosztownych błędów i bez poczucia, że wszystko trzeba dźwigać samemu.
Prowadzisz projekty, które pomagają przedsiębiorczyniom rozwijać się i przełamywać cyfrowe bariery. Dlaczego właśnie transformacja cyfrowa kobiet w biznesie stała się dla Ciebie tak ważna?
Transformacja cyfrowa stała się dla mnie ważna, bo zobaczyłam, że problemem kobiet w biznesie nie jest brak narzędzi. Aplikacji, webinarów i poradników jest aż nadto. Problemem jest coś zupełnie innego: samotność, przeciążenie informacjami i brak kogoś, kto powie: „możesz zacząć tu, gdzie jesteś – i po swojemu”.
Kiedy w Fundacji LBC tworzyłyśmy program GO DIGITAL, wiedziałyśmy, że nie chcemy kolejnego „musisz się zdigitalizować”. Chciałyśmy dać kobietom przestrzeń do spokojnego sprawdzania, testowania i wdrażania technologii w ich tempie, bez technicznego żargonu i bez oceniania.
I to zadziałało. Z naszego raportu wynika, że ponad 60% uczestniczek realnie podniosło swoje kompetencje cyfrowe, a co trzecia wdrożyła kilka konkretnych narzędzi, które oszczędzają czas i porządkują biznes. Nie dzięki wielkim budżetom, tylko dzięki małym, mądrym krokom i wzajemnemu wsparciu.
Dla mnie cyfryzacja w małej firmie, podobnie jak każda inna wdrażana zmiana to nie rewolucja. To odzyskiwanie kontroli, spokoju i poczucia bezpieczeństwa — krok po kroku.
W Fundacji LBC Business Women Foundation współtworzysz programy rozwoju i edukacji dla kobiet. Jakie potrzeby przedsiębiorczyń najczęściej dziś dostrzegasz?
Przede wszystkim widzę ogromną potrzebę poczucia, że nie są same. Wiele przedsiębiorczyń działa w pojedynkę, podejmuje wszystkie decyzje samodzielnie i nie ma bezpiecznej przestrzeni, żeby sprawdzić swoje pomysły, dopytać, podzielić się wątpliwościami czy zawahać się bez poczucia porażki.
Potrzebują rozmowy, zrozumienia i wsparcia, które nie ocenia, nie przyspiesza na siłę i nie narzuca gotowych schematów. Chcą mieć miejsce, w którym mogą myśleć na głos, uczyć się na własnych błędach i rozwijać firmę w zgodzie ze sobą.
Dlatego w Fundacji LBC tak mocno stawiamy na społeczność, praktyczne programy i towarzyszenie w rozwoju – dają one kobietom nie tylko wiedzę, ale też pewność, że ich sposób prowadzenia biznesu jest wystarczający i wartościowy.
Program GO DIGITAL okazał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektów wspierających kobiety w Polsce. Co według Ciebie sprawiło, że odniósł tak duży sukces?
Myślę, że kluczowa była odwaga, żeby zrobić ten projekt inaczej niż większość inicjatyw digitalowych. Od początku wiedziałyśmy, że nie chcemy kolejnego programu, który mówi kobietom: „musicie się zdigitalizować, bo inaczej zostaniecie w tyle”. Chciałyśmy stworzyć coś, co naprawdę pasuje do realiów małych firm — bez presji, bez technologicznego żargonu i bez poczucia, że trzeba od razu zmieniać wszystko.
GO DIGITAL opierał się na praktyce: pokazujemy konkretne narzędzia, realne scenariusze i małe kroki, które można wdrożyć od razu. Dla wielu uczestniczek to był pierwszy moment, kiedy technologia przestała być źródłem stresu, a zaczęła być realnym wsparciem w biznesie.
Efekty przyszły szybko — nie tylko w postaci nowych kompetencji i wdrożeń, ale też zmiany sposobu myślenia o cyfryzacji. A wisienką na torcie było uwzględnienie mojej skromnej osoby – jako współliderki inicjatywy tegorocznym zestawieniu 50/50 Forbes Women.
Współtworzyłaś hasło Fundacji LBC: Learn, Believe, Create. Jakie znaczenie ma dla Ciebie ta triada w kontekście kobiecego przywództwa?
Triada Learn, Believe, Create w pełni odzwierciedla moją wizję kobiecego przywództwa. Learn – poznawanie swoich możliwości i kontekstu biznesowego – pozwala kobietom świadomie budować kompetencje, rozumieć rynek i dostrzegać szanse tam, gdzie inni widzą trudności. Believe – wiara w siebie i w swoje decyzje – daje odwagę, by podejmować wyzwania i kierować zespołami z pewnością siebie, nawet w niepewnych sytuacjach. Create – działanie i wprowadzanie zmian – jest zwieńczeniem całego procesu: to moment, w którym wizja staje się rzeczywistością, a wpływ kobiecego przywództwa widać w konkretnych projektach, innowacjach i rezultatach.
Dla mnie ta triada to nie tylko motto – to praktyczny przewodnik, który pomaga kobietom rozwijać się, podejmować decyzje i realnie zmieniać swój biznes.

Jako założycielka Advanced Business Solutions Institute pomagasz firmom w skalowaniu działalności. Jakie błędy najczęściej popełniają przedsiębiorcy, próbując rozwijać swój biznes zbyt szybko?
Najczęściej widzę brak umiejętności przełożenia strategii na konkretne działania i procesy. Przedsiębiorcy chcą rosnąć szybko, ale rzadko zatrzymują się, by sprawdzić, czy model biznesowy rzeczywiście działa, czy procesy są gotowe na skalę i czy zespół jest w stanie to udźwignąć. Wiele decyzji podejmowanych jest intuicyjnie, pod presją rynku, konkurencji albo narracji „bo inni już tak robią”.
Brakuje testowania hipotez biznesowych, realnego liczenia kosztów wzrostu, jasnych priorytetów i mierników. W efekcie firmy równolegle uruchamiają nowe produkty, kanały sprzedaży i zatrudniają ludzi, nie mając poukładanych procesów ani spójnej strategii. To szybko prowadzi do chaosu operacyjnego, przeciążenia właściciela i utraty kontroli nad finansami.
Dlatego w pracy z przedsiębiorcami zaczynamy od uporządkowania tego, co już jest — nie po to, by spowalniać rozwój, ale by go ustrukturyzować. Sparing partner pomaga zadać właściwe pytania, zweryfikować założenia, ustawić priorytety i sprawdzić, czy organizacja jest gotowa na kolejny etap wzrostu. Bardzo często to właśnie ta różnica decyduje o tym, czy skalowanie buduje realną wartość firmy, czy jedynie mnoży problemy.
Współpracujesz z uczelniami i zasiadasz w radach branżowych, m.in. przy PARP i w Radzie Biznesu. Jak z tej perspektywy oceniasz zmiany w postrzeganiu kobiet w biznesie i nauce?
Z tej perspektywy widać wyraźnie, że zmiana już się dzieje – ale nie dzieje się sama. Kobiety są dziś coraz bardziej obecne zarówno w biznesie, jak i w nauce, coraz częściej zabierają głos w debacie o innowacjach, finansowaniu czy politykach publicznych. Jednocześnie nadal widzę, że ich doświadczenia, zwłaszcza właścicielek mikro i małych firm, nie zawsze są w pełni reprezentowane przy tworzeniu regulacji, programów wsparcia czy strategii rozwojowych.
Uczestnicząc w pracach rad branżowych i współpracując z uczelniami, widzę ogromny potencjał kobiet – kompetencyjny, menedżerski i naukowy – ale też systemowe bariery: mniejszy dostęp do kapitału, większą ostrożność w ocenianiu ich projektów czy niedopasowanie narzędzi wsparcia do realiów kobiecych firm.
To właśnie dlatego zdecydowałam się nie tylko obserwować te procesy, ale aktywnie w nich uczestniczyć. Z tej potrzeby powstał think tank, który reprezentuje interesy biznesów prowadzonych przez kobiety i wnosi ich perspektywę do dialogu z administracją, instytucjami rozwojowymi i światem nauki. Chodzi o to, aby kobiety nie były jedynie beneficjentkami zmian, ale ich współautorkami – na poziomie decyzji, rekomendacji i realnego wpływu na kierunki rozwoju gospodarki.
Dla mnie to naturalne przedłużenie pracy na styku biznesu, edukacji i polityk publicznych: tworzenie przestrzeni, w której kobieca przedsiębiorczość jest traktowana nie jako „nisza”, ale jako istotny i pełnoprawny element ekosystemu rozwoju.
W jednym z projektów zajmujesz się przygotowaniem przedsiębiorców do ekspansji zagranicznej. Jakie kompetencje i nastawienie są dziś kluczowe, by myśleć o biznesie globalnie?
Myślenie globalne dziś zaczyna się od relacji i kompetencji miękkich, a dopiero potem od ekspansji na mapie. Kluczowe są otwartość na różnorodność kulturową, elastyczność, umiejętność uczenia się w działaniu oraz gotowość do weryfikowania własnych założeń. Ale równie ważna jest świadomość własnej tożsamości biznesowej – wartości, modelu działania i tego, co naprawdę chcemy skalować poza granicami kraju.
Dlatego Fundacja otwiera się dziś na budowanie platformy współpracy pomiędzy liderkami rozwijającymi biznes w Polsce a tymi, które mają już doświadczenie globalne. Taka wymiana pozwala oswoić ekspansję, zobaczyć realne scenariusze – nie tylko sukcesy, ale też błędy i lekcje oraz podejmować decyzje z większą pewnością.
W tym kontekście kluczowe jest nie tylko „co zrobić”, ale z kim to przemyśleć. Wsparcie doświadczonych praktyczek i partnerska rozmowa o ryzykach, tempie wzrostu i lokalnych uwarunkowaniach rynkowych znacząco zwiększają szanse na mądrą, a nie tylko szybką globalizację biznesu.
Powtarzasz, że po pięćdziesiątce nie zwolniłaś, a przyspieszyłaś. Co Cię dziś najbardziej napędza?
Najbardziej napędza mnie poczucie sensu i sprawczości. Po pięćdziesiątce mam już bogate doświadczenie, ale też odwagę, by robić rzeczy po swojemu i nie tracić energii na udowadnianie czegokolwiek komukolwiek.
Dziś przyspieszam, bo wiem po co działam. Widzę realny wpływ mojej pracy – w firmach, które porządkują się i rosną mądrzej, w kobietach, które zaczynają ufać swoim decyzjom, w projektach, które łączą biznes z odpowiedzialnością.
Napędza mnie też ciekawość. Świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, a ja mam ogromną frajdę z bycia w środku tych zmian: technologicznych, społecznych, pokoleniowych. I wreszcie – wolność wyboru. Dziś mogę wybierać projekty, ludzi i tematy, które naprawdę mnie poruszają. To daje energię, której wcześniej, paradoksalnie, było mniej.
Wspominałaś, że realizujesz dawne marzenie o doktoracie. Co ta decyzja znaczy dla Ciebie na obecnym etapie życia i kariery?
To było moje marzenie od wielu lat, ale przez długi czas brakowało na nie przestrzeni. Intensywna praca zawodowa, odpowiedzialność za projekty, a jednocześnie życie rodzinne sprawiały, że doktorat odkładałam „na później”. Dziś to „później” wreszcie nadeszło. Moje dzieci studiują, są coraz bardziej samodzielne, a ja mogę pozwolić sobie na powrót na uczelnię – już z zupełnie inną perspektywą.
Doktorat na tym etapie życia nie jest dla mnie formalnym tytułem, ale świadomą decyzją o pogłębieniu wiedzy i doświadczeń, które zbierałam przez lata w praktyce. To moment, w którym teoria spotyka się z realnym biznesem, a refleksja z działaniem. Czuję, że to naturalny kolejny krok – nie zamykanie jakiegoś etapu, ale jego rozwinięcie.
Jaką jedną myśl chciałabyś przekazać kobietom, które stoją dziś na rozdrożu między stabilnym etatem a własną drogą?
Nie muszą wybierać „na zawsze” i nie muszą mieć gotowego planu na dziesięć lat do przodu. Wystarczy uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: czego dziś naprawdę potrzebuję, żeby się rozwijać, a nie tylko trwać.
Własna droga nie zawsze oznacza natychmiastowy skok w nieznane – czasem zaczyna się od małego kroku, testu, rozmowy, projektu „po godzinach”. Najważniejsze, żeby nie rezygnować z siebie z lęku przed oceną czy przekonania, że „to nie jest dobry moment”. Dobry moment rzadko przychodzi sam. Tworzymy go wtedy, gdy zaczynamy sobie ufać i dajemy sobie prawo do zmiany.
Rozmowa z Renatą Żukowską pokazuje, że rozwój biznesu nie musi oznaczać ciągłego przyspieszania ani działania w permanentnym napięciu. Czasem największą wartością jest zatrzymanie się, zadanie właściwych pytań i podjęcie decyzji we własnym tempie – z większą świadomością, spokojem i odpowiedzialnością. To perspektywa, która szczególnie dziś, w świecie nadmiaru bodźców i narracji o „jedynych słusznych drogach”, nabiera wyjątkowego znaczenia.
Renato, dziękujemy za rozmowę, za podzielenie się doświadczeniem i za pokazanie, że prawdziwe wsparcie w biznesie nie polega na gotowych receptach, lecz na towarzyszeniu w procesie myślenia, wyborów i zmian. Za głos rozsądku, uważność na realia przedsiębiorców i konsekwentne budowanie przestrzeni, w której rozwój może być mądry, a nie tylko szybki.
Wywiad przeprowadziła Agnieszka Marzęda
Więcej o Renacie Żukowskiej znajdziesz na jej profilu.

