Strony, które działają jak maszyny do zarabiania – wywiad z Aleksandrą Machnicką, twórczynią marki Webear Space
Tworzy strony, które nie tylko wyglądają jak milion dolarów, ale też działają jak maszyny do zarabiania. Aleksandra Machnicka - znana w sieci jako Webear - to projektantka z supermocą: łączy wiedzę z matematyki i analityki z empatią i kreatywnym podejściem do marki. Pomaga kobietom z różnych branż zbudować swoje miejsce w sieci - takie, które działa, sprzedaje i naprawdę je odzwierciedla.
Zna internet od podszewki – od kodu po konwersję. Projektuje strony, które żyją, uczą, klikają się i sprzedają. Tłumaczy język technologii na ludzki, nagrywa tutoriale, edukuje, analizuje dane i … robi to wszystko z uśmiechem.
W rozmowie z LadyBusiness opowiada, dlaczego każda strona powinna mieć duszę, po co właścicielce biznesu znać swoje dane i jak wygląda kobiecy wszechświat w cyfrowym świecie, kiedy z drugiej strony ekranu czeka na Ciebie design-wonder-woman.
Twoje strony to nie tylko design, ale cała strategia, analiza i UX. Jak wygląda Twój proces tworzenia projektu „od zera”?
Zaczynamy od rozmowy – to dla mnie kluczowy etap, bo chcę sprawdzić, czy nadajemy na tych samych falach i czy ta współpraca będzie dla nas obu przyjemna.
Potem klientka uzupełnia treści – czasem sama, czasem wspólnie je redagujemy tak, żeby były napisane językiem korzyści i faktycznie trafiały do jej odbiorców.
Dopiero wtedy siadam do projektowania. Korzystam z zasad UX i UI, ale zawsze zostawiam przestrzeń na to, żeby klientka mogła „ubrać” stronę po swojemu. Czasem chce coś zrobić inaczej niż podpowiadają zasady – i to też jest okej. Dlaczego? Bo strona to narzędzie. Jeśli dzięki mniejszemu nagłówkowi czy innemu detalowi będzie z niej częściej korzystać, to nie widzę powodu, żeby ją ograniczać.
Potem lecimy z poprawkami, dopieszczamy szczegóły i… tadam! Strona gotowa.
Zaczynasz od rozmowy przy kawie – serio? Co chcesz wtedy przede wszystkim usłyszeć od klientki?
Serio! Dla mnie to bardzo ważne, żebyśmy od początku się nie bały siebie nawzajem.
Na początku swojej działalności kierowałam komunikację zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn, ale szybko zauważyłam, że to właśnie kobiety mówiły mi jedno: „Przy Tobie nie czuję się głupia.” I to dla mnie ogromnie ważne. Nie oceniam, nie wywracam oczami, kiedy ktoś nie wie, czym jest domena czy hosting. Od tego przecież jestem, żeby wytłumaczyć.
Na tej pierwszej rozmowie chcę przede wszystkim usłyszeć, czego klientka oczekuje. A potem razem zaglądamy do jej biznesu – sprawdzamy, co już działa, co jest do ułożenia, jakie ma plany i co będzie jej potrzebne, by ruszyć dalej.
I zawsze przypominam: stronę tworzysz dla swojego klienta, nie dla swojego ego.
Mówisz, że „design to wisienka na torcie, którym jest twarda analityka”. Co najczęściej mówią Ci liczby?
Liczby bardzo często sprowadzają nas na ziemię. Bo wiesz, fajnie jest patrzeć na to, że rośnie liczba followersów na Instagramie, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Twarde dane pokazują, ilu ludzi naprawdę trafia na stronę, ile z nich coś kupuje, jak długo zostają i co dokładnie robią. I to są często te mniej spektakularne, ale o wiele ważniejsze liczby.
Właśnie dlatego stworzyłam kurs o Google Search Console – bo tam siedzi ogrom informacji, z których większość osób nie korzysta. Zwykle z niewygody albo przekonania, że „jakoś to będzie”. A potem się okazuje, że zamiast być widoczną pod hasłem „terapia Warszawa”, Twoja strona wyskakuje na frazę „problem z koncentracją”. Niby temat powiązany, ale może to wcale nie jest to, co chciałaś pozycjonować.
Mam mnóstwo takich historii. Na przykład klientka, która sprzedawała planery, a Google pozycjonowało jej stronę na hasło… „dodaj do koszyka”. Albo firma od systemów kontroli dostępu, której strona była widoczna głównie pod frazy „wysokość”, „szerokość” i „długość”. No cóż – dlatego właśnie warto to sprawdzać.
A co do designu – on ma pomagać, nie przeszkadzać. I tu mam kolejny przykład z życia: dziewczyna zgłosiła się do mnie, bo miała puszczoną reklamę na swoje e-booki. 70 tysięcy wejść na stronę – i zero sprzedaży. Wchodzę na stronę, a tam… o mamusiu! Caps Lock, siedem różnych czcionek, tęcza kolorów – i zero jasności, gdzie kliknąć, żeby kupić. Chaos wizualny zabił sprzedaż.
Właśnie dlatego stworzyłam e-booka „Atrakcyjna strona internetowa” – od planu do realizacji, żeby pomóc stworzyć spójną stronę bez dram wizualnych. Bo naprawdę można ogarnąć wiele rzeczy samodzielnie – tylko trzeba podejmować decyzje, które nie zawsze są wygodne. Trzeba być konsekwentnym w kolorach, czcionkach, stylu – a nie zmieniać wszystko co tydzień, bo „teraz mi się podoba coś innego”. Bo odbiorca się w tym gubi.
I jeszcze jedno – z mojego doświadczenia wiem, że nawet jeśli strona nie jest „najpiękniejsza na świecie”, ale jej właścicielka potrafi sprzedawać, to ona będzie sprzedawać i zarabiać. Bo piękno to nie wszystko – skuteczność rządzi.
Tworzysz strony od zera. Co najczęściej klientki myślą, że będzie najważniejsze – a co okazuje się kluczowe dopiero w trakcie pracy?
To pytanie pięknie łączy się z poprzednim – bo większość osób na starcie myśli przede wszystkim o… kolorach. Och tak, kolory rządzą! Paleta, pastel czy nie pastel, złoto czy beż, fonty – to pierwsze tematy, które się pojawiają.
A potem okazuje się, że nie mają ani jednego porządnego zdjęcia. Większość zrobiona telefonem, w cieniu, z miną typu „byle szybciej”. A prawda jest taka, że nawet trzy profesjonalne zdjęcia potrafią zrobić ogromną różnicę – nadają stronie charakter, zaufanie i spójność.
No i największe zaskoczenie pojawia się, gdy dociera do nich, że… trzeba mieć strategię. Że pytam: „OK, klient wchodzi na stronę – i co dalej? Co ma zrobić? Co Ty chcesz, żeby się wydarzyło?” I wtedy często zapada cisza.
Uświadomienie sobie, po co mi ta strona, jak ma działać i dla kogo ją robię – to jest klucz. Bo strona sama nie sprzedaje. Tak samo jak Instagram sam nie sprzedaje. To my musimy podjąć działanie, przyciągnąć ludzi, dać im powód, żeby kliknęli, żeby kupili. To często największe odkrycie: że samo „posiadanie” strony niczego nie załatwi – trzeba z nią jeszcze coś robić.
Jakie błędy najczęściej popełniają kobiety, które same próbują ogarnąć swoją stronę lub sklep?
Największym wyzwaniem jest to, że mają wszystko na głowie. Samodzielne zrobienie strony to nie tylko kliknięcie „stwórz stronę” – to trzeba:
- napisać treści,
- ułożyć je logicznie,
- zadbać o design,
- sprawić, by całość była jedną spójną historią – a nie każda podstrona jak z innej bajki.
Choć! Czasem można odejść od jednego szablonu – szczególnie przy różnych produktach. Tak robi np. firma LPP – która ma w swoim portfolio marki takie jak Reserved, Cropp czy Mohito – każda wygląda inaczej, ale wszystkie mieszczą się w jednej spójnej strategii.
Ale wracając do tematu błędów – przy sklepach online dużym zaskoczeniem okazuje się logistyka:
- kwestie prawne (regulamin, polityka prywatności, checkboxy),
- podpięcie płatności i maili,
- wygląd stron systemowych (koszyk, potwierdzenie zamówienia, strona błędu).
I to są często rzeczy, o których na początku się nie myśli, a potem klienci trafiają na niedopracowaną stronę koszyka i znikają.
Dlatego każdej mojej klientce te strony stylizuję – żeby wyglądały jak część tej samej marki, a nie jak jakiś techniczny załącznik.
Twoje projekty to nie tylko estetyka, ale i narzędzia do rozwoju biznesu. Jakie efekty najczęściej zauważają klientki po wdrożeniu Twojej strony?
Często już w trakcie współpracy są zaskoczone tym, jak dużo mówię o tym, co będzie po wdrożeniu strony. Przypominam im, że to nie koniec – tylko początek. Zachęcam do pisania wpisów blogowych – ale nie takich lifestylowych „dla wszystkich”, tylko z myślą o konkretnej grupie docelowej. Tłumaczę, co warto mierzyć, jak działać dalej, żeby strona naprawdę wspierała sprzedaż.
Szanuję też to, że nie każda chce od razu wchodzić w analitykę czy technikalia – i to też jest okej. Ale te, które mają podpięte wszystkie niezbędne narzędzia, często mówią mi potem, że w końcu widzą, co działa, skąd przychodzą ich klienci i które treści warto rozwijać.
No i chyba najczęściej powtarzanym efektem jest… spokój. Bo dostają ode mnie tutoriale – wiedzą dokładnie, co gdzie kliknąć, co gdzie zmienić i nie muszą się bać, że coś „popsują”. Strona przestaje być dla nich czarną magią, a staje się narzędziem, które faktycznie wspiera ich biznes.
Jak sprawiasz, że to, co dla wielu brzmi jak czarna magia internetu, staje się zrozumiałe i wręcz ciekawe?
Uwielbiam mówić o „technicznych rzeczach” w nietechniczny sposób. Szukam metafor, porównań, przykładów z życia – tak, żeby klientka mogła to przełożyć na swój świat. Zamiast mówić o domenach, hostingach i tagach H1, opowiadam, jakbyśmy budowały dom, organizowały ślub albo pakowały prezent – coś, co jest jej bliskie.
Mam też za sobą ponad 20 lat udzielania korepetycji z matematyki, więc to trochę moja sala treningowa. Tam nauczyłam się tłumaczyć trudne rzeczy prosto – i cierpliwie. Bo jak ktoś mówi, że „tego nie ogarnia”, to ja wiem, że to tylko kwestia sposobu tłumaczenia – a nie jej zdolności.
Wspomniałaś, że nie jesteś tylko wykonawcą, ale partnerką. Jak wygląda relacja z klientką w Twoim modelu pracy?
Jakie cudowne pytanie! Kluczowe jest dla mnie słowo „współpraca”. Bo ono dosłownie składa się z WSPÓL i praca – czyli: robimy coś razem.
I właśnie tak wygląda praca nad stroną – to wspólny proces. Dla wielu klientek to zaskoczenie, że tworzenie strony to nie tylko wybór kolorów i ładnego szablonu, że nie ma szablonu, do którego one mają się zmieścić, ale za to jest masa decyzji do podjęcia:
- jak pokazać swoją ofertę,
- jak chcesz, żeby ktoś się z Tobą umawiał,
- jak będzie wyglądać kontakt,
- jakie teksty i zdjęcia się pojawią,
- jakie informacje prawne są potrzebne,
- jakie kolory, fonty i emocje ma wywoływać ta strona.
Dlatego moim celem jest stworzenie przestrzeni, w której te decyzje mogą się wyklarować. Pomagam poukładać ofertę, podpowiadam, pytam, prowadzę. Ale nie narzucam. Strona ma być Twoja, nie „moja wersja Ciebie w internecie”.
Zdarzają się momenty, kiedy iskrzy – bo przychodzi zmęczenie, przytłoczenie, za dużo decyzji naraz. I to jest totalnie normalne. Wtedy daję przestrzeń, żeby to wybrzmiało. Bo dla mnie ta relacja nie kończy się na kliknięciu „opublikuj”. To relacja partnerska – oparta na zaufaniu, szacunku i wspólnym celu.
Na stronie piszesz: “Nie zostawiam Cię samej z technologią”. Jak wygląda wsparcie po wdrożeniu strony?
Zawsze mówię, że nie zostawiam klientek samych „z bombą zegarową” 😉 Po zakończeniu projektu każda z nich dostaje ode mnie zestaw prostych tutoriali – jak edytować teksty, zmienić zdjęcia, schować sekcję, dodać wpis na bloga. Wszystko krok po kroku, bez technicznego bełkotu.
Poza tym przez 3 miesiące od wdrożenia mają moje wsparcie – mogą do mnie pisać z pytaniami, wątpliwościami czy prośbą o wskazówkę. To taki czas, kiedy najlepiej wykorzystać moje „bycie pod ręką” i oswoić się ze stroną na spokojnie.
Bo strona ma działać nie tylko w dniu premiery – ma rosnąć razem z Tobą. I ja naprawdę chcę, żeby moje klientki czuły się z nią pewnie, a nie bały się, że coś „klikną nie tak”. Chociaż te elementy są najlepsze, bo wtedy najwięcej się uczą!
Znasz SEO, analizę danych, UX, ale też coaching i psychologię. Jak te kompetencje wpływają na Twoją codzienną pracę z kobietami?
Z wykształcenia jestem matematykiem i statystykiem, ale mam też za sobą roczne studia podyplomowe z psychologii dzieci i młodzieży, coachingu, tutoring i inteligencji emocjonalnej – początkowo z myślą o moich uczniach, bo od lat udzielam korepetycji. Ale szybko się okazało, że zasady pracy z młodymi ludźmi działają dokładnie tak samo w pracy z dorosłymi – szczególnie kobietami. Wszystko opiera się na wzajemnym szacunku. Wzajemnym – i to dla mnie kluczowe słowo.
Bo ja nie podchodzę do projektu jak typowy wykonawca – nie wrzucam bezmyślnie tekstów w szablon. Jeśli coś się nie mieści, to nie mówię „zmień treść”, tylko szukam rozwiązania. Treści, które dostaję, są dla mnie ważne – to przecież słowa, którymi moja klientka mówi do swojego klienta. To nie jest tylko „projekt” – to realna rozmowa z drugim człowiekiem.
I właśnie tutaj przydają się moje „miękkie” kompetencje – w komunikacji, w rozumieniu emocji, w tym, żeby stworzyć przestrzeń do podejmowania decyzji, ale bez presji – pamiętając, że mamy ustalenia i w nich się mieścimy. Bo kobiety, z którymi pracuję, często przychodzą z emocjami – stresem, ekscytacją, wątpliwościami, perfekcjonizmem. A ja jestem po to, żeby to wszystko pomieścić i przeprowadzić je przez ten proces z lekkością i uważnością.
Bo dobra strona internetowa to nie tylko piksele i fonty – to poczucie, że jesteś widziana, rozumiana i zaopiekowana.
Co Twoim zdaniem dziś naprawdę działa w tworzeniu strony, która przyciąga i konwertuje – bez względu na branżę?
Działanie. Kurtyna. Żartuję… ale tylko trochę. 😉
Bo naprawdę – to właśnie działanie robi różnicę. Możesz mieć najpiękniejszą stronę, wypasioną jak Tesla, ale jeśli używasz jej tylko w niedzielę do kościoła, to niewiele z tego wynika. Mam nawet lepszy przykład – kojarzysz traktory URSUS? Te stare, poczciwe maszyny, które do dziś pomagają rolnikom zebrać zboże. A przecież na rynku są też traktory za milion złotych. I jeden, i drugi może działać – o ile się go używa.
Tak samo jest ze stroną – nie chodzi tylko o to, żeby ją „mieć”. Chodzi o to, żeby z niej korzystać, mówić o niej, kierować tam ruch, budować wokół niej działania marketingowe. Bo nawet najlepszy projekt nie sprzeda sam z siebie.
To, co naprawdę działa, to traktowanie strony jak żywego elementu biznesu. Nie ozdoby. Nie wizytówki. Tylko jako narzędzia, które – jeśli dobrze używane – pracuje razem z Tobą.
Czy są jakieś branże lub typy klientek, z którymi szczególnie lubisz pracować? Dlaczego?
Wiesz co, nie mam jednej ulubionej branży. Współpracuję z bardzo różnorodnymi klientkami i to właśnie w tym różnorodności widzę ogromną wartość. Dzięki temu mogę podpatrzeć, jak działają przeróżne biznesy – od bardzo kreatywnych, przez edukacyjne, aż po te mocno analityczne czy techniczne.
Mam wśród klientek zarówno wyjadaczki, które od lat prowadzą swoje firmy i zarabiają naprawdę konkretne pieniądze, jak i kobiety, które dopiero stawiają pierwsze kroki w swoim biznesie. I wiesz co? Każda z tych współprac czegoś mnie uczy. Nie mówię tu o pieniądzach – mówię o tych „dodatkowych bonusach” rozwojowych, które wyciągam z każdego wspólnego procesu.
Każda historia, każda marka, każda rozmowa to dla mnie kawałek innego świata, do którego mam przywilej zajrzeć. I właśnie to najbardziej kocham w mojej pracy – że nie tworzę stron taśmowo, tylko naprawdę wchodzę w biznes, który wspieram.
Pamiętasz swoją pierwszą stronę internetową? Co wtedy czułaś?
Oczywiście! Moje pierwsze strony robiłam jeszcze w czasach, gdy blogi dopiero wchodziły na polski rynek – to było naprawdę dawno temu. Bawiłam się wtedy w nakładanie kodu HTML na szablony, które wcześniej projektowałam w… Photoshopie. I uwielbiałam to robić! Potem na kilka lat odpuściłam, życie poszło w inną stronę, ale… wróciłam.
I pamiętam doskonale ten moment, gdy zrobiłam swoją pierwszą biznesową stronę – taką, która miała służyć czemuś więcej niż tylko estetyce. To była strona dla hodowli piesków i wtedy poczułam coś w stylu: „O JEŻU KOLCZASTY! Ja właśnie pomagam ludziom rozwijać ich biznes! Przez moją stronę będą sprzedawać! Aaaa!”
To był miks ekscytacji, dumy i lekko przerażonego „wow, to już na serio”. I do dziś to uczucie mi towarzyszy – za każdym razem, gdy kończę projekt i wiem, że ta strona naprawdę będzie pracować dla kogoś.
Który z Twoich własnych projektów najlepiej pokazuje to, kim jesteś jako twórczyni?
To chyba najtrudniejsze pytanie, bo ja nigdy nie robię “projektów dla projektów” – wszystko, co tworzę, niesie ze sobą kawałek mnie.
Moją twórczą duszę najlepiej pokazują dwa moje autorskie projekty: webear.space i poprostulicz. Pierwszy to przestrzeń wspierająca kobiety w budowaniu biznesu online, z technologią, strategią i empatią. Drugi – to matematyczny kanał edukacyjny, w którym wracam do swojej wieloletniej pasji uczenia przez praktykę, z dystansem i luzem. A teraz powoli zaczynam też tworzyć miejsce, w którym pokażę swoją artystyczną drogę – jeszcze bardziej osobistą, opartą na ekspresji i intuicji. To mój kolejny krok – i bardzo się na niego cieszę.
A jeśli chodzi o strony moich klientek – nie potrafię wybrać jednej. Każda jest dla mnie jak wyjątkowe dziecko. Kiedy patrzę na daną stronę, od razu przypomina mi się, co wtedy się działo: jakie miałyśmy rozmowy, gdzie były wyzwania, co trzeba było wspólnie wyprostować, gdzie były łzy, a gdzie śmiech.
Dlatego moje portfolio to nie suche „strona zrobiona w Elementorze z WooCommerce i podpiętym GSC”, tylko historie – prawdziwe, ważne, z emocjami. Bo każda z tych stron to nie tylko kod i design, ale też wspólny proces, zaufanie i wiele odwagi po drugiej stronie.
Co daje Ci największą radość w pracy: etap projektowania, testowania, wdrażania czy moment, kiedy klientka mówi „WOW”?
Prawda? Każdy etap daje mi coś innego – i każdy lubię na swój sposób.
Czasem ta wspólna podróż z klientką jest ekscytująca od początku do końca, a czasem… no cóż, mam momenty, że myślę: „Dobra, kończymy, oddaję!” 😄 (Oczywiście pół żartem, pół serio.)
Bardzo lubię etap projektowania – momenty, gdy wszystko zaczyna nabierać kształtu. To taka kreatywna faza „rodzenia strony”, w której łączę potrzeby, treści, design i strategię w coś zupełnie nowego. A potem przychodzi ten ekscytujący moment, kiedy pokazuję klientce gotowy projekt i… czekam, co wybierze! Mam wtedy taki tryb lekkiej paniki – bo pokazuję coś bardzo osobistego, coś, co tworzyłam z myślą o niej i jej biznesie.
Ale ogromną frajdę sprawia mi też obserwowanie, jak klientki zaczynają z tych stron korzystać – jak się oswajają, jak wrzucają swoje treści, jak rośnie ich pewność siebie. To dla mnie największy znak, że ta strona naprawdę działa i żyje razem z nimi.
Aleksandra Machnicka – kobieta, która mówi kodem, a myśli empatią – nie tylko tworzy strony internetowe. Ona buduje cyfrowe przestrzenie, w których kobiety mogą czuć się pewnie, kompetentnie i sprawczo. Jej podejście udowadnia, że dobra strona to nie szablon – to rozmowa, proces i relacja. A technologia wcale nie musi być zimna – może mieć kobiecą twarz, intuicję i serce.
Jeśli chcesz poznać Aleksandrę bliżej, zajrzyj na webear.space. Może właśnie ona pomoże Ci stworzyć przestrzeń, która będzie nie tylko piękna, ale i skuteczna.
Wywiad przygotowała Agnieszka Marzęda
Więcej o Aleksandra Machnicka znajdziesz na jej profilu.


