Ujarzmić hejtera

Jak wynika z artykułu zamieszczonego na stronie prawnik.pl „ukaranie właściciela serwisu internetowego za brak skutecznego mechanizmu filtrującego obraźliwe i wulgarne wpisy internautów nie narusza jego prawa do wolności wypowiedzi”.

keyboard-70506_960_720

Podstawą do przedstawionej tezy jest wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wyrok ten jest istotny z kilku powodów. Przede wszystkim wskazuje nie tylko prawne ale również etyczne podstawy i słuszność w prowadzonej przez nas polityce działalności. Nie można już machać na wszystkie strony hasłem „wolność słowa” i na wszystko sobie pozwalać, istnieją granice definiowane jako naruszenie dóbr osobistych, za które nie wolno wykraczać.

Interesujące również w tej sprawie jest to, jak długo się ona potrafiła ciągnąć. Publikacja artykułu, pod którym pojawiły się szkalujące komentarze będące tutaj głównym tematem, miała miejsce na estońskim portalu informacyjnym „Delfi” w 2006 roku, podczas gdy sam wyrok ETPC zapadł w czerwcu tego roku. 9 lat spierania się na drodze sądowej o komentarze w Internecie. Czy ktoś jeszcze chciałby deprecjonować ich znaczenie i potencjalne zagrożenie dla firmy?

O co tyle zamieszania?

Sam artykuł dotyczył promów publicznego przedsiębiorstwa transportowego, które spowodowały załamanie się pokrywy lodowej w miejscach gdzie miały powstać drogi lodowe. Pojawiło się pod nim w ciągu zaledwie dwóch dni niemal 200 anonimowych komentarzy, z czego duża ich część zawierała treści obraźliwe, a nawet groźby pod adresem większego udziałowca spółki. Myślę, że nikogo nie dziwi to, iż zwrócił się on do serwisu, by ten takie właśnie komentarze usunął. Dodatkowo zażądał wypłaty odszkodowania w wysokości 32 tys. euro w ramach zadośćuczynienia. Serwis ociągał się z realizacją pierwszego żądania 6 tygodni, drugie natomiast stanowczo odrzucił.

Rozpoczął się długi proces, który rozbił się najpierw o sąd pierwszej instancji, potem o sąd apelacyjny, który nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Zasądzono odszkodowanie w wysokości 320 euro. Wyrok podtrzymał sąd apelacyjny więc redakcja pisma postanowiła zwrócić się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Ostatecznie na sam koniec zwrócono się do Wielkiej Izby ETPC. W wyniku głosowania (15:2) sędziowie zadecydowali, że wyrok, który zapadł w Estonii był proporcjonalny do szkód. Zaznaczyć zatem tu warto, iż w orzecznictwie sądowym brane są pod uwagę straty wynikające z naruszenia dóbr osobistych w wyniku publikacji obraźliwych komentarzy.

Jest to pewna wskazówka dla wszystkich administratorów i moderatorów portali i stron internetowych. Okazuje się, że ciąży na was również odpowiedzialność za treści, które się tam pojawiają, nawet jeśli nie są przez was tworzone. Warto się zastanowić, w jaki sposób można chociaż zmniejszyć skalę zjawiska hejtu i trollingu. Zdaję sobie sprawę, że liczy się liczba odwiedzin na stronie, ta rośnie wraz ze wzrostem interakcji w komentarzach i odwrotnie, jednak nie za wszelką cenę.

Źródło: http://www.prawnik.pl

Autor: Michał Fedorowicz