Zawsze szukam rozwiązania – wywiad z Dianą Pakulską Okraską

Z Dianą Pakulską-Okraską, Prezes Zarządu i Project Manager Eclipse Project, rozmawiamy o zmieniającym się podejściu do powierzchni biurowych w Polsce i o konieczności inwestowania w przestrzeń przyjazną pracy. A także o tym, jak budować mocny zespół i silną markę na rynku.

diana-pakulska-okraska-eclipse-projekt

Agata Cupriak: Wybrałaś studia zdominowane przez mężczyzn – studiowałaś instalacje elektryczne  na Politechnice Warszawskiej i na „La Sapienza” Univerita di Roma. Skąd taka decyzja?

Diana Pakulska-Okraska: Rzeczywiście (uśmiech). Mogłabym powiedzieć, że był to przypadek, ale nie. Chociaż jest to kierunek mało kobiecy, mimo wszystko fascynujący. Zawsze byłam bardziej logiczna niż humanistyczna: klasa w liceum o profilu matematyczno-fizycznym. Matura z fizyki zdana na 6 (mój wychowawca do samej matury pytał mnie, czy rzeczywiście chcę zdawać maturę z fizyki, byłam pierwszą osobą w szkolę, która zdawała maturę z fizyki). Wiedziałam, że chcę studiować w Warszawie i wyjechać z domu rodzinnego. A ostatnim czynnikiem był sam gmach budynku Politechniki przy pl. Politechniki, który mnie zafascynował swoją architektura, powagą i wewnętrzną atmosferą. Do dnia dzisiejszego uwielbiam tam przychodzić. Po przeanalizowaniu wszystkich czynników, została podjęta decyzja: wydział elektryczny Politechniki Warszawskiej. Czy dominacja męska miała jakieś dla mnie znaczenie? Świadome na pewno nie. Podświadomie tak, gdyż wychowywałam się wśród starszych braci i towarzystwo kolegów było bardziej naturalne, ale to nie był czynnik decydujący. Natomiast później, w trakcie studiów, bardzo to doceniłam i wspominam bardzo dobrze ten okres mojego życia.

„Światło” to nie tylko czysta fizyka, ale z mojej perspektywy przede wszystkim czynnik wpływu na nas jako ludzi, na naszą efektywność samopoczucie czy nawet możliwości wykonywania danych czynności.

AC: Ty sama specjalizujesz się w oświetleniu. Skąd takie zainteresowanie?

DPO: Technika świetlna jest specjalizacją na Wydziale Elektrycznym, był to naturalny wybór, gdyż jest to tematyka bardzo plastyczna, a nie twarda, jak aparaty elektryczne czy technika wysokich napięć. Ponadto wiedziałam, że ten kierunek jest bliższy mojemu zamiłowaniu do tworzenia, kreowania czy wymyślania. Projektant oświetlenia jest również kreatorem architektury, atmosfery i środowiska wnętrza, ma za zadanie zaprojektować światło, cienie, kontrasty, podkreślić doskonałości lub ukryć wady przestrzeni. Z takiej perspektywy jest to zawód jeszcze bardzo mało dostrzegalny w Polsce i w dużej mierze utożsamiany z architektami, a w procesie „ewolucji” rynku sprowadzony do wyboru produktu. I to jest też powód, dlaczego nie kontynuowałam pracy jako projektant oświetlenia.

Mimo wszystko zamiłowanie do fizyki pozostało (uśmiech). „Światło” to nie tylko czysta fizyka, ale przede wszystkim czynnik wpływu na nas jako ludzi, na naszą efektywność, samopoczucie czy nawet możliwości wykonywania danych czynności. To mnie tak naprawdę fascynuje i to wykorzystuję w dzisiejszej pracy. Natomiast nie mówię o sobie projektant oświetlenia tylko przedsiębiorca, właściciel pracowni projektowej specjalizującej w projektach aranżacji biurowej, gdzie światło i oświetlenie ma olbrzymie znaczenie, właśnie ze względu na efektywność, samopoczucie, kreatywność pracowników, ich poziom skupienia, jeśli jest wymagany, czy nawet pobudzenia. Tę wiedzę wykorzystuję w moim modelu pracy.

Zawsze ciągnęło mnie do bycia liderem i przedsiębiorą. Jak byłam mała to zawsze stałam na czele bandy, doskonale wiedziałam, co chce i gdzie chce być.

AC: Doświadczenie zawodowe zdobywałaś w jednej z czołowych pracowni branżowych w Polsce: WSP Polska. Pamiętasz moment, kiedy postanowiłaś założyć własną firmę – Eclipse Projekt, specjalizującą się w projektowaniu instalacji wewnętrznych w budynkach biurowych?

DPO: Zawsze ciągnęło mnie do bycia liderem i przedsiębiorą. Jak byłam mała to zawsze stałam na czele bandy, doskonale wiedziałam, czego chcę i gdzie chcę być, wymyślałam zabawy i dominowałam, nawet wśród swoich starszych braci. Natomiast pierwsze pieniądze zarabiałam już w liceum. Uczyłam się w szkole społecznej płatnej, tata, który jest projektantem konstrukcji, nie miał w tym czasie dużo zleceń (przez dwa lata w budownictwie była zapaść, nic się nie budowało, szczególnie w stolicy Podlasia) więc chcąc uczęszczać do szkoły i mieć na swoje potrzeby: kino, książki, wyjścia ze znajomymi, dorabiałam jako korepetytor języka angielskiego i fizyki dla moich małych sąsiadów.

Po powrocie z Rzymu, dostałam pracę w WSP Polska. Byłam bardzo dumna z siebie. Spełnienie marzeń, duża pracowania, projektująca najnowocześniejsze budynki w Polsce, olbrzymie możliwości kształtowania wiedzy praktycznej… rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zostałam wrzucona w schemat. I wiedziałam, że tak nie chcę kształtować swojej kariery zawodowej i to nie są moje wartości. Natomiast wyniosłam stamtąd prawdziwą szkołę podstaw zawodowych. Do dnia dzisiejszego przede wszystkim kieruję się spojrzeniem na budynek podczas awarii: czyli jak zabezpieczyć funkcjonowanie budynku i pracujących tam ludzi podczas awarii i podczas zagrożenia. Zdobyłam też doskonałą wiedzę dotyczącą całej struktury budynku, wszystkich etapów realizacji projektu i procesu budowy budynku. Tę wiedzę w pełni i codziennie wykorzystuję dzisiaj. Uważam, że każdy absolwent swoją karierę powinien zaczynać od pracy w dużych biurach projektowych, gdyż uczy się tam procedur, kolejności zdarzeń, co w procesie projektowym jest bardzo istotne.

A wracając do pytania: kiedy podjęłam decyzję o założeniu własnej firmy. Jak wiesz najwięcej w życiu kobiety zmieniają dzieci (uśmiech). Kiedy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, olbrzymie znaczenie miały dla mnie wartości, jaki kreuje dookoła moja rzeczywistość i jakie ja przekazuję czy chcę przekazać mojemu dziecku. No i jak to bywa w każdym biznesie, przyszła propozycja zrobienia projektu na zlecenie koleżanki architektki, która poszukiwała projektanta instalacji elektrycznej do pracy przy aranżacji biura. Szybko przeanalizowałam rzeczywistość, zbadałam rynek i poszło: decyzja, że idę na swoje. Ułożyłam ofertę i przeszłam się do kilku już wtedy wyspecjalizowanych pracowni. Do dnia dzisiejszego razem pracujemy, natomiast najważniejsze, że nie byłam w tym sama: wsparcie mojego męża, którego poznałam właśnie w WSP Polska, naszego przyjaciela Andrzeja, Zbyszka, Rafała, Mariusza czy Janusza i innych projektantów elektryków, których poznałam w tamtym okresie jest naprawdę dzisiaj bardzo ważna… Bez ich udziału nie zaprojektowałabym ponad 355 tys. m2 powierzchni biurowych. To, też jest ich sukces.