Uwielbiam widzieć efekty mojej pracy – wywiad z Anną Miłkowską

Anna Miłkowska po wielu latach pracy w korporacji założyła własne studio graficzne - By Mum, aby wrócić do tego, co kocha najbardziej - projektowania. W rozmowie z Agatą Cupriak opowiedziała, jak wygląda proces twórczy i praca z Klientem oraz o tym, jak zachować "swój styl".

anna miłowska

Agata Cupriak: Co zdecydowało u Ciebie o wyborze grafiki, jako kierunku zawodowym?

Anna Miłkowska: Boom internetowy (śmiech). W 98 roku firmy działające na rynku internetowym bardzo dynamicznie się rozwijały. Nie było jednak zbyt wielu specjalistów, zatem zatrudniano pracowników młodych, niedoświadczonych, ale chętnych do rozwoju i nauki.
Właśnie skończyłam liceum i moją przyszłość planowałam związać z hotelarstwem, dlatego podjęłam prywatne studia na WSTiH w Gdańsku. Zdecydowałam się na studia w trybie zaocznym, gdyż chciałam podjąć pracę i wspomóc rodziców w niemałych opłatach za uczelnię. I w ten sposób, bez doświadczenia, bez kierunkowego wykształcenia rozpoczęłam pracę w dziale graficznym Wirtualnej Polski.

To właśnie tam wszystkiego się nauczyłam. Różnorodność prac, które wykonywał nasz zespół była ogromna… od moderowania czatów, poprzez projektowanie stron, tworzenie kampanii banerowych, ikonek, newsletterów, na dużych reklamach outdoorowych kończąc. Dzięki tak różnorodnym projektom, grafika wciągnęła mnie bez reszty. Nawet kończąc studia, pracę magisterską połączyła z pracą zawodową, skupiając się w niej na stworzeniu rozwiązań dla strony internetowej hotelu.

Projekt wizytówek oraz loga dla Architekta Finansowego
Projekt wizytówek By Mum dla Architekta Finansowego

AC: Założyłaś swoje studio graficzne po wielu latach w największym portalu internetowym – Wirtualnej Polsce. Co Cię do tej decyzji skłoniło?

AM: Przez pierwsze 10 lat pracy taka myśl nawet nie przychodziła mi do głowy. Z młodszego grafika awansowałam na projektanta stron www, później z-cę kierownika zespołu, aż w końcu całkowicie objęłam zarządzanie całym działem graficznym.

Jednakże połączyć zarządzanie wieloma projektami oraz samo projektowanie było momentami niemożliwe. Zaczęło mi w końcu brakować samodzielnego tworzenia. Zaczęłam rozważać różne możliwości, jednakże drogi powrotnej do projektowania w tej korporacji nie widziałam. Wewnętrznie czułam, że wiązałoby się to z pewnego rodzaju degradacją, czego moje ego nie było w stanie przełknąć (śmiech). Jedyne rozwiązanie, które znalazłam, to otworzenie własnej działalności. Przed tym jednak powstrzymywała mnie fantastyczna atmosfera, którą stworzyliśmy w zespole. Przychodziłam do pracy… nie jak do pracy, tylko jak na spotkanie z najlepszymi przyjaciółmi, podczas którego przy okazji powstawały projekty.

Jednak, gdy wraz ze zmianą właściciela, zaczął zmieniać się zespół, postanowiłam założyć własną działalność.

Do każdego projektu podchodzę bardzo emocjonalnie i dużym zaangażowaniem. Dzięki temu uczucie radości i w pewnym stopniu dumy towarzyszy mi za każdym razem, gdy efekt finalny mojej pracy ujrzy światło dzienne.

AC: Zajmujesz się kompleksową identyfikacją wizualną, projektujesz strony internetowe, reklamy itp. Jakie projekty lubisz najbardziej?

AM: Każde (śmiech). Hmmm… to podejście zadziwia czasem mnie samą. Uwielbiam tworzyć nowe identyfikacje wizualne marek, widzieć efekty mojej pracy w czasopismach, obserwować jak rozwijają się strony internetowe, które zaprojektowałam. Każdy projekt ma swoje wady i zalety, które się nawzajem przenikają. Przykładowo, projektując reklamę banerową na potrzeby internetu, po przygotowaniu formy master, pozostaje mało kreatywna praca – przeformatowywanie jej do różnych wymiarów (czasem jest ich nawet kilkadziesiąt).  Często ta właśnie odtwórcza, mechaniczna praca jest fantastycznym odpoczynkiem przy intensywnie kreatywnej pracy. Na przykład gdy projektuję trzecią z kolei reklamę prasową, dla tego samego produktu, który ma z góry narzuconą kolorystykę i stylistykę, a reklama musi wyglądać inaczej niż 2 poprzednie i być równie skuteczna.

Patrząc ogólnie na wszystkie projektu, to powiedziałabym, że najbardziej lubię pracować przy takich z ograniczonym terminem ważności. Projekty, które ciągną się miesiącami są sporym wyzwaniem dla utrzymania świeżości podejścia do tematu.

Projekt grafiki reklamowej By Mum dla Lotos
Projekt plakatów na stacje paliw z okazji tłustego czwartku dla Grupy LOTOS S.A

AC: A z którego jesteś szczególnie dumna?

AM: To chyba najtrudniejsze pytanie, gdyż do każdego projektu podchodzę bardzo emocjonalnie i dużym zaangażowaniem. Dzięki temu uczucie radości i w pewnym stopniu dumy towarzyszy mi za każdym razem, gdy efekt finalny mojej pracy ujrzy światło dzienne. Jednakże prawdziwym wyzwaniem jest tworzenie projektów dla dużych korporacji, gdzie proces akceptacji jest bardzo złożony i bierze w nim udział przynajmniej kilka osób. Wówczas największą satysfakcją jest świadomość, że stworzyło się projekt, który jest dobry pod każdym względem i podoba się zarówno specjalistom od marketingu, PR czy IT, zaakceptował go sam prezes i dodatkowo jest zauważany przez grupę docelową. Ze względu na wysokie budżety realizacji kampanii, takie projekty są najczęściej eksponowane w całej Polsce i nieraz mój 9-letni syn, gdy jedziemy samochodem, rozgląda się w poszukiwaniu reklam, które projektowałam i woła „Mamo! Zobacz, Twoja reklama!”.

AC: W Twojej branży jest duża konkurencja, jak zdobywasz Klientów i projekty?

AM: W Wirtualnej Polsce współpracowałam głównie z osobami odpowiedzialnymi za kampanie reklamowe. Z wieloma z nich nadal utrzymuję kontakt, mimo że często dzielą nas setki kilometrów i nie pracujemy już pod wspólnym, znanym brandem, to prowadzimy wiele ciekawych projektów, które angażują coraz więcej ludzi. Nigdy nie potrafiłam sprzedawać i reklamować swoich usług. Wiem, że można się tego nauczyć, ale zachwalając swoją pracę, czuję się bardzo niekomfortowo. Dlatego w zdobywaniu Klientów stawiam głównie na relacje. Zdarza się, że Klienci znajdują mnie w Google bądź na Facebooku, jednak 90% osób, z którymi współpracuję trafiło do mnie z polecenia.

AC: Bardzo popularne są takie satyryczne strony, jak np. fanpage “Grafik płakał jak projektował”. Pokazują z jednej strony brak wiedzy o projektowaniu i poczucia estetyki u przedsiębiorców, ale często i niskie kompetencje grafików. Jak to Twoim zdaniem jest – Polacy doceniają estetyczne projekty, rozumieją np. znaczenie dobrego logo dla powodzenia biznesu?

AM: W kwestii poczucia estetyki Polaków (z resztą nie tylko Polaków) bywa różnie. Wiele osób ma potrzebę bycia ekspertem we wszystkich dziedzinach, a na grafice to właściwie zna się każdy. Nie wszystkie projekty, które są umieszczane na wspomnianych przez Ciebie stronach są stworzone przez niekompetentnych grafików. W mojej 20-letniej pracy zawodowej przynajmniej 2-3 razy w roku słyszę od Klientów: „gdybym miał photoshopa, to sam zrobiłbym to w 5 minut”. Niestety czasem ten Photoshop wg. przedsiębiorców nie jest w cale potrzebny i projektują np. swoje logo w amatorskich graficznych programach systemowych. Czasem nawet wychodzą całkiem ładne projekty, tylko niestety niewiele można z nimi zrobić, gdyż ich rozdzielczość nie nadaje się do druku. Zauważam jednak rosnący trend dbałości o spójność wizerunku swojej marki. Coraz więcej moich klientów nie zamawia tylko samego logo, a proszą o przygotowanie całego systemu identyfikacji wizualnej.